piątek, 19 lipca 2024, 7:49

W GŁOWIE SIĘ NIE MIEŚCI! – wywiad z p. Aleksandrą Urban

Witam Was, drodzy czytelnicy! 

Jeszcze się nie znamy, dlatego chciałabym się oficjalnie przedstawić. Mam na imię Ania (chociaż wolę jak mówi mi się Anna) i z entuzjazmem rozpoczęłam swoją przygodę w redakcji Czasu Ostrzeszowskiego. Mam nadzieję, że miło mnie przyjmiecie i będziecie bacznie obserwować zarówno rozwój naszych mediów, jak i mój! Mamy dla Was w planach masę niespodzianek, ale na razie nic nie zdradzam! 

Przygotujcie się na nowości, bo mam głowę przepełnioną pomysłami. Osobiście, z pomocą moich drogich kolegów-redaktorów, zadbam o to, żeby nie było nudno!

Jako przedstawicielka młodzieży chciałabym poruszyć istotną kwestię. Będę dziś głosem NAS wszystkich. Porozmawiajmy o depresji…Tak, wiem, wiem… NUDA -moglibyście pomyśleć. Jednak zanim przewrócicie kartkę, wysłuchajcie co mam do powiedzenia. Może skłoni Was to do refleksji?

Zdrowie psychiczne to zawsze był, jest i będzie temat tabu. Ale dlaczego? Dlaczego nadal wstydzimy się rozmawiać o naszych emocjach? Z tego powodu, bardzo często, powstają późniejsze problemy, których rozwiązanie wymaga większego poświęcenia i nakładu pracy. Przede wszystkim nad sobą.

Jako uczennica ostrzeszowskiego liceum miałam okazję uczestniczyć w panelu dyskusyjnym, poświęconym depresji i temu, z jakimi problemami najczęściej zmagają się nastolatkowie. Po wysłuchaniu wypowiedzi rówieśników szerzej otworzyłam oczy. Dosłownie i w przenośni! Nie zdajemy sobie sprawy z tego, co siedzi w głowie drugiego człowieka, a uwierzcie mi, że może być tam niezły bałagan. Odnosząc się do pytania, będącego jednocześnie tematem panelowej dyskusji „Czy depresja jest dla słabych”, wiele osób odwoływało się do słynnego cytatu Jacka Hugo-Badera: „Depresja nie dotyczy osób słabych, tylko tych, którzy byli silni zbyt długo”. 

Piękne i wartościowe słowa, prawda?

Pamiętajcie, że wśród nas są ludzie, którzy są w stanie udzielić nam fachowej pomocy. Mam na myśli psychologów. Są swoistymi „lekarzami dusz”. Dziedzina, którą się zajmują jest niezwykle rozległa i skomplikowana. Potrafią, dzięki znanym sobie sposobom, dotrzeć do najgłębszych zakamarków naszych umysłów i rozwiązać powstałe w nich, często wytworzone przez lata, węzły emocjonalne. Problemy, z jakimi zgłaszają się do nich pacjenci są różnorodne i złożone, dlatego ta praca nie jest łatwa. Jednak zmiany, zachodzące u każdego z podopiecznych podczas procesu terapeutycznego wynagradzają trudy i znoje, co powoduje dumę.

O tym, jakie są realia pracy psychologa, rozmawiałam z p. Aleksandrą Urban, która na co dzień przyjmuje pacjentów, ale także pracuje w szkole, pomagając uczniom i jednocześnie prowadząc koło psychologiczne „Dopamina”, którego jestem członkinią.

Postanowiłyśmy się spotkać, w towarzystwie serialu i miętowej herbaty i oto co wyszło z naszej rozmowy:

 Ma Pani swoją ulubioną dziedzinę w psychologii?

– Intensywnie działam w obszarze psychotraumatologii, zaburzeń lękowych oraz traum relacyjnych. Jest to bez wątpienia zakres moich zainteresowań, jeżeli chodzi o bardziej naukowo-badawczą część psychologii, ale również o pracę gabinetową. 

– Czym są traumy relacyjne? Czy ten aspekt jest zaniedbany wśród społeczeństwa?

