Rębak

Rozmowa z właścicielem schroniska Azyl Zoo i opiekunem zwierząt - Andrzejem Cichoszem

 POTRZEBA WIĘCEJ ZDROWEGO ROZSĄDKU
Mam do tej ustawy bardzo ambiwalentny stosunek... Budzi we mnie wiele odczuć. Uważam, że ustawa jest bardzo emocjonalna, gra na uczuciach, porusza.

Ciężko jest mi natomiast sobie wyobrazić, jak w praktyce przepisy w niej zawarte będą realizowane... Czy polepszy bytowanie zwierząt? W bardzo wąskim zakresie. Swego czasu np. hodowle nutrii przestały być opłacalne, konsekwencją czego było wypuszczenie sporej ilości nutrii na wolność. Z tego m.in. powodu zostały one wprowadzone na listę zwierząt inwazyjnych w naszym klimacie (czyli takich, które zagrażają rodzimym gatunkom). Myśliwi mają obowiązek odstrzału tych zwierząt, bez okresu ochronnego, zatem jak tu mówić o poprawie bytowania jakiegoś gatunku? W latach 70.-80. przestała być także opłacalna hodowla szopów praczy (szopy przez długie lata figurowały na liście zwierząt futerkowych), znów zaczęto wypuszczać szopy, analogicznie, zostały uznane za zwierzęta inwazyjne… Jako prowadzący ośrodek rehabilitacji zwierząt dzikich mogę dodać, że wedle przepisów generalnego dyrektora ochrony środowiska powinniśmy przyjmować i leczyć tylko zwierzęta, które nadają się do wypuszczenia na wolność; w przypadku kiedy trafia do nas jenot, szop pracz, nutria - powinniśmy je uśpić. Nie robimy tego - ustawa nadrzędna o ochronie zwierząt zakazuje usypiania zwierząt zdrowych, wiąże się to z dalszymi perturbacjami prawnymi, bo po wyleczeniu musimy się starać o imienne zezwolenie na przetrzymywanie tych zwierząt w gospodarstwie. Dobre jest to, że jako społeczeństwo staramy się sukcesywnie polepszać pewien standard i celowość utrzymywania niektórych gatunków zwierząt. Według mnie celowość hodowania zwierząt dla futra jest żadna i jestem przeciwnikiem tego, jednak uważam, że czas ochronny dla wszystkich gospodarstw, które akurat tym się zajmują, powinien być dłuższy niż rok. Podporządkowanie się „z dnia na dzień” nowej ustawie może okazać się dużym problemem. Uważam, że takie rzeczy powinno się zaczynać od innej strony - najpierw dobrze byłoby zapewnić jakąś pomoc finansową dla rezygnujących, przedstawić im alternatywę, a później wprowadzać ustawę. Oczywiście powinno się też zadbać o dalszy los zwierząt z likwidowanych hodowli.
Powinna istnieć możliwość lokowania gdzieś tych zwierząt, bo jeśli tak się nie stanie, może dojść nawet do katastrofy ekologicznej.

BYKI, KURY I ŚWINIE TEŻ CZUJĄ
Czy ludzie mają świadomość, jedząc jajka z marketu (fermowe), jaki jest standard utrzymania kur w fermach? W ciasnych klatkach, na rusztach, które powodują odciski na pazurkach, siedzi kilka ptaków, mają problem z obracaniem się. Kury intensywnie eksploatowane są przez rok; całe życie nie widzą światła. Czy ludziom nie przeszkadza to, w jak okrutnych warunkach te ptaki są utrzymywane? Czy ludzie mają świadomość, że byki są często uwiązane średnio 2 lata na 50-60 cm łańcuchu przy żłobie? A jednak jemy mięso czy jajka, większość ludzi nadal nie zastanawia się, jaką drogę ono przebyło...

