Czas Ostrzeszowski

  »  Strona główna


  »  Archiwalne numery
  »  Ogłoszenia drobne
  »  Reklama
  »  Prenumerata elektroniczna

statystyka

R    E    K    L    A    M    A



Numer 15/2007 - Czas Ostrzeszowski - Regionalny Tygodnik Informacyjny
Śmierć zamiast leczenia: Ten pies miał żyć

    Maks przed trzema laty trafił do rodziny Chowańskich z Ostrzeszowa i od razu stał się jej pełnoprawnym członkiem. Łatwo więc sobie wyobrazić, jakim wstrząsem była jego śmierć przed niespełna dwoma tygodniami. Zwłaszcza że doszło do niej najprawdopodobniej na skutek koszmarnego nieporozumienia i zlekceważenia podstawowych zasad. Wezwany weterynarz miast podjąć leczenie stosunkowo niegroźnego schorzenia, zaaplikował zwierzęciu środek usypiający. 4 kwietnia ostrzeszowskie Stowarzyszenie Przyjaciół Zwierząt złożyło w Prokuraturze Rejonowej doniesienie w tej sprawie.


Chowańscy traktowali Maksa jak członka rodziny

Skonał w kilkanaście sekund
    Maks był owczarkiem niemieckim, miał udokumentowany rodowód ze strony ojca. Jerzy Chowański kupił go na giełdzie w Wieruszowie. W październiku ubiegłego roku na skórze psa pojawiły się czerwone place. Zniknęły co prawda po zastosowaniu środka w sprayu, ale tylko na kilka miesięcy. Nawrót choroby właściciele zauważyli ostatniego dnia marca. Tym razem postanowili już wezwać fachowca. Wracając z pracy J. Chowański wstąpił do jednego z ostrzeszowskich weterynarzy i poprosił go o przyjazd. Panowie umówili się na godz. 18.00.
    -Wysiadając z auta już spod kierownicy wyciągnął strzykawkę. Matka, która otwierała mu furtkę, dokładnie to widziała - relacjonuje p. Jerzy. - Pies był w kagańcu. Położyłem go przed wejściem do mieszkania. Powiedziałem do weterynarza, że tak to wygląda i trzeba to wyleczyć. On popatrzył, przytaknął i wbił strzykawkę w szyję psa. Zapytałem go, czy ten zastrzyk wystarczy, czy nie trzeba jakiejś maści? Odpowiedział: po co, przecież żeśmy go uśpili.
    Rzeczywiście, zwierzę skonało w ciągu zaledwie kilkunastu sekund. Wzburzenie J. Chowańskiego sięgnęło zenitu. Nie był w stanie zrozumieć motywów postępowania lekarza.
    -Nie powiedział mi, co podaje, jaki zastrzyk.
    Kiedy p. Jerzy zadzwonił na policję, weterynarz próbował ratować sytuację, wyciągając z portfela 200zł i mówiąc, że to rekompensata za psa. To jednak tylko jeszcze bardziej rozwścieczyło Chowańskiego. Oburzony był również interweniujący policjant, ale wobec zdarzenia, które zastał, okazał się bezradny, nie wiedział, jak zakwalifikować popełniony czyn. Na wiążące decyzje należało więc poczekać. Wiadomo tylko, że lekarz był trzeźwy, a więc podejmował decyzje w pełni świadomie.

Wbrew prawu
    W sprawę zaangażowało się Stowarzyszenie Przyjaciół Zwierząt, które niezwłocznie złożyło doniesienie w Prokuraturze. Podstawą prawną stał się art. 33 pkt 1 ustawy o ochronie zwierząt. Mówi on, że uśmiercanie zwierząt może być uzasadnione wyłącznie: potrzebą, gospodarczą, względami humanitarnymi, koniecznością sanitarną, nadmierną agresywnością oraz potrzebami nauki. Zdaniem prezesa SPZ Roberta Nowaka w tym przypadku nie zaistniała żadna z powyższych przyczyn.
    -Ten pies nie cierpiał, nie był nieuleczalnie chory, nie był to stan agonalny, kiedy decyzja o eutanazji jest wymagana. Nie wchodziła też w grę konieczność sanitarna, ponieważ nie był wściekły. Tak samo jak nie był nadmiernie agresywny, nie zagrażał ludziom (...) Niezależnie od tego, czy właściciel się zgadza, czy też nie, jeżeli nie ma takiej potrzeby, nie ma powodów wymienionych w ustawie, to lekarz nie ma prawa takiego psa uśpić (...) Weterynarz dokonał eutanazji, nie badając wcześniej psa, nie uzgadniając tego z właścicielem. To jest pogwałcenie nie tylko przepisów ustawy o ochronie zwierząt, to jest naruszenie prawa własności. Oprócz tego, że p. Chowański poniósł stratę moralną, poniósł też finansową (...) Jeżeli weterynarz dokonuje eutanazji, a później próbuje przekupić właściciela, to znaczy, że przyznaje się do zrobienia czegoś, czego nie powinien zrobić.
    Zgodnie z art. 35 pkt 1 wspomnianej ustawy za tego rodzaju czyn grozi kara pozbawienia wolności do roku, ograniczenie wolności lub grzywna.


"Zrobić porządek z psem"
    Sam lekarz nie ma zamiaru zaprzeczać. Tłumaczy jednak, że podstawowa przyczyna nieszczęścia to nieprecyzyjnie sformułowane zgłoszenie.
    -Pan Chowański prosił, żeby "zrobić porządek z psem". W naszym żargonie oznacza to - uśpić. Pies miał wrzodziejące zapalenie skóry w obszarze mostka i na znacznej części brzucha.
    Zdaniem weterynarza takie schorzenia można z powodzeniem leczyć, ale też ze względów sanitarnych dopuszcza się inne rozwiązanie. Istnieje bowiem możliwość zarażenia ludzi.
    -Raz leczyłem, raz usypiałem, w zależności od życzenia właściciela - mówi otwarcie lekarz. - Nie mówię, że zrobiłem dobrze, mogłem zrobić inaczej, ale nie wiedziałem, że stanie się tak, jak się stało. Zrobiłem to zgodnie z własnym sumieniem.
    Przyznaje, że działał bardzo szybko i wszedł na posesję Chowańskich "uzbrojony" już w strzykawkę. Z jego słów wynika, że chciał w ten sposób zmniejszyć obciążenie emocjonalne towarzyszące zabiegowi.
    -To jest sprawa przykra i dla wykonującego, i dla otoczenia.
    Prawdą też jest, że próbował wręczyć J. Chowańskiemu pieniądze. Miała to być reakcja na słowa tego ostatniego, że pies wart był 500zł. Zaoferował jednak tylko tyle, ile akurat miał przy sobie, czyli 200zł. Lekarzowi trudno więc odmówić szczerości. Nie ukrywa nawet, że nieznane są mu zapisy ustawy o ochronie zwierząt. Jak jednak powszechnie wiadomo, niewiedza nie zwalnia z obowiązku przestrzegania prawa.
    J. Chowański sprawia wrażenie niezwykle zdeterminowanego.
    -Ja tego nie puszczę płazem - zapowiada. - Ten pies miał żyć, a nie żyje.
    Taka postawa jest w pełni zrozumiała. Każda niepotrzebna, a wręcz absurdalna śmierć musi budzić sprzeciw, nawet jeśli chodzi "tylko" o zwierzę.

Łukasz Śmiatacz



© 2003 - 2017 Czas Ostrzeszowski ®