Rębak

Nie da się nie lubić tego artysty, zawsze uśmiechniętego i życzliwie do wszystkich nastawionego. Z łatwością można też polubić śpiewane przez niego country-folkowe piosenki, opowiadające o życiu, o miłości i zdradzie, o śmierci i zabójstwach, ale także o prawdziwej przyjaźni i o drodze, bo bez tego tematu nie ma country. Niektóre z lekko ironicznym tekstem, inne wesołe i łagodne.

SASHA BOOLE urodził się na Ukrainie, ale śpiewa w całej Europie. Bardzo chętnie i często występuje w Polsce, gdzie zagrał już około trzysta koncertów. Po raz drugi też wystąpił w Ostrzeszowie, spraszając miłośników swej muzyki do „Alchemika”.
Podczas, odbywającego się 16 października, koncertu Sasha zaśpiewał kilkanaście utworów, które znalazły się na nagranych dotąd przez niego trzech płytach. To jego własna twórczość, choć w recitalu znalazł się także utwór Johnny’ego Casha. Dzięki świetnej znajomości języka polskiego bez trudu nawiązał kontakt ze słuchaczami, opowiadając o sobie i swoich piosenkach, często zawierających niebanalny morał i zaskakującą pointę. Śpiewał głównie po angielsku, choć usłyszeliśmy też utwory w rodzimym języku pieśniarza. Po polsku „zaryzykował” jedną piosenkę, a właściwie tylko jej refren.
Piosenki w stylu country zawierają zwykle jakąś życiową naukę, morał. Szczególnie jeden, pochodzący z piosenki o drodze, wydaje się godny zapamiętania: Niekiedy warto iść drogą dłuższą i krętą niż prostą i łatwą, choćby po to, by na końcu tej drogi móc spojrzeć sobie w oczy bez zażenowania.
I tego życzmy sobie wzajemnie.    

K. Juszczak


Kominki tekst