środa, 29 maja 2024, 8:29

BURZLIWA DYSKUSJA NA KOMISJI ZDROWIA – CO DALEJ ZE SZPITALEM?

– Sytuacja szpitala na dziś jest bardzo trudna, żeby nie powiedzieć tragiczna – to słowa prezesa OCZ Zbigniewa Kluczkowskiego, którymi rozpoczął swoje sprawozdanie finansowe przed Komisją Zdrowia Rady Powiatu. Na koniec października strata OCZ wyniosła 4.260.000 zł. Sam październik przyniósł straty ponad 1,2 mln, co uprawnia do przypuszczeń, że do końca roku zadłużenie szpitala zwiększy się do 5,5 mln.

Posiedzenie komisji miało dosyć burzliwy przebieg, jak zawsze, gdy kwestie finansowe łączą się ze sprawami ludzkimi. Dlatego też pielęgniarki z oddziału ginekologiczno-położniczego i z chirurgii aktywnie uczestniczyły w środowym zebraniu, bowiem mówiono tu także o restrukturyzacji obu tych, przynoszących największe straty, oddziałów. Będzie to niosło zmniejszenie godzin pracy i mniejsze zarobki, a kto wie, czy nie zwolnienia. Do końca października oddział położniczo-ginekologiczny przyniósł 3.098.000 zł starty, a odział chirurgiczny 2.908.000 zł. Ujemny wynik finansowy, z tym że znacznie mniejszy uzyskało większość oddziałów i poradni, co sprawiło, że na działalności podstawowej szpital stracił łącznie 5.826.000 zł.

Członkowie komisji pytali o przyczyny tak drastycznych strat. Według prezesa główne powody to: bardzo duża inflacja, w tym tzw. inflacja branżowa wynosząca nawet 40%, wzrost kosztów i wzrost minimalnego wynagrodzenia, który nastąpił od lipca br. w skali ok. 30%. Podwyżki dotyczą zarówno personelu białego, jak też administracji. Sam wzrost wynagrodzenia to średnio ok. pół miliona złotych.

– Jak pan widzi rozwiązanie tej sytuacji? – zapytał przewodniczący komisji Jerzy Mucha. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że zgodnie z zaleceniem Rady Nadzorczej, prezes wraz z kierownikami oddziałów i współpracownikami opracował kilka wariantów wyjścia z tej zapaści. Dwa z nich dotyczą częściowej likwidacji chirurgii (ma być tylko planowana) i likwidacji porodówki na oddziale ginekologicznym. Te założenia prezes Kluczkowski tłumaczył, że największym obciążeniem kosztów jest utrzymywanie w gotowości całodobowej bloku operacyjnego, a zabiegów popołudniowych jest kilka na miesiąc. W zamian chirurgia miałaby zostać rozbudowana o ortopedię.

Głos zabrały też pracownice szpitala uczestniczące w zebraniu. Z ich wypowiedzi wyzierał żal, że tyle wysiłku włożyły, aby tutejszy oddział ginekologiczno-położniczy był na wysokim poziomie, cieszył się dobrą opinią, a teraz to wszystko jednym pociągnięciem ma zostać zlikwidowane. Wielu mówców potwierdzało bardzo dobrą opinię, jaką u kobiet i w ogóle w społeczeństwie ten oddział się cieszy. Panie przekonywały też, że w br. będzie więcej dzieci, niż w ubiegłym. Do października odebrano tu 334 porody.

– Mamy dwie drogi, albo zmniejszyć koszty, albo zwiększyć obroty i przychody. Żeby bilansował nam się oddział ginekologiczno-położniczy musiałoby być 800 porodów, co jest nierealne – mówił prezes.

Ale najwięcej pretensji pod adresem prezesa dotyczyło tego, że o niczym nie poinformował załogi oddziału ginekologicznego.

– Nie unikam kontaktów, ale jest droga służbowa – odpowiadał Kluczkowski, informując, że o planowanych zmianach rozmawiał z ordynatorami, pielęgniarkami oddziałowymi, dyrektorem medycznym, naczelną pielęgniarką, a oni mieli wszystko przekazać załodze. Właśnie pod adresem naczelnej pielęgniarki zgłoszono w trakcie zebrania różne zastrzeżenia.

Pielęgniarki poparł przewodniczący Komisji Zdrowia – Jerzy Mucha, stwierdzając, że załoga ma prawo zgłaszać swoje uwagi i być informowaną o planowanych zmianach. Przyznał też rację wypowiadającym się pielęgniarkom, że jeśli pacjentki od nas odejdą, to… już nie wrócą.

O udział pracowników szpitala w tworzeniu planu restrukturyzacji pytała radna Krystyna Sikora.

– Jak pan zamierza stworzyć dobry plan pracy skoro nie biorą w tym udziału ci, którzy tam pracują?

Było to zresztą jedno z wielu pytań skierowanych do prezesa OCZ. – Przychodzi pan do nas i mówi, że ma 5,5 mln straty jako spółka handlowa. Zdajemy sobie sprawę, że stratę tę będzie musiał pokryć powiat, a my nie wiemy na jakiej podstawie? – pytała radna.

W dyskusji podkreślano, że zła sytuacja finansowa szpitala narasta od lat. Lata covidu nieco przykryły te braki, za to teraz, przy obecnej inflacji koszty wybuchły ze zdwojoną mocą.

Głos zabrał również starosta Lech Janicki, przedstawiając swoją opinię o przyczynach zadłużenia szpitala. Rozmowy, także na szczeblu rządowym nadal trwają, ale one nie są efektywne. Konkluzja była taka, że „góra” chce rękami starostów i samorządów powiatowych zlikwidować część szpitali.

Niewątpliwie bardzo przydałyby się pieniądze na bardziej realną wycenę usług medycznych przez NFZ, ale co, jeśli na razie na to liczyć nie możemy? Nikt nie wyobraża sobie, aby w Ostrzeszowie nie było szpitala oferującego podstawową opiekę, z kompetentnym personelem. Czy dla ratowania szpitala trzeba będzie poświęcić tak dobrze działający i oceniany oddział, jakim jest oddział ginekologiczny?

Na razie nie ma na to zgody, nie tylko pracowników szpitala, ale także przewodniczącego komisji zdrowia. Proponuje za to spotkanie w szerszym gronie, z Radą Nadzorczą OCZ i reprezentacją pracowników z każdego oddziału, by w takim gronie dojść do pewnych ustaleń. Czy pozwolą one uratować oddział ginekologiczno-noworodkowy w niezmienionej formie i czy uchronią szpital od większego zadłużenia?

K.Juszczak

 

Więcej o zebraniu Komisji Zdrowia Rady Powiatu w sprawie szpitala – w najbliższym numerze „Czasu Ostrzeszowskiego”.

 

 

Reklama
Reklama

Ogłoszenia

ogłoszenia o pracę

Teksty płatne