środa, 22 maja 2024, 9:26

„Jest nas dużo i jesteśmy bardzo złe”

W ubiegłym tygodniu przez media społecznościowe przeszła prawdziwa burza, która nie oszczędziła również naszej redakcji. Ponieważ z racji wykonywanego zawodu interesujemy się tym, co dzieje się w prasie ogólnopolskiej i mediach społecznościowych, czasami zdarza się, że popołudnia wypełnia nam dyskusja na tematy polityczne i społeczne, nawet wówczas, gdy bardzo byśmy chcieli troszeczkę od tego odpocząć.

GNIEW

Szczególnie ja, jako kobieta, zostałam przez tę internetową burzę „poniesiona”, ponieważ niewiele jest na tym świecie rzeczy i osób, które – kolokwialnie mówiąc – podnoszą mi ciśnienie bardziej niż Janusz Korwin-Mikke, Ordo Iuris, Konfederacja i ich szowinistyczne poglądy.

Oczywiście nie tylko Mikke, czy Mentzen i jego partia głoszą najróżniejsze krzywdzące postulaty na temat „płci pięknej”, więc nie wspominając o nich wyświadczyłabym niedźwiedzią przysługę wszystkim politykom, którzy uważają, że kobiety, zwłaszcza młode, zamiast rodzić dzieci, żeby ratować system emerytalny naszego kraju, wolą „dawać w szyję” czy zajmować się karierą.

Każdy ma prawo do swoich poglądów. „Niestety” jednak, czasy, kiedy możemy je narzucać innym, zwłaszcza kiedy ci (lub dokładniej mówiąc „te”) sobie tego wyraźnie nie życzą, minęły bezpowrotnie. Jeśli ktoś z Państwa czytał mój felieton, a później odpowiedź na polemikę przesłaną przez pana Jakuba Nawrota, ten wie, że poglądy na praw kobiet oraz naszej roli w społeczeństwie mam bardzo sprecyzowane. Chętnie podejmuję dyskusję na tematy „feministyczne” i lubię wymieniać się opiniami, bo tylko wówczas, poprzez poznawanie innego punktu widzenia możemy rozwijać się i wzrastać.

W końcu jako kobieta, mam prawo do wyrażania swoich opinii, swoich poglądów.

TO JEST MÓJ GŁOS PROTESTU!

Niestety to co zobaczyłam w ubiegły wtorek w Internecie przerosło moje najśmielsze oczekiwania i nie do końca wiedziałam, czy to, na co patrzę wydarzyło się naprawdę czy też może zostało wygenerowane przez Sztuczną Inteligencję.

Mam tutaj na myśli konferencję inauguracyjną Fundacji Patriarchat, na której (oczywiście) znalazł się – co prawda nieco nieprzytomny, ale jednak – naczelny mizogin tego kraju razem z wiernym kółeczkiem adoratorów.

Założycielem tego Klubu Wzajemnej Adoracji jest Mateusz Curzydło, zaś do tańca przygrywał mu Ronald Lasecki. Fundacja ta najwyraźniej zrzesza biednych mężczyzn, tak strasznie pokrzywdzonych przez to, że muszą traktować kobietę jak człowieka; tak cierpiących przez fakt, że mamy prawa wyborcze (czy w ogóle jakiekolwiek prawa) na tym samym poziomie, jak mężczyźni, że musieli zorganizować sobie grupę wsparcia.

Może nawet lepiej, że nie anonimową, biorąc pod uwagę fakt, że trwa kampania wyborcza.

