- Stanąłem przy wjeździe na parking, od strony kaflarni, dwoma kołami na parkingu i dwoma na trawniku, bo nie było miejsca - mówi o swej „przygodzie z parkowaniem” mieszkaniec Ostrzeszowa. - Mój samochód stał w tym miejscu około 40 minut. Gdy wróciłem, zauważyłem za wycieraczką karteczkę. Na niej napis, że do 12.30 mam zgłosić się w biurze straży miejskiej. Przed 12.00 jadę do urzędu, do biura straży. Tam powiedziano mi, że zgodnie z art. 144 za niszczenie zieleni grozi mi kara od 100 do 500 zł.

Zgodziłem się na wypisanie mandatu, było to 100 zł. Podpisałem i mówi się trudno. Pytam tylko, jak to moje zatrzymanie się na chwilę częściowo na trawniku ma się do organizowanych w tym miejscu przez miasto imprez, gdzie są niszczone drzewa, trawniki, rozjeżdżane chodniki. Gdyby wtedy straż miejska przeszła się i wypisała mandaty kierowcom, których samochody stoją na trawnikach, to gmina byłaby bogata, że hej!
A swoją drogą, gmina niby tak dba o zieleń, a jak wyglądają trawniki przy ulicach? Kąpielowa przez wiele miesięcy zarastała chaszczami, dopiero w sierpniu to uporządkowano, podobnie na Daszyńskiego… To samo dotyczy parków - jeżdżę trochę po świecie i widzę, jak to wygląda gdzie indziej, jakie są ładne parki, fontanny tryskające wodą, a tu nasi nie robią nic.
Ktoś powiedział, że przepisy są po to, by ich przestrzegać, ale znowu inni uważają (w tym większość rodaków), że są po to, by je omijać. Któż z nas nie przechodził przez ulicę w miejscu, gdzie nie ma pasów, lub też nie postawił pojazdu (oczywiście na chwilę) w jakimś miejscu niekoniecznie dozwolonym? Zawsze w takich sytuacjach możemy liczyć na łut szczęścia albo na pobłażliwość stróżów prawa, co niekiedy się zdarza, bo przecież „policjant też człowiek”. W przypadku opisanym przez mieszkańca ta pobłażliwość była „połowiczna” - został ukarany mandatem, ale tym najniższym z wyznaczonych przez taryfikator. Owszem, zaparkował niewłaściwie, co sam przyznaje, ale mówienie o niszczeniu zieleni właśnie w tym miejscu jest argumentem mocno naciąganym. Tam, przy samym parkingu, trawniki i tak nie mają racji bytu, chociażby z powodów, o których wspomina czytelnik, czyli odbywających się festynów, koncertów, itp. Osobiście należę do zwolenników imprez urządzanych na parkingu przy ul. Kaliskiej i w parku Jana Pawła II. Nie przeszkadza mi, że wówczas pojawiają się tam samochody, które rozjeżdżają trawę, są też wtedy tłumy ludzi, którzy, rzecz jasna, ją wydeptują. Przecież trawniki też są dla ludzi i dobrze, że w parkach pozwala się po nich chodzić, że nie ma już, jak kiedyś, tabliczek z napisem: „Nie deptać trawników”. A trawa w parku Jana Pawła II mimo tych „doświadczeń” ma się dobrze.
Oczywiście daleki jestem od tego, aby pozwalać na parkowanie na trawnikach lub chodnikach (co nagminnie dzieje się na osiedlach). Ale są takie miejsca, gdzie rosnącą z rzadka trawę z domieszką chwastów trudno nazwać trawnikiem i postawienie tam samochodu, szczególnie gdy w pobliżu wszystkie miejsca parkingowe są zajęte, nie jest przestępstwem godnym mandatu. A już na pewno nie powinno się go uzasadniać względami ekologicznymi.

K. Juszczak