Czas Ostrzeszowski

  »  Strona główna


  »  Archiwalne numery
  »  Ogłoszenia drobne
  »  Reklama
  »  Prenumerata elektroniczna

statystyka

R    E    K    L    A    M    A



Numer 18/2007 - Czas Ostrzeszowski - Regionalny Tygodnik Informacyjny
PRL - wspomnienia

Teresa Nowak
wychowuje dzieci


   Byłam wtedy jeszcze dzieckiem, więc nie patrzyłam na te czasy pod kątem trudności, ale rodzice mieli trochę problemów, bo i w kolejkach musieli postać, nawet w nocy, i karteczki na zakup towarów musieli posprzedawać lub zamienić, żeby coś skorzystać. Rodzice starali się, żeby było jak najlepiej. Czasy, które ja pamiętam, nie były takie złe. Trudno powiedzieć, czy teraz jest lepiej, według mnie wychodzi na jedno. Może nawet w PRL-u było łatwiej. Przynajmniej wypłata była pewna, a teraz nigdy nic nie wiadomo. Ludzie pracują, a wypłaty może nie być, nie ma żadnych gwarancji. W pochodach pierwszomajowych nie brałam udziału, ale w szkole zawsze ten dzień był jakoś zaznaczony - odbywał się apel, a potem dzieci coś dostawały. Teraz już tego nie ma - jak rodzice nie kupią, to dziecko niczego nie dostanie. Może dziś dzieci chciałyby uczestniczyć w pochodach, ale ja za tym nie tęsknię.

Sylwester Jarociński
inżynier mechanik


   Raczej trudno coś miłego powiedzieć o czasach PRL-u. Może wtedy nie myślał nikt o problemach związanych z pracą. Natomiast reszta to same negatywy. Brak towarów, jakichkolwiek, bardzo utrudniał życie. Nie wszystko można było mówić, nie wszystko robić. Teraz denerwują mnie politycy, którzy dużo obiecują, a mniej realizują. Niektóre sprawy można było wcześniej uregulować, żeby i pracownicy, i pracodawcy mniej odczuwali skutki transformacji. Teraz się za to biorą, ale to trochę za późno. Nie mam żadnego sentymentu do PRL-u, nie tęsknię za tamtymi czasami. Jeśli komuś podobała się "urawniłowka", to może ma sentyment, ja nie. Według mnie transformacja nie była dobrze przeprowadzona, można było dokonać tego mniejszymi kosztami społecznymi, ale politycy się też uczą, stale się uczą. I wtedy, i teraz rzucano hasła, które właściwie nic nie oznaczały i nie umiano ich dokładnie wyjaśnić np. socjalizm z ludzką twarzą. Pochody pierwszomajowe? Pamiętam taki pochód, kiedy musiałem przyjść do szkoły, nieść szturmówkę, była sprawdzana obecność. Nie był to przyjemny obowiązek, niby dzień wolny, a tak naprawdę cały stracony. Jak tylko było można nie uczestniczyć w pochodzie, to nie uczestniczyłem, ale parę razy, jako uczeń, musiałem. Nie była to dla mnie żadna atrakcja.

Krystyna Drzewiecka
rencistka


   W PRL-u wykształciłam się - za to jestem wdzięczna. Ale gdyby porównać życie w tamtych czasach z życiem teraz - no to teraz żyje się lepiej. Jest większa swoboda, wtedy dużo rzeczy brakowało. Z drugiej strony właściwie o nic nie trzeba było się martwić, o pracę, o żadne płatności, o ZUS. Praca była, więc się pracowało, wyjeżdżało się na wczasy, w PRL-u wybudowałam także dom - życie było prostsze. Były pieniądze - człowiek zastanawiał się raczej, na co je wydać. Z gorszych wspomnień? Wtedy straciłam, niestety, zdrowie. Poza tym nie mam złych wspomnień z tego okresu, ale oczywiście widzę również zakłamanie tych czasów. Dziwne, niepotrzebne nikomu sprawozdania, zbędna często praca, jakieś rozliczenia, inne nonsensy. Wtedy wiele rzeczy działo się poza pracownikiem, nie wiadomo było, na czym się stoi. Pochody 1-majowe? Cóż, było się wewnętrznie zmuszanym do uczestniczenia w nich. Gdy chodziłam do technikum elektrycznego w Ostrowie, to z Ostrzeszowa musiałam jechać na pochód właśnie tam, obecność była sprawdzana. Potem, gdy pracowałam w Fumie, niby niekoniecznie trzeba było iść, ale szef zawsze pytał, czy będziemy. Ja nie traktowałam tego politycznie, tylko jako święto pracy i okazję do spotkań ze znajomymi - oczywiście nie było mi to na rękę, chętniej spędziłabym ten czas w domu.

