Czy można rozmawiać z petentem, na dodatek pacjentem, czyli człowiekiem chorym, który przyszedł zarejestrować się do lekarza specjalisty i zamiast zarejestrować go, podać termin wizyty - wypędzić z przychodni i kazać mu rejestrować się przez telefon?

Na tak postawione pytanie jest tylko jedna możliwa odpowiedź - OCZYWIŚCIE MOŻNA. Tak przynajmniej dzieje się w jednej ze specjalistycznych przychodni w Ostrzeszowie. A to dlatego, że w tej przychodni nie rządzi kierownik czy lekarz, lecz swoje „zasady” wciela tu w życie pani rejestratorka.  
- Otrzymałem skierowanie od lekarza rodzinnego na pilne badania dotyczące choroby płuc. Nie załatwiłem nic, bo pani urzędująca tam jako rejestratorka jest najważniejsza - żali się starszy mężczyzna, pokazując skierowanie, które wypisał jego lekarz rodzinny.
Mimo że stoję przed okienkiem ze skierowaniem, na którym napisane jest „cito” (pilne), mówi, że ją to skierowanie nie obchodzi, ona przyjmuje tylko zamówienia telefoniczne. - Proszę wyjść! - zwraca się do mnie. Pytam, ile dni będę miał czekać na pójście do specjalisty - mówi, że od 14 do 30. I to ma być „na cito”? Choć byłem w poczekalni, nie zostałem zarejestrowany - kazała umawiać się telefonicznie. A co, gdybym nie miał telefonu? Jej to nie obchodzi. A jak przez telefon mogę pokazać, że mam pilne skierowanie? Pani rejestratorka nie przyjmowała żadnych argumentów.
Do tej poradni chodzę od 2016 r. - zawsze były tam kłopoty z rejestracją, gdy dzwoniłem, nikt nie odbierał telefonu. Dopiero, gdy się zajechało na miejsce samochodem, udawało się zarejestrować. Teraz widziałem to z bliska - ta pani zamyka drzwi od wewnątrz, nikogo nie wpuszcza, choćby pukali, a telefony, choć dzwonią, też jej, według mnie, chyba nie obchodzą. To nie dotyczy tylko mnie. Byłem świadkiem, jak ta pani potraktowała mieszkankę Kraszewic, ta błagała, mówiła, że ucieka jej autobus - nie wskórała nic. Mnie też chodziło tylko o podanie terminu wizyty u lekarza, ale kazała wyjść i dzwonić przez telefon.
- To jest poniżanie pacjenta - wysyła mnie za drzwi, kiedy z nią rozmawiam. - Wyjdę i będę z nią rozmawiał przez telefon? Mała szansa, by w ogóle telefon odebrała. Kiedyś, będąc w środku, zadzwoniłem, tak na próbę - podniosła słuchawkę i od razu odłożyła.
Albo o naszym zdrowiu decyduje lekarz, albo jakaś „dozorczyni”, bo nawet nie wiem, jak tę osobę nazwać. Chyba nie jest to pielęgniarka, bo jeśli tak, to bardzo obniża opinię o pielęgniarkach, które na ogół śpieszą z pomocą. Zastanawiam się, czy nie poinformować o tym NFZ. Cenię sobie pracujących tam lekarzy i jedynie to trzyma mnie przy tej przychodni, choć poważnie myślę, czy jednak nie szukać pomocy gdzie indziej.

**

Kiedyś w jednym z programów kabaretowych była podobna scena, gdzie tylko przez telefon rozmawiano z klientem, nawet gdy ten stał tuż obok. To było śmieszne. Opowiedziana przez mężczyznę sytuacja też mogłaby wywołać uśmiech, tylko że tutaj chodzi o zdrowie,a może nawet życie człowieka. Jeśli o tak ważnej kwestii ma decydować „pani sterująca przychodnią”, to kierownictwu tej placówi można tylko pogratulować tak stanowczej pracownicy... Przy takiej „rejestratorce” szybko zmniejszy się kolejka do lekarzy-specjalistów.

K.J.