Co takiego głoszą panowie z „Fundacji Patriarchat”? Zobaczmy:

Kobiety były częścią gospodarstwa domowego o statusie wyższym niż zwierzęta czy dobytek ruchomy, ale mimo wszystko nie uczestniczący na równych prawach w procesach decyzyjnych. I to jest tak naprawdę, jeżeli mówimy o relacji między mężczyznami i kobietami, moim zdaniem, układ zdrowy. Dbamy o dobro należących do siebie kobiet, ale traktujemy je nie jako partnerów, ale jako część dobytku.” – powiedział Lasecki

Czy to wszystko? Okazuje się, że nie! Panowie mają bardzo dużo do powiedzenia w kwestii edukacji:

Dla kobiety sukces edukacyjny to w głównej mierze rozrywka. Ona nie potrzebuje go aż tak bardzo, jak mężczyzna. Dla mężczyzny jest to konieczność. Mężczyzna, żeby być mężczyzną MUSI w pewnym sensie osiągnąć jakiś sukces”

Oraz – uwaga, bo to chyba najlepsza część – instytucji „niebicia kobiet”!

Instytucja niebicia kobiet to jest coś świeżego. W Islamie mąż ma prawo karać fizycznie kobietę. – stwierdził Lasecki, na co zawtórował mu Curzydło: „No zawsze jakoś mężczyźni sobie radzili, prawo było jedno. To jest jak z klapsami. Brak klapsów też jest czymś całkowicie nowym. I tak samo jest z zakazem jakiekolwiek fizycznego kontaktu niechcianego wobec kobiety.”

Czyżby więc „mokry sen” panów z Konfederacji to była „Opowieść podręcznej”? Panowie skrycie marzą, o powrocie do XIX lub XVIII w, twierdząc, że kobiety to twór, będący czymś trochę lepszym niż rzecz, z której można skorzystać, kiedy akurat chuć nie daje mężczyźnie żyć. Rzecz, o którą w sumie powinno się dbać, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sprawić jej solidne lanie, jeśli zacznie się buntować i zapragnie mieć jakieś prawa?

W porównaniu z tymi panami Ordo Iuris wydaje się postępowe! A wypowiedź pana Kaczyńskiego, o kobietach dających w szyję jawi się jako niewinny i niefortunny żart.

Czy gdyby ktoś zaczął głosić, że niewolnictwo jest właściwie całkiem zacnym konceptem, do którego warto by było wrócić, ponieważ „pracownicy bezetatowi” to tania i bezkosztowa siła robocza, to też ktoś by temu przyklaskiwał i głosował na takie postulaty?

Każdy kraj i każde społeczeństwo tworzone są przez ludzi o różnych poglądach, różnych celach, różnych reprezentacjach płciowych. Sztuką jest znalezienie „złotego środka”, który w jakiś sposób zadowoli każdą ze stron.

Faktem niezaprzeczanym jest jednak to, że wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego.

Zapytajcie, panowie, swoje żony, matki i siostry co myślą o słowach pana Curzydło i pana Laseckiego.

Z dużą dozą pewności mogę stwierdzić, że ich wypowiedzi pełne będą oburzenia, złości, niecenzuralnych słów i słusznego gniewu, bowiem NIE JESTEŚMY niczyją własnością!

Nigdy nie namawiałam nikogo do głosowania na tę czy inną opcję polityczną i nie zamierzam tego robić.

Nie mogę jednak milczeć, kiedy jakaś banda durniów z przerostem ego próbuje mi wmówić, że nie powinnam mieć praw wyborczych z powodu estrogenów!

TO JEST MOJE WEZWANIE DO BRONI!

Każdy, kto stawia krzyżyk przy nazwisku kandydata, głoszącego takie poglądy, jak te, o których z takim samouwielbieniem rozprawiają panowie z Fundacji Patriarchat opowiada się za nimi.

Każdy, kto nie idzie na wybory, bo uważa, że nie ma na kogo głosować lub w ogóle nie warto pozwala, by inni zadecydowali za niego.

Według statystyk co druga Polka w wieku 18-39 lat nie pójdzie na wybory!

Dziewczyny! Naprawdę chcecie, żeby o Waszej przyszłości zdecydował ktoś inny?

Skoro nie pozwalacie, by ktoś zdecydował za Was o tym, gdzie pracujecie lub jaki kierunek studiów wybierzecie, to nie pozwólcie by ktoś podjął za Was decyzję w tych wyborach!

TO JEST MOJE WEZWANIE DO WALKI O SIEBIE I SWOJE PRAWA.

