Czas Ostrzeszowski

  »  Strona główna


  »  Archiwalne numery
  »  Ogłoszenia drobne
  »  Reklama
  »  Prenumerata elektroniczna

statystyka

R    E    K    L    A    M    A



Numer 17/2007 - Czas Ostrzeszowski - Regionalny Tygodnik Informacyjny
Nie czuję się winna

    Pani Anita jest księgową, mieszka w województwie lubuskim. W ubiegły weekend postanowiła odwiedzić teściów mieszkających we Wrocławiu. Razem z teściową i swoim małym dzieckiem przyjechały do cioci - do Mikstatu. W drodze powrotnej w Komorowie spotkała ją ogromna przykrość, podwójna przykrość. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale...


    Pani Anita tak relacjonuje to zdarzenie.
    "Jechałam z Mikstatu do Wrocławia, drogą w kierunku Ostrzeszowa. W Komorowie jechał przede mną ciągnik rolniczy z doczepionym rozrzutnikiem obornika. Wyprzedził nas inny samochód. Za chwilę ja też wykonałam manewr wyprzedzania. Traktor jechał wolno, ja też nie jechałam szybko - był teren zabudowany, a ja zawsze przestrzegam przepisów, poza tym w foteliku wiozłam dziecko. Kiedy byłam na wysokości ciągnika, on nagle zaczął skręcać w lewo. Zajechał mi drogę, uderzyłam go w przednie koło, zupełnie zaskoczona odbiłam w bok i uderzyłam w drzewo. Otworzyła się poduszka. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, to oczywiście lęk o dziecko. Ale na szczęście ani jemu, ani mojej teściowej nic się nie stało. Auto zostało uszkodzone, ale teraz nie ma to dla mnie znaczenia. Przyjechał policjant z Mikstatu i... dał mandat mnie. Wprawdzie wynosił on tylko 50 zł, ale czuję się potraktowana niesprawiedliwie. Uważam, że w tym zdarzeniu nie było mojej winy.
    Po pierwsze, ciągnik nie sygnalizował skrętu w lewo - nie mógł sygnalizować, bo przyczepa (rozrzutnik) w ogólne nie miała świateł. Po drugie, na drodze nie ma żadnego oznakowania - ani poziomego, ani pionowego (znaku), że pomiędzy drzewami jest jakaś boczna dróżka. Z perspektywy drogi, którą jechałam, ta dróżka jest niewidoczna (można to zresztą sprawdzić).
    Zastanawiam się, dlaczego to ja zostałam ukarana mandatem, skoro kierowca ciągnika nie zadbał o podstawowe wyposażenie przyczepy - na publicznej drodze znalazł się pojazd, który nie miał możliwości sygnalizowania skrętu w lewo, ponieważ nie posiadał kierunkowskazów ani żadnych innych lamp sygnalizacyjnych. Nie mogłam przewidzieć, że będzie skręcać, bo droga boczna nie była w żaden sposób oznaczona, zupełnie niewidoczna, wygląda jak wjazd do posesji."


    Dlaczego zgodziła się Pani na zapłacenie mandatu, choć czuje się Pani niewinna tego zajścia?
    Zgodziłam się na mandat po sugestiach policjanta, że wygranie sprawy w sądzie grodzkim jest niemożliwe, a kara byłaby wtedy znacznie wyższa - do 5000zł. Jestem teraz na zasiłku wychowawczym, więc byłaby to dla mnie bardzo duża suma. Do tego doszedł stres, zdenerwowanie, toteż postanowiłam wycofać się z walki o moją niewinność. Jednak w odczuciu mojego sumienia i ze względu na moją bezpieczną jazdę (jeżdżę już 10 lat i nigdy nie byłam uczestnikiem żadnego zdarzenia drogowego, kolizji ani wypadku), wiem, że zostałam potraktowana niesprawiedliwe.
    Czy sprawdzano Panią i kierowcę ciągnika na zawartość alkoholu?
    Mnie tak. A z kierowcą działy się różne rzeczy. Najpierw przez długi czas w radiowozie próbowano zbadać go alkomatem, ale następowały dziwne przerwy w wydychanym powietrzu i alkomat nie mógł pobrać próby.


    Pojechaliśmy na komisariat, tutaj pojawił się drugi policjant, który miał zawieźć kierowcę ciągnika na badanie krwi. Nie doszło do tego, bo policjant zapytał mnie, czy czuję od kierowcy alkohol. Powiedziałam, że nie jestem w stanie tego ocenić. Wtedy policjant stwierdził, że powinno mi wystarczyć to, że ani on, ani jego kolega po fachu nie czują alkoholu, a nie narażać ich na niepotrzebne działania. Wyraził wręcz oburzenie na moją postawę, gdy upierałam się, by jednak pobrać krew na badanie pod kątem zawartości alkoholu. Wreszcie policjanci znaleźli rozwiązanie - jeden z nich pojechał po inny alkomat. Próba wykazała "0" zawartości alkoholu. Nie chcę posądzać nikogo o jakieś niedociągnięcia, ale chyba nie tylko mnie taka postawa policjantów wydaje się co najmniej niezrozumiała...

    Pani Anita relacjonowała mi całą sprawę "na gorąco" szukając w tym, jak się okazało, dla niej nieprzyjaznym terenie, kogoś, komu mogłaby powiedzieć o swoich wątpliwościach. Nie ukrywam, że i ja mam ich bardzo dużo. Na miejscu zdarzenia znalazłem się krótko po kolizji. Widziałem ciągnik z przyczepą bez świateł, widziałem brak znaków informujących o drodze w bok. Zasięgnąłem opinii wielu osób, które dobrze znają przepisy, i każda twierdziła, że na drodze publicznej nie ma prawa poruszać się żaden pojazd, który nie ma sygnalizatorów, gdyż zagraża bezpieczeństwu nas wszystkich. A jeśli już tak się zdarzy, to przede wszystkim kierowca tego pojazdu musi zachować wszelkie środki ostrożności. Dlaczego więc kozłem ofiarnym stała się pani Anita - czyżby wystarczył fakt, że była tu "obca"?

sm



© 2003 - 2017 Czas Ostrzeszowski ®