– Niestety jest to bardzo częsty problem. Trauma relacyjna jest urazem psychicznym, który powstał na skutek chronicznych dysfunkcji wynikających wprost z bliskiej relacji np. z rodzicem, czy opiekunem. Bardzo często tyczy się okresu dzieciństwa i nic dziwnego, ponieważ właśnie w tym czasie następuje naturalnie najwięcej interakcji z głównymi opiekunami. To, w jaki sposób rozpoznają oni potrzeby dziecka i jak na nie reagują definiuje więź na linii rodzic-dziecko. 

Metaforycznie można porównać sam proces kształtowania więzi do zapisywanie czystej białej kartki. To, co na niej będzie, zależy od wizji autora, w tym przypadku potencjalnej figury przywiązania. Jednakże nie możemy zapominać i pomijać samego wpływu, jaki ma to na dziecko, a dalej autonomicznie funkcjonującą jednostkę. Jeżeli rodzic odpowiednio potrafi zaopiekować się potrzebami dziecka i być na nie uważny, to z wysokim prawdopodobieństwem może zbudować poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli jednak opiekun jest nieprzewidywalny, chłodny emocjonalnie, nieregularnie lub nieadekwatnie reaguje na dziecko, wpływa intencjonalnie lub nie, niestety na zbudowanie poza-bezpiecznego przywiązania. I tutaj powstaje trudność, która nierozwiązana przez dziecko może stać się problemem w życiu dorosłym. 

Każdy z nas dąży do stabilizacji, czyli wykreowania sobie możliwie jak największej ilości czynników chroniących, a więc i podstaw bezpieczeństwa. Jeżeli jest ono nam odbierane, powstaje zewnętrzne zagrożenie, w naszym odczuciu definiowane jako lęk. Natomiast, jeżeli w naszym rozwoju narasta lub powtarza się i, co ważne, wychodzi wprost od osób bliskich, jesteśmy w stanie ukoić się wyłącznie na chwilę. Walczymy, uciekamy, pozostajemy w bezruchu tylko po to, by zapewnić sobie chwilowe przetrwanie, czyli zmaksymalizować bezpieczeństwo. Jednak uraz pozostaje urazem, a samo skrzywdzenie przez obiekty obdarzone miłością, nie jest często dla nas uchwytne, ponieważ w procesie rozwoju sam lęk może uwarunkować się jako bezpieczny. Abstrakcyjne, prawda? Żyjemy sobie dalej, eksplorujemy świat i niby wszystko jest z nami dobrze, ale mamy skrajnie złe zdanie na swój temat. Żyjemy w przekonaniu bycia niewystarczająco dobrymi, niezasługującymi na miłość, przejawiamy potrzebę kontroli najdrobniejszego szczegółu naszego życia. Odczuwamy przymus udowadniania innym, tylko po to, by nie poczuć się gorszymi. 

Niosąc w swoim umyśle taki ciężar, w konsekwencji nie mamy siły na wypełnianie codziennych obowiązków, na nawiązywanie relacji, zaczynamy się izolować, a po czasie boimy się wyjść do ludzi i skutecznie ich unikamy, bo nawet nasze ciało podpowiada nam, że tak trzeba, przez ilość objawów somatycznych, których po drodze „się nabawiliśmy”. Jest to niesamowicie obciążające, dlatego poszukujemy sposobów redukcji dyskomfortu psychicznego – czasem w ryzykownych zachowaniach, czasem w używkach, czy też jedzeniu lub jego restrykcji. A wszystko po to, by się uchronić, by stworzyć sobie pozorne bezpieczeństwo. 

Jak sama mogłaś już zauważyć, możliwości jest wiele. Uważam, że obszar psychotraumatologii jest jeszcze zbyt często pomijany w leczeniu różnorodnych zaburzeń, co jest sprzeczne z wiedzą teoretyczną, ponieważ psychologiczne teorie przywiązania, są tak naprawdę teoriami traum relacyjnych.

– Często spotykamy się z pewnym rodzajem „etykietowania”, nadawania określonego znaczenia, by usprawiedliwić swój stan. Co Pani o tym sądzi?