Teraz pytam Was! WAS! Matki, żony, siostry, dziewczyny, dziewuchy, pytam WAS:

Czy jesteście, drogie panie, za tym, by traktowano Was, jak coś tylko trochę lepszego niż zwierzęta? Dobytek, o który w sumie trzeba dbać, ale jeśli zacznie się buntować to można zdyscyplinować pięścią albo paskiem od spodni?

Czy chcecie, żeby o tym czy urodzicie dziecko z gwałtu decydowała jakaś grupa starszych panów, a nie Wy?

Czy chcecie, żeby o tym, czy mężczyzna stosuje wobec Was przemoc decydowali panowie na podstawie własnego widzimisię czy też Konwencja i stosowne prawo, które daje nam instrumenty do tego, by bronić się przed oprawcą?

Czy sąd ma nadal dopytywać, czy zgwałcona kobieta była ubrana „nieodpowiednio”, czy chciała kontaktu seksualnego i czy dostatecznie głośno krzyczała „NIE”?!

Czy chcecie, żeby ktoś pewnego dnia powiedział Wam, że musicie urodzić przynajmniej jedno dziecko, nawet jeśli tego nie planowałyście?

Czy sądzicie, że badania pernatalne powinny być finansowane przez państwo niezależnie od wieku? A może uważacie, że to nie ma sensu, bo kobiety w tym kraju „umierały, umierają i umierać będą”?!

Czy wolicie, żeby za dokonanie aborcji do 12 tygodnia miał osądzić Was jakiś sędzia, który nie ma pojęcia o dramacie, przez jaki przechodzi kobieta, podejmując taką decyzję?

Czy sądzicie, że „prawo” powinno być nakazem czy też raczej możliwością, z której możecie, ale nie musicie skorzystać?

Czy też może pragniecie dziecka tak bardzo, że wydałybyście ostatnie pieniądze na program in vitro, ale nie możecie sobie na to pozwolić?

Czy pragniecie żyć w kraju, w którym jedna kobieta za pomoc drugiej za wyrwanie się z przemocowej relacji zostaje skazana przez sąd?

Czy jesteście zdania, że kobieta powinna pozostawać w związku z mężczyzną, nawet jeśli on ją bije, awanturuje się, jest alkoholikiem, znęca się nad rodziną? Czy może raczej powinnyśmy mieć możliwość ucieczki, rozwodu, zadbania o bezpieczeństwo swoje, dzieci, o przyszłość finansową?

Czy uważacie, że temat relacji, seksu, związków i szeroko rozumiana edukacja seksualna powinna być częścią programu nauczania w szkołach czy raczej tematem tabu?

Czy sądzicie, że kary cielesne w stosunku do dzieci powinny być czymś normalnym?

Czy chcecie nadal móc uczyć się, prowadzić badania, decydować o karierze i reszcie życia czy wolicie, żeby ktoś pewnego dnia powiedział Wam, że już nie możecie tego robić?

Chcecie móc powiedzieć „NIE” niechcianemu stosunkowi seksualnemu czy wolicie?

Jakiego życia dla siebie chcecie? Wolności, możliwości samostanowienia, decyzyjności i sprawczości? Czy może bierności, braku odpowiedzialności, ale też braku możliwości samorealizacji, rozwoju, edukacji?

Czy chcecie kraju, w którym za wyświetlenie filmu, nie podobającego się władzy kina karane są presją finansową?

A może w ogóle o Waszym życiu powinien, tak jak w XIX wieku, decydować najpierw ojciec, a potem mąż, a na stare lata syn?

O tym zdecydujecie, idąc do urny 15 października.

Zastanówcie się, czy gdyby to prawa mężczyzn były ograniczane, to czy byliby tak samo bierni i siedzieli tak samo cicho?

Nie bądźcie bierne. Nie pozwólcie by ktoś decydował za Was.

Anna Owczarek

Reklama
Reklama

Ogłoszenia

ogłoszenia o pracę

Teksty płatne