Czas Ostrzeszowski

  »  Strona główna


  »  Archiwalne numery
  »  Ogłoszenia drobne
  »  Reklama
  »  Prenumerata elektroniczna

statystyka

R    E    K    L    A    M    A



Czas Ostrzeszowski - Regionalny Tygodnik Informacyjny
Zdaniem Jangasa: Ważniejsze krzaki czy ludzkie życie?

    Codziennie słyszymy o wypadkach drogowych. Zbyt szybka jazda, wyprzedzanie w niedozwolonych miejscach, przechodzenie przez jezdnię byle gdzie i byle jak. Takie są najczęstsze przyczyny wypadków drogowych. Nie wszystko jest jednak winą pieszych czy kierowców. Mamy wiele służb odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństwo. Służby te jednak nie wypełniają należycie swoich obowiązków. W październiku ubiegłego roku otrzymałem informację, że w Powiatowym Zarządzie Dróg w Ostrzeszowie pracuje 11 osób, mając do dyspozycji 6 samochodów. Płace dla tych pracowników określono wysokością 432 tys., a na utrzymanie dróg przeznacza się mniej, bo około 422 tys. złotych rocznie. Pewnie dlatego, kiedy zbliżam się do drogi powiatowej, spoglądając w lewo, oprócz dużego drzewa, tyłu tablicy oznaczającej obszar zabudowany, widzę jeszcze chwasty i krzewy wysoko rosnące na poboczu i w rowie. Niedawno po tej drodze przejechał traktor, częściowo chwaściska przycinając. Gdyby jednak ktoś pofatygował się i sprawdził, jak to wygląda, to zapewne by spostrzegł, że nie wszystko jest tak jak powinno. Przez masę poprzednich lat brałem do ręki kosę, sekator i czyściłem rów oraz pobocze, aby mieć lepszą widoczność. To samo z drogą dojazdową, kilka razy w roku biorę do rąk łopatę, grabie, taczkę i naprawiam 800m odcinek nie mojej drogi, tylko po to, aby nie ugrzęznąć w błocie. Pytam, czy to należy do moich obowiązków. Ja już mam te lata, że raczej dziadek, a nie tata i męczy mnie darmowe tyranie dla gminy i powiatu. To nie ja biorę za to pieniądze i nie chcę być już ich parobkiem. Burmistrz, starosta i szefowie podlegających im jednostek są sowicie przez nas podatników wynagradzani, więc powinni wywiązywać się z nałożonych nań obowiązków. Służba publiczna to nie tylko wyciąganie rąk po dyplomy i wypięta klapa na ordery, ale również ciężka praca. Wygląda na to, że lepiej będzie dopiero wtedy, gdy pensja będzie uzależniona od wyników, a nie od znajomości lub przynależności partyjnej.


    Kiedy we wrześniu 2005r. mieliśmy odbiór chodnika, były nań władze powiatowe, gminne i Powiatowego Zarządu Dróg. Gdy doszliśmy do końca tej nowej, pieszo-rowerowej ścieżki, poprosiłem, aby spowodowano wycięcie jeszcze jednego drzewa, które zasłania drogę i utrudnia widoczność zjeżdżającym z chodnika. W taki sam sposób zasłania ono widoczność kierowcom jadącym od Parzynowa, bo nie widać, że w tym miejscu kończy się chodnik. Nie ma też żadnego znaku informującego o tym, że z zarośniętego pobocza mogą nagle na drodze pojawić się piesi i rowerzyści (rowerzyści muszą przejechać na prawą stronę). Przed odbiorem pobocze i rów były dokładnie oczyszczone, wiadomo, jeśli władza ma się gdzieś pojawić, to wszystko musi pięknie wyglądać. Rozmawiający ze mną zauważyli jednak problem, zgodzili się z moją argumentacją, więc uważałem sprawę za załatwioną. Pod koniec października otrzymałem pismo z PZD, iż nie uzyskano pozytywnej decyzji z UMiG Ostrzeszów na wycinkę wymienionego drzewa. Udałem się więc do pani z Wydziału Ochrony Środowiska w UMiG z prośbą o wyjaśnienia. Dowiedziałem się, że pani ta nie widzi żadnego zagrożenia, a o szkolnych dzieciach mogących wyjeżdżać z chodnika prosto na ulicę dowiedziała się dopiero z moich ust. Dodała jednak, że dzieci należy wychowywać, bo nie mogą one jeździć sobie tak jak chcą, a drzewa musimy szanować. Wszyscy wiemy, jak dzieci zachowują się, i to jeszcze w grupie. Po tej rozmowie odniosłem wrażenie, że urzędniczka ta chyba nigdy nie była dzieckiem i nie ma pojęcia, jak one widzą świat. Po kilku tygodniach wyczytałem w gazecie, że ta sama pani wydała zezwolenie na wycięcie kilkunastu drzew przy stawie w Olszynie. Ot, takie urzędnicze rozumienie i wartościowanie potrzeb.
    Przepisy mówią jednoznacznie: zatrzymanie pojazdu powinno nastąpić przed skrzyżowaniem w takim miejscu, aby nie utrudniać przejazdu pojazdom nadjeżdżającym z lewej strony (przód auta jak najbliżej linii stanowiącej przedłużenie krawężników lub krawędzi jezdni drogi z pierwszeństwem).
    Proponuję, aby urzędniczka, która nie wyraziła zgody na wycięcie drzewa, lub jej przełożony zechcieli przyjechać do Olszyny. Niech skręcą w lewo w miejscu tuż przed lasem, gdzie kończy się chodnik, a następnie wyjeżdżając tą drogą sprawdzą, czy zatrzymując prawidłowo samochód i spoglądając w lewo, widzą dostatecznie dobrze drogę. Następnie proszę przejechać w kierunku Parzynowa, zawrócić i jadąc tylko dozwoloną prędkością, prześledzić, w którym momencie można zorientować się, iż zjeżdżający z chodnika rowerzysta jest w stanie ich zauważyć, a oni jego. Proszę się upewnić, jak szybko można zareagować, gdyby nagle to "niewychowane dziecko" wtargnęło z rowerem na ulicę. My miejscowi wiemy, jak to wygląda, ale jak zachowa się przybysz, który niczego się nie spodziewa. Podobno jesteśmy agroturystyczną gminą, a więc musimy spodziewać się "obcych" na naszych drogach, tym bardziej w wakacje. W ostatnim numerze "Czasu" mieliśmy kolejną porcję przysłoniętych znaków i urzędniczej obojętności na taki stan rzeczy. Skoro dotyczy to całego powiatu, to może starosta wypowie się na ten temat. Proszę wyjaśnić, co jest ważniejsze: życie ludzkie, rozbity samochód czy jakieś drzewo i krzaki w rowie. Czy tak trudno jest obciąć gałęzie, aby znaki były widoczne i dokładnie oczyścić kilkanaście metrów, przed każdą drogą odchodzącą w bok? Załączone zdjęcie pokazuje to, co widzi kierowca spoglądając w lewo, w momencie, gdy zatrzymał samochód przekraczając tę umowną linię bezpieczeństwa.

Jan Jangas


© 2003 - 2017 Czas Ostrzeszowski ®