– Myślę, że dlatego posługujemy się etykietami, czyli jednostkami chorobowymi, po to, żeby skategoryzować sobie pewną normę, wytłumaczyć zakres naszego „typowego” funkcjonowania. To jak najbardziej leży w ludzkiej naturze i jest tożsame z tym, o czym rozmawiałyśmy wcześniej. Czujemy się bezpieczniej, jeżeli potrafimy coś nazwać i dzięki temu nie uważać, że to z nami jest coś nie tak, bo taka jest przecież przyjęta specyfika zaburzenia, a więc i norma w jej obrębie. Chronimy dzięki temu swoją samoocenę. Niejednokrotnie jest to jednak nieuzasadnione i umniejszające dla osób naprawdę chorujących. Zastanówmy się, jak często przy gorszym dniu, mówiliśmy bliskim „Dzisiaj mam depresję”. Należałoby zatem spojrzeć na to z trochę większą refleksją.

 Fakt, niektórzy sobie umniejszają, ale z drugiej strony, wiele osób wstydzi się przyznać do tego, że coś może być z nimi nie tak, albo faktycznie gorzej się czują. Skąd wynika ten wstyd przed poproszeniem o pomoc i czy jest on słuszny?

– Wiele aspektów za to odpowiada. Możemy chociażby wziąć pod uwagę przyjęte normy, to jak definiuje nam je społeczeństwo, ustalając zakres tego, co jest normalne, a co nie. Idąc dalej za tą myślą, przyznając się do swoich słabości, czy też opowiadając po prostu o swoich trudnościach, możemy spodziewać się, że w odbiorze społecznym zostanie to odebrane za coś nienormalnego, że będziemy odstawać od grupy, z która dotychczas się utożsamialiśmy. 

Dominuje zatem strach przed odrzuceniem i brakiem zrozumienia. Nie zapominajmy o tym, że jesteśmy istotami stadnymi i potrzebujemy mieć wokół siebie ludzi. To jest jak najbardziej naturalne. 

Każdy problem w odczuciu podmiotu jest wyjątkowy. Wiem, że może to dość śmiesznie brzmieć, ale tak naprawdę jest, bo jest wyłącznie nasz, jeden jedyny, niepowtarzalny. 

Czasem bywa i tak, że możemy obawiać się ile wysiłku będziemy musieli włożyć w jego rozwiązanie. W takiej sytuacji bilans zysków i strat jest raczej demotywujący. Perspektyw rozumowania odpowiedzi na to pytanie jest wiele, jednakże w samym procesie proszenia o pomoc liczy się chociażby świadomość tego, w jaki sposób nie chcemy żyć.

– Jeżeli zdecydujemy się już na wizytę u psychologa czy psychoterapeuty, to skąd możemy mieć pewność, że to jest właściwa osoba? Bo idąc na terapię powierzamy specjaliście nasze życie, sekrety, problemy, często wstydliwe.

– Automonitoring. To słowo definiuje wszystko. Tak jak powiedziałaś, w trakcie terapii obcej osobie opowiada się o prywatnych, często intymnych rzeczach. Dlatego też, warto być uważnym na to, jak czujemy się w trakcie takiego oddziaływania. 

Poza samym przygotowaniem merytorycznym i kompetencjami psychologa, czy terapeuty, liczą się również czynniki poza werbalne tj. ton głosu, gestykulacja, mimika, które bezpośrednio definiują nam to, czy dana osoba jest chociażby godna zaufania. Nasze ciało jest również dla nas skarbnicą wiedzy. Jeśli nauczymy się rozpoznawać, jaki wpływ na nie ma inna osoba np. czy sprawia, że jesteśmy spięci. 

Pamiętajmy również o tym, że dzieląc się ze specjalistą wewnętrznymi doświadczeniami funkcjonujemy na dość wysokim pobudzeniu fizjologicznym, głównie na początku procesu terapeutycznego, ponieważ się stresujemy. Wpływa to na ilość elementów, które jesteśmy w stanie zapamiętać w danym momencie, ponieważ zawęża się pole uwagi. 

