Czy radny Rady Miejskiej w Ostrzeszowie złamał prawo? O tym, że tak się stało, przekonani są autorzy listu do redakcji. Tak też wynika z materiałów przesłanych do nas drogą e-mailową.

- Chcielibyśmy poinformować, że członek Rady Miejskiej Ostrzeszów - Marcin Świtoń, prowadzi działalność gospodarczą na mieniu gminy Ostrzeszów. Jest to działanie bezprawne, któremu wielokrotnie przyglądały się sądy i wydawały wyroki negatywne dla radnych. Proceder ten trwa już kilka lat i nikt nie robi z tym porządku. Prosimy o zajęcie się sprawą. W załączeniu wniosek o udzielenie informacji publicznej wysłany do Wodociągów Ostrzeszowskich i odpowiedź, oraz kilka wyroków w podobnych sprawach.
Zgodnie z art. 24f ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (tj. Dz. U. z 2013 r. poz. 594 z późń. zm.) radni nie mogą prowadzić działalności gospodarczej na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy, w której radny uzyskał mandat, a także zarządzać taką działalnością lub być przedstawicielem czy pełnomocnikiem w prowadzeniu takiej działalności.
Słowa autorów tego listu potwierdza treść odpowiedzi prezesa Wodociągów Ostrzeszowskich - Adama Noculaka, który, odpowiadając na pytania stawiane przez jednego z mieszkańców, przyznaje, że budynki znajdujące się na ul. Kościuszki 19 b w Ostrzeszowie stanowią własność sp. Wodociągi Ostrzeszowskie, która z kolei jest własnością Gminy Ostrzeszów. Prezes potwierdza też, że firma „Farby” s.c., której radny Świtoń jest współwłaścicielem, jest użytkownikiem pomieszczeń znajdujących się na terenie należącym do Wodociągów Ostrzeszowskich sp. z o.o.

*

O komentarz w tej sprawie zwróciliśmy się do radnego Marcina Świtonia.
- Już drugi raz spotykam się z tą sytuacją, także w poprzedniej kadencji, będąc radnym po raz pierwszy, spotkałem się z tego typu zarzutami. Nasza firma jest spółką, więc nie jestem sam, tylko jednym ze współwłaścicieli. Z tego, że dzierżawimy ten teren od WO, nie wynikają dla nas żadne korzyści. Miejsce to pozyskaliśmy w wyniku przetargu i za wynajem płacimy całkiem spore pieniądze. Ponieważ już wcześniej spotkałem się z takimi zarzutami, sprawdzałem, czy gdzieś były podobne sytuacje i trafiłem na dwa takie przypadki zakończone wyrokami sądów administracyjnych, korzystnymi dla osób dzierżawiących. Na tych precedensach opieram twierdzenie, że sądy dopuszczają taką sytuację prawną, jak moja. To nie jest sytuacja, że coś otrzymuję od gminy i na tym korzystam. Działam na normalnych, rynkowych zasadach - wynajmuję, płacę, podnoszę standard tego miejsca…

Czy mimo wszystko nie obawia się Pan, że gdyby sprawa dzierżawy tego terenu przez waszą spółkę trafiła do Sądu Administracyjnego, to wyrok może być inny niż w tamtych przypadkach?
- Jeżeli będzie taka sytuacja, to uszanuję wyrok sądu i wówczas jakąś decyzję będę musiał podjąć, choć zapewne bym się też odwoływał. Zostając radnym po raz pierwszy, orientowałem się, czy nie będzie występować tu jakiś konflikt interesów, również dzierżawca dysponował takim orzeczeniem, że to nie stanowi przeszkody.

**

Zdania w tej sprawie, jak widać, są podzielone. Radny nie widzi sprzeczności w pełnieniu mandatu radnego miejskiego i dzierżawieniu od miasta kawałka terenu. Wszak jego spółka płaci za to miejsce (jak twierdzi, blisko 3 tys. zł na miesiąc). Rzeczywiście, z handlowego punktu widzenia sprawa wydaje się czysta. Jest jednak ustawa, tzw. antykorupcyjna, na którą powołują się autorzy listu, i ona dość jednoznacznie stawia bariery, niekoniecznie wnikając w czystość intencji i uczciwość dzierżawcy.

K. Juszczak