Rębak

23 grudnia 2019 roku, jadąc rowerem, miałam mały wypadek. Myślałam, że to nic groźnego. Niestety, okazało się inaczej. W nocy odczułam silny ból w okolicach pleców, pojawiły się trudności z oddychaniem i poruszaniem się.

Następnego dnia, tj. w wigilię, pojechałam do lekarza rodzinnego. Po przebadaniu lekarz powiedział, że mogę mieć pęknięte lub złamane żebro. Wypisał skierowanie na RTG i do poradni chirurgicznej. Pojechałam do szpitala w Ostrzeszowie. W pracowni RTG zrobiono mi prześwietlenie i okazało się, że mam złamane żebro w odcinku tylnym. Ponieważ w tym dniu poradnie chirurgiczne były nieczynne, zgłosiłam się na izbę przyjęć do szpitala w Ostrzeszowie.
Na moje szczęście, tak wtedy myślałam, dyżur pełnił chirurg.
Po wejściu pan doktor zapytał: „Czego pani ode mnie oczekuje?”
Podałam opis RTG. Pan doktor rzucił okiem i powiedział: „Ja nie będę tutaj robił za poradnię chirurgiczną, proszę brać leki przeciwbólowe i świętować”.
Tyle, a właściwie aż tyle.
Żadnej nawet porady jak postępować, żeby nie wywołać większego bólu, może zastrzyki, które by pomogły przetrwać najgorsze, pierwsze dni.
Rozgoryczenie, bezsilność, żal i złość. Wróciłam do lekarza rodzinnego, przepisał zastrzyki i jakoś „świętowałam”…
Mam wrażenie, że popełniałam faux pas, przekraczając próg izby przyjęć - prywatne państwo w państwie pana doktora, i zawracając mu głowę jakimś złamanym żebrem…
Za ten nietakt bardzo przepraszam i szczęśliwego nowego roku, Panie doktorze.

 

Wdzięczna pacjentka
(Dane do wiad. redakcji)



PS
Drodzy pacjenci, nie narzekajcie na kolejki na izbie przyjęć. Czas poświęcony mojej osobie w tym dniu i na tym dyżurze to zaledwie trzydzieści sekund - bagatela.

 

Kominki tekst