Wspominam o tym dlatego, że po odbytej sesji terapeutycznej możemy mieć poczucie bycia przebodźcowanymi i pamiętać wyłącznie charakterystyczne dla nas elementy oddziaływania, przez które wyrabiamy sobie pewne zdanie na temat osoby pomocowej. Warto jest skorzystać z tej wiedzy i weryfikować swoje samopoczucie w trakcie pracy gabinetowej oraz po odbytej wizycie. 

Patrząc jednak perspektywicznie, automonitoring tyczy się również samej zmiany. Czym jest godzina w gabinecie, w stosunku do całego życia poza nim? Dlatego też, jeżeli w trakcie procesu terapeutycznego następuje zmiana, która jest tożsama z założonymi celami, to jest najważniejszy czynnik, który stoi za tym, że podjęte oddziaływanie jest prowadzone w sposób profesjonalny. Nie zapominajmy również o tym, że zadaniem psychologa i pacjenta jest rozwiązanie określonej trudności i jak najszybsze pożegnanie się.

– Czy kiedy prowadzi się terapię ważne jest to, by dostosować jej proces pod danego pacjenta? Czy są jednak utarte schematy stosowane przy danym zaburzeniu?

– Oczywiście są procedury terapeutyczne, które są weryfikowane na drodze licznych badań, a dalej rekomendowane i stosowane, jako metody pracy z pacjentem z konkretnym rozpoznaniem. Bez wątpienia warto z nich korzystać, ponieważ dzięki temu proces jest ustrukturyzowany i efektywny. Jednakże, życie jest życiem i czasem w trakcie terapii odchodzi się na chwilę od planu, z uwagi np. na istotniejsze kwestie, które wymagają omówienia.   

– Poza gabinetem, pracuje Pani też w szkole, gdzie prowadzi koło psychologiczne. Skąd wziął się na to pomysł i jak to się zaczęło?

– Historia powstania koła jest całkiem zabawna, ponieważ sam pomysł zrodził się w czasie pełnienia dyżuru w szkole, ze względu na to, że w piątki pracowałam od godziny 13:00 do godziny 17:00 i zauważyłam, że w tym czasie niewiele osób korzysta z porad. Nie ukrywam, nudziło mi się. Dlatego też pomyślałam, że warto byłoby zorganizować dla uczniów dodatkową aktywność, przestrzeń do dzielenia się własnymi doświadczeniami, prowadzoną w ciszy i spokoju. Piątki wpisały się idealnie, ponieważ po godzinie 15:00 w szkole kręci się już wtedy niewiele osób. Tak wspólnymi siłami wraz z młodzieżą stworzyliśmy piątkowe meetingi. Jestem bardzo z nich dumna, przerobiliśmy wspólnie wiele tematów, poznaliśmy się lepiej, wykształciliśmy więź i mamy głowy pełne pomysłów. Przyniosło to sporo dobrego! Bardzo mnie cieszy to, że młodzi zachęcają siebie wzajemnie do przyjścia na spotkania.

– A co z panelem dyskusyjnym o depresji?

– Rozczulam się, gdy o nim myślę. W moim odczuciu zrobił furorę. Sama idea przedsięwzięcia powstała z inicjatywy uczniów, panel miał dać im możliwość wypowiedzenia się o tym, co jest dla nich najistotniejsze biorąc pod uwagę szeroko rozumiane zdrowie psychiczne oraz to, w jaki sposób postrzegają swoje trudności, mające wpływ na kondycję psychiczną.

Jak się okazało, paneliści podkreślili w swoich wypowiedziach rolę dorosłych i jej wpływ na samo postrzeganie problemów adolescentów – „Spójrzcie inaczej”, „Zwróćcie uwagę na to, że my wam komunikujemy niektóre rzeczy, a wy je spłycacie”, „Nie bądźcie obojętni”, „Nie wymyślamy sobie tego, że źle się czujemy”. 

Uważam, że obszar psychologii jest dynamiczny i musi być otwarty na aktualne potrzeby. Nierozsądnym jest myśleć, że to co mamy jest wystarczające, zawsze można zrobić coś lepiej, inaczej. Dlatego też, by możliwie wpływać na kształtowanie i promowanie zdrowia psychicznego wśród młodzieży, trzeba zacząć aktywnie słuchać tego, co mają do powiedzenia. 

