Kocha przyrodę, fotografię i ptaki, potrafi godzinami czekać w ukryciu, by uchwycić na zdjęciu jakiś gatunek. Jest cierpliwy, wytrwały, ale przede wszystkim kocha to, co robi.

Jerzy Andrzej Jezuita, bo o nim mowa, opowiedział nam o początkach swojej pasji i ostatnich odkryciach.
„Ptaki są moją pasją od dzieciństwa. Obserwowałem je i rysowałem. Opisywałem swoje spostrzeżenia w zeszytach. Trwało to kilkadziesiąt lat. Dzięki temu mam pełen obraz gatunków, występujących na naszym terenie na przestrzeni lat. Niektóre z nich, takie jak dzierlatka i turkawka nie występują już w naszym powiecie, choć kiedyś można było je spotkać. Pojawiły się jednak nowe - np. kląskawka (pod koniec lat 90.). W 2015 roku było ich siedem par (pięć w Rojowie, jedna pod Rogaszycami i jedna w Kuźnikach).
Obecnie jestem członkiem Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków z siedzibą w Warszawie, uczestniczyłem w obozach ornitologicznych, gdzie obrączkowane były młode łabędzie i bociany. Wcześniej współpracowałem z Sekcją Ornitologiczną Polskiego Towarzystwa Zoologicznego, wysyłając im moje materiały z obserwacji ptaków na terenie powiatu ostrzeszowskiego, a także z obserwacji na stawach w Przygodzicach, Dębnicy, Kociembach i Antoninie. Zbierane były informacje z całego kraju do tzw. banku informacji i opisywane w specjalnych kartotekach, a potem wykorzystane do powstającego „Atlasu ornitologicznego”.
W opracowaniu tym zostali wymienieni wszyscy obserwatorzy, współpracujący w zbieraniu materiałów do atlasu.
Przez lata zaobserwowałem ponad 180 gatunków lęgowych i nielęgowych. A podczas obserwacji w Dębnicy (pow. ostrowski) w 2015 roku stwierdziłem pojawienie się nowego gatunku dla tej części Polski - mewy obrożnej (Xema sabini). Obserwacja ta ze zdjęciem musiała zostać potwierdzona przez Komisję Faunistyczną we Wrocławiu. Przy tak rzadkim tutaj gatunku wymagana jest, aby uniknąć pomyłki, pozytywna opinia komisji.
Jako nastolatek kupiłem pierwszy bardziej zaawansowany aparat fotograficzny „Practica”. Był to mój drugi aparat w życiu. Wtedy robiłem już zdjęcia, ale czarno-białe, bo tylko takie były wówczas możliwości. Były one małe i nieciekawe, ale zachowałem je do dzisiaj i czasami oglądam z sentymentem, bo przypominają mi tamten radosny, młodzieńczy okres, pełen fascynacji, oczekiwań i zdobywania wiedzy o ptakach.
Dzisiejsza fotografia cyfrowa, różne obiektywy dają ogromne możliwości, można pokazać, co się potrafi. Fotografuję teleobiektywem profesjonalnym z ukrycia, używając wojskowej siatki maskującej, na której umieściłem aplikacje z zielonych tkanin i skóry, przypominające liście. Siatka zlewa się barwami z otoczeniem.
Moją ostatnią przygodą ornitologiczną było fotografowanie nielicznej, a u nas rzadkiej strumieniówki i świerszczaka. Śpiewającą strumieniówkę usłyszałem pod koniec maja w Ostrzeszowie. Rozpoznaję głosy wszystkich ptaków śpiewających, toteż byłem pewien, że to ona. Ptaka tego praktycznie nie widać, tak dobrze się ukrywa, słychać jedynie jego głos.
Pierwszą strumieniówkę słyszałem w Ostrzeszowie w 2008 roku, następnie widziałem i słyszałem jedną parę w 2016 roku, obserwacja z roku 2019 zaowocowała sfotografowaniem tego skrytego gatunku. Ustawiłem siatkę w bliskiej odległości od miejsca, w którym śpiewał samiec. Jego śpiew przypomina głos, jaki wydaje pasikonik zielony. Ptak otwiera szeroko dziób i kręci głową na boki, przez co głos bardziej się rozchodzi.
Przygotowałem teren do zdjęć, usuwając część liści z gałęzi i wysoką trawę, siatkę zostawiłem na noc. Następnego dnia wczesnym rankiem wróciłem i schowałem się pod nią. Po chwili zacząłem wabić strumieniówkę nagranym głosem innego samca. Po około godzinie pojawiła się, ale była ostrożna i nie mogłem jeszcze nic zrobić. Jednak już po około dwóch godzinach przyleciała ponownie, siadając na przygotowane przeze mnie miejsce. Udało się, zrobiłem kilka zdjęć i to właśnie, jak otwiera dziób i kręci głową na boki (zdjęcie na str. 5.). To są niesamowite emocje, obserwuję i robię zdjęcie dzikiemu, płochliwemu ptakowi z odległości 2-3 metrów.
Następny był, jak wspomniałem wcześniej, świerszczak. To gatunek spokrewniony ze strumieniówką, ale żyjący w odmiennym środowisku. Bytuje w rozległych, podmokłych łąkach z wysoką trawą. Również jest skryty i raczej słyszymy jego głos, nie widząc go. Śpiew jego podobny jest do odgłosów świerszczy, stąd jego nazwa. Udałem się więc na łąki do Przygodzic, bo tam go wcześniej słyszałem. Zabrałem ze sobą dwa kije, które wcześniej przygotowałem do zdjęć, wbiłem w ziemię między trawami tak, by nieco wystawały ponad nimi - miałem nadzieję, że na nie usiądzie i zapozuje (zdjęcia zrobione w trawie poprzedniego dnia były nieudane, bo trawa jest tam zbyt gęsta). Po około dwóch godzinach, które spędziłem pod siatką w upale nie do wytrzymania, w towarzystwie kleszczy, ptak usiadł w końcu na przygotowanym kiju. Mogłem wreszcie zrobić upragnione zdjęcia. Tutaj też były emocje, ale żeby one były, trzeba kochać to, co się robi”.

 

Kominki tekst