Renata Kobielska
pielęgniarka


   Z tamtych czasów pamiętam tyko ogromne kolejki stojące przed sklepami. Aby dostać jakiś towar, trzeba było go po prostu "wystać". Teraz wszystkiego jest pod dostatkiem, ale nie na wszystko wszystkich stać. Taki zdobyty towar miał jakby większą wartość, dzieci bardziej doceniały to, co dostawały; dziś dzieci uważają, że skoro wszystko jest, to trzeba im kupić to, co zechcą. Pod tym względem dzisiejsze czasy są lepsze, rodziców, mimo wszystko, na więcej stać. Jest bogatszy rynek pracy. Ja jednak nie mogę narzekać na czasy PRL. Mimo kolejek i braku towarów w sklepach, rodzice starali mi się zapewnić wszystko, abym nie odczuwała, że jest tak źle. Radzili sobie z tym doskonale i im chyba wtedy żyło się lepiej i łatwiej niż obecnie. Problemem dziś jest brak pieniędzy, niskie zarobki, a drogie towary. Odczuwam to na własnej skórze. W pochodach pierwszomajowych oczywiście brałam udział, ale jako uczennica. Pamiętam taki pochód, kiedy nieśliśmy własnoręcznie zrobione flagi, malowane przez nas, a padał śnieg i farba zaczęła spływać nam po rękach. Ogólne wspominam to fajnie, było wesoło i sympatycznie.. Nie traktowałam udziału w pochodzie jako przykrego obowiązku, stanowił on pewnego rodzaju atrakcję i chętnie uczestniczyłam w każdym pochodzie. Wtedy było więcej radości, klasy były ze sobą zżyte, pod tym względem na pewno było lepiej. Teraz, choć dzieci mają praktycznie wszystko - zabawki, komputery, nie potrafią tego docenić i często są znudzone, trzeba wymyślać im zabawy. Poza tym wydaje im się, że wszystko im się należy, po prostu stawiają rodzicom żądania (np. "daj mi 10zł"), co dawniej było nie do pomyślenia.

Ryszard Otwiaska
rencista


   PRL wspominam dobrze. Praca była i to dobrze płatna, pracownik był szanowany - teraz z tym jest różnie. Konfliktów z władzą nigdy nie miałem, choć nie chodziłem na pochody pierwszomajowe i, co może wydać się dziwne, nikt mnie nie zmuszał do udziału w nich, ale wiem, że niektórzy szli pod presją. Nie widzę w pochodach pierwszomajowych nic złego, ale pod warunkiem, że bierze się w nich udział dobrowolnie. Wtedy ludziom żyło się dobrze, choć teraz oczywiście też nie jest źle. Jeśli ktoś umie sobie radzić, to poradzi sobie w każdych czasach. Gorzej wspominam stan wojenny - nie wierzę w to, że ktoś mógł na nas najechać, to nasze władze polityczne wprowadziły go, by za wszelką cenę utrzymać się przy władzy. Poza tym zbyt mocno skomasowano wielkie zakłady produkcyjne, a drobną wytwórczość zniszczyli i to spowodowało, że na rynku brakowało towaru. Później, żeby nam utrudnić życie, celowo nie dostarczali pewnych towarów, ale to był krótki okres, natomiast za Gierka nie było źle, w sklepach było wszystkiego pod dostatkiem. Trochę zbyt mocno wykorzystywał nas "wuja" ze Wschodu, pracowałem tam, więc widziałem polskie towary w ich sklepach, tam było wszystko. Najlepsze rzeczy wysyłaliśmy na Wschód - choćby czekolada "Wedel" czy "Goplana", tam była zawsze i to bardzo tania - 20% wartości. W PRL były okresy dobre, szczególnie za Gierka, i jeszcze potem kilka lat. Po wprowadzeniu stanu wojennego wszystko się popsuło, a w efekcie nastąpiła zmiana systemu, co było nieuniknione, taka jest kolej rzeczy. I dobrze, że tak się stało, teraz mamy więcej wolności i każdy może wyjeżdżać na Zachód, wtedy były z tym poważne trudności. Jednak ta transformacja trochę nas jako naród kosztowała. Jedni ludzie upadli, inni się podnieśli. Tak jest w kapitalizmie. Ale na prawdziwy kapitalizm musimy jeszcze trochę poczekać.

Rozmawiała A. Skolarska
Fot. Ł. Śmiatacz



© 2003 - 2017 Czas Ostrzeszowski ®