Z tego miejsca chciałabym raz jeszcze podziękować i pogratulować młodzieży szkolnej. Stanęliście na wysokości zadania i udało wam się zbudować przestrzeń do tego, by każdy mógł powiedzieć co tak naprawdę myśli i czego oczekuje od osób, u których poszukuje pomocy. Dostałam sporo pozytywnych wiadomości od rodziców uczniów, którzy dziękowali za zorganizowanie panelu. Sami zauważają potrzebę dbania o komfort psychiczny, są otwarci na współpracę. Obserwowałam również, ile osób po panelu pukało do gabinetu i zaczynało się otwierać, mówić o swoich problemach. To jest właśnie ten efekt, o który chodziło. Wiem, że miało to sens. Byłoby super, gdyby działo się więcej takich inicjatyw w szkole.

– No tak, trzeba słuchać młodzieży, ale dorośli zawsze twierdzą, że nasze problemy nie są tak istotne, jak ich. Bo przecież my nie mamy kłopotów z finansami, kredytów i całego życia na głowie. Wobec tego, dlaczego uważają nasze problemy na tle psychicznym za nieistotne, błahe, że po prostu je sobie wymyślamy?

– Myślę, że może za tym stać sporo czynników. To, co często obserwuję wśród dorosłych dotyczy przede wszystkim ich sztywności myślenia. Przez to ogranicza się rozwiązania, ponieważ podejmowane interwencje często są bezpodstawne. Podkreślam, że błędnie jest myśleć, że nasi bliscy nie chcą dla nas dobrze. Często zdarza się jednak tak, że hamują się przez własną obawę, dotyczącą bezradności wobec komunikowanych problemów. Dlatego też spłycają je do powiedzenia „Będzie dobrze, ułoży się”. 

Warto również wspomnieć o tym, że współczesny świat rządzi się nieco innymi prawami, niż ten, w którym dojrzewali chociażby nasi rodzice, przez co pojawia się wiele kwestii niezrozumiałych dla nich, co również w ich ocenie może umniejszać ich kompetencjom i wpływać na niechęć do próby spojrzenia w inny sposób. 

Poprzez rozwój mediów i technologii zostaliśmy przyzwyczajeni do szybkich i łatwych rozwiązań, jednakże nie sprawdza się to w kwestiach odzyskiwania równowagi psychicznej. Analizując jakikolwiek problem wiadomym jest, że będzie się składał z różnych elementów i wpływał na wiele aspektów naszego życia. Zatem jedynie w perspektywie czasowej możemy faktycznie oczekiwać jego rozwiązania. Czasem jest tak, że dla uzyskania komfortu psychicznego, ważniejszy jest sam proces jego osiągnięcia, a nie efekt sam w sobie.

Podsumowując, to nie jest tak, że dorośli nie chcą słuchać i reagować. Jak często jednak zdarza się, byśmy zostawili telefony z dala od siebie, wspólnie usiedli przy stole i po prostu porozmawiali? Albo jak często jest tak, że w tle nie leci muzyka albo nie gra telewizor? Ile czasu każdy z nas poświęca na interakcje z każdym członkiem rodziny z osobna? Czy ilość codziennych zobowiązań nie przysłania nam realnego rodzinnego życia? 

Dajmy sobie więcej przestrzeni na komunikację, a przekonamy się, że zrozumienie przyjdzie naturalnie. Informujmy się wzajemnie o swoich potrzebach i obawach.  

– Często jest tak, że jak już powiemy, co tam u nas źle, to zostajemy na siłę wypchnięci do danego terapeuty, pomimo naszej niechęci. Wydaje mi się, że lepsze efekty osiągamy wtedy, kiedy ta chęć pomocy sobie wypływa wprost od nas.

– To bardzo ciekawe, co mówisz. Szczerze? To zależy. Czasami zdarza się, że pomimo tego, że nasi bliscy mają wobec nas dobre zamiary oferując nam porady, czy oddziaływania psychoterapeutyczne, ktoś może najzwyczajniej w świecie nie rozpoznawać w sobie takiej potrzeby. W tej samej sytuacji, inna osoba potrzebuje przejęcia kontroli nad swoim życiem i zadecydowania o tym, co dla podmiotu jest najlepszym rozwiązaniem. Jeszcze inna osoba, potraktuje taki komunikat, jako bodziec, tym samym rozwijając motywację wewnętrzną do samodzielnego zgłoszenia się po pomoc.

