Dzisiaj tłusty czwartek, najsłodszy dzień w roku. To dobra okazja, by dowiedzieć się czegoś o pączkach, ich produkcji, a przy okazji poznać lepiej jednego z najpopularniejszych na naszym terenie cukierników - Jana Mosia.  
Pod własnym szyldem Jan Moś piecze chleby i ciasto od 30 lat, ale wszystko rozpoczęło się o wiele wcześniej. W 1969 r. został kierownikiem jednej z piekarni GS-u w Grabowie - zastępując kolegę, który nieszczęśliwie złamał nogę.

Później, pracując na różnych stanowiskach, nabierał doświadczenia w zawodzie, więc kiedy w 1989 r. nadarzyła się okazja, by piekarnię wziąć w ajencję, zaryzykował. Wtedy też został członkiem Cechu Rzemiosł Różnych w Grabowie, zaś od wielu lat jest w zarządzie Cechu. Od 2003 r. Jan Moś jest już właścicielem piekarni przy ul. Przemysłowej w Grabowie, a jego wyroby zyskują coraz wyższą markę. Wypiekany jest tu chleb zwykły, pszenny, razowy, zbożowy… Na przestrzeni lat oferta ulegała modyfikacjom, z też każdym rokiem rośnie liczba konsumentów, i to nie tylko w Grabowie, lecz w wielu bliższych i dalszych miejscowościach.
Ale, jak powszechnie wiadomo - nie samym chlebem żyje człowiek, i to właśnie wyroby cukiernicze najbardziej rozsławiły firmę pana Jana. W grabowskiej piekarni przygotowuje się codziennie i co noc kilkanaście rodzajów placków, drożdżówek, kruchych ciastek i oczywiście pączków. To one, jako symbol tłustego czwartku w tych dniach szczególnie „wodzą na pokuszenie”.
- Codziennie pieczemy z dżemem i z budyniem, zaś przy okazji tłustego czwartku w ofercie będą jeszcze pączki z adwokatem, ze śmietaną oraz pączki serowe - mówi p. Karolina Wojczak - córka, zarazem „prawa ręka szefa”. Bez niej właściwie nic tu dziać się nie ma prawa. - Nie jest prawdą, aby w tłusty czwartek pączki były jakoś inaczej przyrządzane - zapewnia pani Karolina - lecz smakują bardziej, bo to jest ten jedyny w roku dzień. Zwykle nie zajadam się pączkami, a przyjdzie tłusty czwartek, to zjem ich sześć. Lubię te najzwyklejsze, z dżemem i lukrem, jeszcze ciepłe, ale nie gorące, bo wtedy mogą zaszkodzić. Pączków nie może dla nikogo zabraknąć, robimy ich tego dnia wiele tysięcy. Na zmianie nocnej i porannej wszyscy intensywnie pracują, ale też wówczas nie robimy żadnych innych słodkich wypieków, drożdżówek, rurek, babeczek… Tylko pączki. Jest w tym cały urok tego święta, piekarnia pachnie rozmaitymi pączkami - na dużych patelniach roztapia się frytura palmowa (rodzaj tłuszczu). Już zarobione ciasto bierze się w odpowiednich porcjach, a potem ręcznie zawija razem z nadzieniem. Zręczność godna podziwu, bo upieczone pączki są okazałe i bardzo okrągłe. Potem piecze się je i lukruje. Nic, tylko jeść.
Lecz nie byłyby one aż tak dorodne i smaczne, gdyby nie profesjonalizm pracujących tam ludzi. Głównym cukiernikiem nocnej zmiany jest p. Ewa Krawczyk, a na zmianie porannej p. Norbert Wróbel.
- Z piekarnią związana jestem od zawsze - przyznaje p. Karolina. - Zaraz po szkole podjęłam pracę w magazynie - pakowałam ciasta, chleby, wszelkie słodycze… Z naszym towarem docieramy do bardzo wielu wiosek i miasteczek. Oferujemy też wyroby cukiernicze na różne uroczystości. Nic dziwnego, że firma nam się rozrasta i liczy dziś około pięćdziesięciu osób.
Tłusty czwartek słodko działa na nasze podniebienia, a pączki są tego najsłodszym wyrazem. Dlaczego właśnie one? Tego nie wie nawet pani Karolina, ale czy to takie istotne? Ważne, że smakują i że choć raz w roku możemy bez wyrzutów sumienia pofolgować sobie na słodko.
A jeśli ktoś obawia się nadmiaru kalorii, niechaj ruszy w tany. Muzyka i taniec to kolejna pasja p. Karoliny - do tańczenia zachęca równie słodko jak do jedzenia pączków. A że karnawał dobiega końca, warto, po pączkowej uczcie, dać się zaprosić do tańca.
Słodkich, miłych ostatków!

K. Juszczak