Byłem w niejednej fermie norek, w większości reżim sanitarny jest bardzo przestrzegany i tak samo poziom utrzymania zwierząt, a zdarzają się przecież też gospodarstwa hodujące świnie czy krowy, w których standard utrzymania jest kiepski, dlatego generalizowanie i upraszczanie pewnych kwestii nie jest wskazane. Zatem, jeśli chcemy coś zmienić na lepsze, może warto zacząć od wprowadzania wewnętrznych zmian, nie tak radykalnych? Niech to idzie w parze z poprawianiem życia wszystkich zwierząt hodowlanych. Czym różnią się kury, krowy, świnie, norki czy króliki...? ZŁOŻONY PROBLEM Zacząłbym od zmian w dobrostanie utrzymania zwierząt, bo potrzeby jedzenia mięsa, my - jako gatunek, raczej się nie wyzbędziemy. Ideologia wegetarianizmu i weganizmu jest jak najbardziej pozytywna, ale uważam, że nie przeskoczy się antropologii, nagle nie zmienimy nawyków żywieniowych. Nie wiem też, jak na nasz organizm, a przede wszystkim na rozwijający się organizm dzieci, zadziała odstawienie białka zwierzęcego, które jest najlepiej przyswajalnym. Samo zabijanie jest złe, ale tak ewoluował nasz gatunek... Zmiany powinny dotyczyć polepszenia, małymi krokami, dobrostanu zwierząt.

NIE ISTNIEJE HUMANITARNE ZABIJANIE
Ubój rytualny - barbarzyństwo, ale z drugiej strony, barbarzyństwem jest każdy rodzaj zabijania! Kiedyś rolnik miał świnię, wyprowadzał ją na zewnątrz, co nie było dla niej niczym traumatycznym ponieważ niejednokrotnie była wyprowadzana, później zostawała ogłuszona i jej żywot się kończył. Teraz, o czym głośno się nie mówi, lub mówi się za mało, jest cała „technologia zabijania”, bardzo długa i stresująca dla zwierząt. Sam transport już wywołuje strach, zwierzęta doskonale wyczuwają śmierć, są bardzo empatyczne. W momencie prowadzania do rzeźni one wiedzą, czują, co je czeka. W tym czasie w ich organizmie (w mięśniach) wytwarzają się hormony stresu, aminokwasy. Jeżeli cały „proces uboju” trwa kilka godzin, hormon ten spokojnie znajdzie się w mięśniach, następnie my jemy takie „zestresowane mięso”. Zabijanie jest zawsze straszne, ale nie mniej straszne jest zabijanie tzw. przemysłowe. Uważam, że nie powinno się dyskutować o zasadności jedzenia mięsa, tylko o sposobach, i nie używajmy tutaj słowa humanitarnego, bo nie ma humanitarnego zabijania, ale najmniej stresującego uśmiercania. Zwierzęta cierpią tak jak my.

POJAWI SIĘ SPORO BEZPAŃSKICH PSÓW
Jest w Polsce bardzo dużo psów, duża ich część utrzymywana jest na wsiach. Przyzwoity kojec o wymiarach 2 na 3 m kosztuje ok. 2 tys zł. Duża część rolników nie ma kojców wcale albo są one bardzo małe. Tu, niestety, w grę wchodzi też ekonomia. Zazwyczaj psy w gospodarstwie są postrzegane w sposób dość praktyczny, mają czemuś służyć, np. bronić dobytku, uwiązane na łańcuchu. Załóżmy, że rolnik ma teraz zlikwidować trzymanie psa na łańcuchu, co jest dla mnie zrozumiałe, bo uważam, że trzymanie psa w taki sposób jest złą rzeczą, ale co do wymogów wielkościowych kojca pojawia 
się problem, głównie finansowy. Kogo będzie stać na wydanie na niego kilku tysięcy złotych? Rolnicy średnio mają 3-5 psów, zatem będą musieli wydać ok. 20 tys. złotych. Może to się skończyć tym, że pojawi się bardzo dużo bezpańskich psów. Schroniska zaczną pękać w szwach... Wszystkie zmiany odbywają się kosztem kogoś lub czegoś. Według mnie, ludzi nie będzie stać na rozbudowę kojców. Może zacząć się „kombinowanie”, usypianie zwierząt, „obchodzenie” prawa. Ale też spowoduje to ciągły lęk właścicieli.

KORONAWIRUS POMÓGŁ 80 MIESZKAŃCOM AZYLU
W dobie pandemii większość schronisk była pozamykana. My mieliśmy możliwość pracować normalnie. Przyjeżdżali do nas ludzie z całej Polski i ze 160 psów, które mieliśmy, adoptowanych zostało 80! W tym aspekcie w naszym Azylu koronawirus zadziałał bardzo dobrze. Dużo też psów zabierały fundacje z całej Polski. Można powiedzieć, że naszym pieskom, koronawirus się przysłużył.

NADAL SZUKAJĄ DOMU!

Riko <------------ 

Sunia <-----------

 

Oprac.: ms