Może być również tak, że chęć pomocy sobie wypływa wprost od nas samych, a po kilku wizytach decydujemy się przerwać ten proces. Tak więc, to zależy. Nie ma tu reguły. Są osoby, które mają większą łatwość w tym, żeby zadecydować o swoim życiu i postępowaniu, aby stwierdzić, że to już jest ten punkt mojego życia, że nie radzę sobie, dlatego idę szukać pomocy. Najważniejsza zatem jest świadomość swojego postępowania. 

– Wobec tego jeśli trafimy już do terapeuty, ale będziemy czuli, że to nie jest odpowiednia osoba dla nas… Czy warto dalej ciągnąć ten proces, czy może jednak dobrze zrezygnować z przychodzenia na spotkania i zmianę osoby pomocowej?

– Nic na siłę. Nie zmuszajmy się by uczęszczać do psychologa, czy terapeuty, bo właśnie ten jeden konkretny pomógł naszej przyjaciółce, albo w rankingu „Znanego Lekarza” ma najlepsze opinie. Jeżeli nie czujemy ze specjalistą porozumienia lub też czujemy się niezaopiekowani, to nie ma sensu kontynuować takiego oddziaływania. Trzeba poczuć „to coś”. 

Każdy z nas zwraca uwagę na inne kwestie, które są dla nas istotne. Jestem przekonana, że zawsze wrócimy do miejsca i osoby, z którą czujemy się dobrze. Nie marnujmy więc czasu na pozorne rozwiązanie swoich problemów. Przede wszystkim my sami czujmy się komfortowo z własnymi decyzjami, bądźmy w nich skuteczni i świadomi.

– Zawsze mi się wydawało, że na terapię chodzą tylko osoby z problemami typu depresja, stany lękowe, PTSD itp., a nie zdajemy sobie sprawy, że możemy skorzystać z tej możliwości, jeżeli po prostu chcemy poukładać sobie w życiu, dojść ze sobą do symbiozy i porozumienia, by uzyskać wewnętrzny spokój.

– To prawda. Z porad z psychologiem korzystają również osoby wysokofunkcjonujące, które na co dzień spełniają się w wielu obszarach życia, ale rozpoznają, że jakaś ich część potrzebuje uważniejszego zaopiekowania. Równie często podejmują terapię osoby będące w kryzysie, u których nie rozpoznaje się zaburzeń psychiczny, a dzięki stabilizacji i wzmacnianiu zasobów minimalizuje ich możliwy rozwój. Dlatego też, rolą samego specjalisty jest wyodrębnienie takich celów terapeutycznych, by możliwie maksymalizować funkcjonowania danej osoby.

– Jak możemy przygotować się na pierwszą wizytę u psychologa/psychoterapeuty? Jakieś porady?

– Przede wszystkim zaakceptujmy to, że będziemy w nowej sytuacji, która jest ogromnie stresująca. Dlatego też, nie oczekujmy od siebie zbyt wiele, by później bezpodstawnie maltretować się wyrzutami sumienia. Pamiętajmy również o tym, że jeżeli przez dłuższy czas odzwierciedlaliśmy swój problem wyłącznie w myślach, to nie był on na tyle rzeczywisty, jaki stanie się po wypowiedzeniu go na głos. Dlatego nie karzmy się za możliwie nasilone w tym czasie emocje oraz to, że może nie wypada ich okazywać. Dopiero wtedy tak naprawdę zaczynamy mierzyć się z tym, z czym się zgłaszamy. Dlatego też, po pierwszej wizycie należy sobie niesamowicie pogratulować, ponieważ „Zrobiłeś/aś pierwszy, najtrudniejszy krok, który jest już za Tobą”. 

Nagradzajmy się za to, że chcemy coś zmienić, że komunikujemy to, z czym nam jest trudno i akceptujemy fakt tego, że nie jest okej. Ludzie często zakładają maski, wymieniają je w zależności od roli, którą aktualnie przybierają. Bądźmy uczciwi sami dla siebie. Czasami jest tak, że rozpoczynając proces terapeutyczny, nie wiemy dokładnie czego oczekujemy, ale doskonale wiemy, czego nie chcemy. To jest wystarczające do tego, żeby coś zacząć i zmienić.

