Reklama

poniedziałek, 15 kwietnia 2024, 10:42

Nie wyrzucaj i nie podrzucaj

Przed tygodniem do redakcji zadzwoniła mieszkanka jednej z ościennych gmin, która chciała się podzielić z czytelnikami „Czasu” swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi traktowania zwierząt, a przy tym, traktowania innych ludzi. Oto wypowiedź tej pani:

– Niedawno w gazecie był artykuł, poruszający problem podrzucania kotów, szczególnie młodych kociaków. Zwykle trafiają one do ludzi biednych, często ledwie wiążących koniec z końcem, których największą winą jest to, że kochają zwierzęta. Też należę do tego grona i wiem, że trudno byłoby mi przejść obojętnie obok miałczącego kotka, podrzuconego na podwórze. W ten sposób uzbierało mi się kilka kotów, które u mnie znalazły swój kąt. Żadna z osób pozbywająca się w ten sposób kotka nie miała odwagi, by zapukać do drzwi, spytać się, czy może czasem nie potrzebuję jakiejś karmy dla kota. Wielu ludzi postępuje tak: Jak kotka łowi myszy, to jeszcze może sobie zostać, a gdy ma młode, to razem z tymi małymi ją wyrzucają. Takie przypadki dotyczą też kotów, które trafiły pod mój dach. No, nie wyrzucę takiego kotka. Póki było ciepło siedział sobie w pomieszczeniach gospodarczych, ale gdy się zrobiło zimno wzięłam go do domu, i od października razem mieszkamy. Nie narzekam bardzo na los, bo kocham zwierzęta, ale ja też nie jestem w stanie wykarmić tyle kotów i nimi się zajmować. Teraz, w okresie świątecznym ludzie również wyrzucają zwierzęta – psy, koty… Dlaczego, przecież w tym czasie mówi się, że jesteśmy lepsi, bardziej ludzcy? Często są to sąsiedzi, którzy wykorzystują takie dobroduszne osoby, mające już gromadki kotów albo psów, którymi się opiekują. Ci podrzucający pewnie tłumaczą sobie, że jeden kotek więcej lub mniej, to żadna różnica. Dla mnie to ma znaczenie.
Ten mój ostatni „podrzutek” trafił do mnie jako maleństwo – ledwo chliptał mleko, dobrze, że już coś samodzielnie jadł. Jak można było takie maleństwo, potrzebujące mamy, wyrzucić? Na szczęście kociątko przetrwało te pierwsze tygodnie bez matki i zaczyna się robić ładną kotką, o charakterystycznym ubarwieniu. Jest teraz najpiękniejszą królewną i za nic bym jej nie oddała. Mam jeszcze dwa kotki, które od pięciu lat są u mnie. To jest niemały wydatek , a przecież mam tylko najmniejszą emeryturę. A wiem, że są ludzie dobrze sytuowani, którzy nawet pieskowi, który jest tym gospodarzem domu, „zapominają” dać jedzenie.
*
Wiele prawdziwych i, niestety, smutnych spraw poruszyła nasza czytelniczka. Myślę, że jeśli ktoś nie posiada, choćby minimum poczucia przyzwoitości, to będzie pod byle pretekstem „zapominał” o nakarmieniu swoich czworonożnych przyjaciół. Nie zawaha się też przed wyrzuceniem (np. do lasu) swojego psa lub kota. A jeśli ma w sercu odrobinę uczuć, wówczas „podrzuca” zwierzątka innym. Na pewno jest to lepsze, niż (o zgrozo)zabijanie czy wyrzucanie zwierzęcia, takie zachowanie nie jest w porządku wobec osób, którym nagle kociak, czy psiak spada „z nieba”. Jeśli już chcemy komuś „ofiarować” swego pupila, to miejmy odwagę powiedzieć o tym, a przy okazji zaproponować jakieś symboliczne wsparcie. Zawsze można też dać ogłoszenie – np. w „Czasie Ostrzeszowskim”, na pewno jest wielu ludzi, którzy chętnie, z własnej woli, takie niechciane zwierzątko zaadoptują. Pamiętajmy, że dla niektórych osób, taki „podarek” może być wyzwaniem ponad ich możliwości.
Zwierzęta, także te dziko żyjące, to nasi „bracia mniejsi”. Traktujmy je tak, jak na braci przystało, nie zapominajmy o nich nigdy, a już szczególnie zimą, gdy wyjątkowo są zdani na naszą pomoc.
Kiedyś ktoś pięknie powiedział, że to nasz stosunek do zwierząt świadczy o naszym człowieczeństwie. Bądźmy zatem ludźmi…

K.J.



Karmę dla psów i kotów można dostarczać do redakcji „CzO”. Chętnie przekażemy ją potrzebującym czworonogom.

Reklama
Reklama

Ogłoszenia

ogłoszenia o pracę

Teksty płatne