– W trakcie procesu terapeutycznego zmienia się nie tylko nasz mindset i, ogólnie mówiąc, życie, ale też otoczenie, w którym się znajdujemy.

– Mam poczucie, że ta zmiana w dłuższej perspektywie czasowej zachodzi w obie strony. 

Rozwiązując własne trudności i żegnając się z wewnętrznymi demonami rozwijamy w sobie wiele nowych umiejętności i zasobów, ale również kształtujemy pokorę przez ciężką pracę, której się podjęliśmy. Dzięki temu, funkcjonując społecznie w szarej codzienności w mniejszym stopniu za wszelką cenę bronimy zaatakowanej samooceny przy okazji drobnych sprzeczek, ponieważ nie rozpoznajemy już takiej potrzeby. Po prostu czujemy się komplementarni, co również obserwują u nas inni. Bieglej komunikujemy swoje obawy, poddajemy w wątpliwość nurtujące kwestie oraz wykazujemy współpracującą postawę. 

Skoro udało się z psychologiem rozwiązać problem, to czemu by nie miało udać się np. z tatą? Kierują zatem nami nieco inne motywacje, przez co oczyszcza się atmosfera, która może stać się podstawą wzmocnienia środowiska rówieśniczego, rodzinnego, czy też zawodowego.

***

Teraz ja ciebie zapytam Aniu, co dalej? Po co jest to dzisiejsze spotkanie?

– Jesteśmy tu po to, żeby po pierwsze zachęcić innych do przyznania samemu przed sobą, że możemy mieć problem. Uświadomić, że to jest ok, jeśli nie czujesz się w danym momencie dobrze. Masz szansę to zmienić! Cierpienie nie musi trwać wiecznie, tylko może być dobrze. Lepiej, niż Ci się wydaje. Trudno nam czasami zaakceptować to, że w naszym życiu może być dobrze. Jak jest źle przez długi czas, to nie potrafimy nawet sobie wyobrazić, że może być inaczej. Dla niektórych bezpieczne jest to, co jest zagrażające. Nie powinniśmy akceptować tego, że jest gorzej. Akceptujemy to, bo żyjemy np. w trudnej sytuacji, spotykają nas traumatyczne przeżycia i przyzwyczajamy się do tego, że jest źle. 

Chciałabym, naszym głosem, powiedzieć, że to jest ok poprosić o pomoc. To nie oznacza, że jesteś słaba/y, wręcz przeciwnie! To wielka odwaga, żeby się przyznać samemu przed sobą, że nie dajemy sobie rady. To mój cel, aby uświadamiać innych, przekazać Wam ciepło i dobro. Pamiętajcie, że psychologowie są dla nas i są naszymi sprzymierzeńcami.

Chcę, żeby to nie był tylko mój głos. Chcę działać, słuchać innych, ich potrzeb i na tej podstawie budować strategię pomocową i sprawić, że choć jedna osoba, znajdzie na swojej drodze życia kogoś dla siebie odpowiedniego. Będę bardzo szczęśliwa, jeśli moje działania do tego doprowadzą!

Tym wywiadem rozpoczynam swój cykl w gazecie, który nazwę „W głowie się nie mieści”, co nawiązuje do bajki, która opowiada o emocjach. Znacie ją? Bardzo polecam obejrzeć! Chwyta za serce. 

Będę tu poruszała Wasze problemy, kwestie psychologiczne, które Was interesują, z pomocą i przy wsparciu pani Oli. Zapamiętajcie ją, bo pojawi się jeszcze wiele razy w moich materiałach. A właściwie to naszych! To początek pięknej współpracy, która z pewnością przyniesie wiele dobrego. Jestem przekonana.

Trzymajcie się ciepło i dbajcie o siebie!

Anna Maria Górska

PS. Pani Olu, dziękuję.

Za wszystko.

Reklama
Reklama

Ogłoszenia

ogłoszenia o pracę

Teksty płatne