Czas Ostrzeszowski

  »  Strona główna


  »  Archiwalne numery
  »  Ogłoszenia drobne
  »  Reklama
  »  Prenumerata elektroniczna

statystyka

R    E    K    L    A    M    A



Numer 5/2007 - Czas Ostrzeszowski - Regionalny Tygodnik Informacyjny
KOBYLA GÓRA BEZ-RADNA?

    Nowy bój o Warszawę, który od kilku dni znów przykuwa uwagę Polaków, spowodował też wzmożone zainteresowanie oświadczeniami majątkowymi wybrańców społeczności lokalnej. W ostatnich latach sprawa oświadczeń zeszła na dalszy plan, no bo też sami radni w większości nie dawali ku temu powodu, przestrzegając przepisów w tym zakresie. Nagle wybuchła bomba - kilkuset samorządowców w całej Polsce nie złożyło w terminie oświadczeń majątkowych, czy to własnych, czy dotyczących działalności gospodarczej współmałżonka. Wśród nich niemała liczba prezydentów, burmistrzów, wójtów i przewodniczących rad miast i gmin. W tym spóźnialskim, choć doborowym towarzystwie, na czele z prezydentem Warszawy Hanną Gronkiewicz-Waltz znalazł się również przewodniczący Rady Gminy w Kobylej Górze - Władysław Miszkieło.


    Przypomnijmy krótko, skąd nagle całe zamieszanie. Otóż ustawa o samorządzie terytorialnym zobowiązuje radnych do złożenia oświadczeń majątkowych własnych i małżonka, o ile prowadzi działalność gospodarczą. Za niewywiązanie się w terminie z tego obowiązku grozi kara pieniężna, czyli utrata diety. Tymczasem w ubiegłym roku sejm przyjął ustawę o ordynacji wyborczej, w której napisano, iż przekroczenie terminu składania oświadczenia majątkowego (czy to swojego, czy małżonka) jest równoznaczne z utratą sprawowanego mandatu. Wszyscy przyznają, że jest to zbyt surowy przepis, lecz jako uchwalone przez posłów prawo, winien obowiązywać. Problem w tym, że przyjmując ten zapis, posłowie zapomnieli o wcześniejszej ustawie o samorządzie i nie zmienili istniejących w niej zapisów. Mamy zatem dwie ustawy, dwie wykładnie prawne wzajemnie się wykluczające. Gdyby nie fakt, że pośród "zainteresowanych" znalazła się wspomniana prezydent Warszawy, można by liczyć, iż posłowie spróbują jakoś rozbroić swój legislacyjny niewypał. Teraz jednak stał się on orężem do politykierskiego rewanżyzmu i na szybkie, polubowne zakończenie tej, toczonej w imię prawa, wojenki, nie ma co liczyć. Wydaje się, że znajdzie ona finał przed Trybunałem Konstytucyjnym.
    Jakby nie potępiać bezwzględność i niespójność wspomnianej ustawy, to faktem jest, że wielu na pozór światłych radnych, nie zna przepisów ordynacji wyborczej lub - co gorsza -świadomie je łamie. Zawsze też można założyć jakieś niedopatrzenie urzędnicze. Tak zdaje się sugerować przewodniczący Rady w Kobylej Górze.
    "Zeznanie podatkowe złożyłem w terminie, który upływał 27 grudnia - mówi W. Miszkieło. Złożyłem je w urzędzie gminy, prowadzącym obsługę techniczną Rady. Zamierzam w tej sprawie napisać do wojewody. Zapisy w tych dwóch ustawach wchodzą ze sobą w istotną kolizję prawną. Trudno przewidzieć, co się stanie, bo w tym kraju na dziś największym zaskoczeniem jest śnieg."
    Równie spokojnie przewodniczący informuje, że żaden kobylogórski radny nie złożył oświadczenia dotyczącego działalności gospodarczej małżonka. Przyznaje się do tego zaniechania także radny opozycji - Eugeniusz Morta. Usprawiedliwia jednak siebie i kolegów z Komitetu Wyborczego "Niezależni", że żaden z nich nie ma małżonka, który prowadziłby działalność gospodarczą. Jednocześnie E. Morta zarzuca przewodniczącemu, że nie chce zwołać w najbliższym czasie sesji, choć jest do tego zobligowany wnioskiem radnych. Lepiej nie zgadywać, czym skończy się to całe zamieszanie w Kobylej Górze. Niewykluczone, że część tamtejszej Rady stanie do wyborów ponownie, tylko kto zmobilizuje społeczność tamtej gminy, aby raz jeszcze zaufała swym kandydatom i poszła do urn wyborczych?
    W całej tej sprawie najmniej mówi się o tym, co najważniejsze - o wyborcach. Przecież wciąż z byle powodu nie można anulować dokonanych wcześniej wyborów i kazać co parę tygodni wybierać na nowo. Niedawne głosowanie do Rady Powiatu potwierdziło, że na dużą frekwencję nie ma już co liczyć.
    O komentarz do zaistniałej sytuacji prawnej zwróciłem się do dwojga przewodniczących rad miejskich w Grabowie i Ostrzeszowie, które to gremia nie miały żadnego problemu ze złożeniem na czas wszystkich wymaganych oświadczeń.
    "Jestem zdania, że za opóźnienie owszem powinny być jakieś sankcje - mówi Grażyna Jaszczyk, ale sądzę, że to, co było przedtem, czyli utrata diety, stanowiło wystarczającą sankcję. Raz przydarzyło się coś takiego w poprzedniej kadencji i później każdy zdążył na czas. Nie powinno się straszyć radnych i wyborców utratą mandatu."
    "Prawo jest prawem - mówi Edward Skrzypek. Jeżeli ordynacja wyborcza wprowadziła ten przepis, to należałoby go szanować. Tylko, gdy wprowadza się coś nowego, wówczas poprzednia ustawa o samorządzie powinna przestać obowiązywać, a póki co, obowiązują obie - jedna mówiąca o karach finansowych, druga - o utracie mandatu. Prawnicy muszą to rozstrzygnąć. Zawsze wybiera się mniejsze zło i nie wiem, czy słuszne jest, że ktoś, kto nie złożył w terminie oświadczenia majątkowego, traci mandat, choć wybrała go znacząca grupa mieszkańców."
    Wszystko wskazuje na to, że dylematy te znajdą rozstrzygnięcie w NSA lub przed Trybunałem Konstytucyjnym. Tylko czemu ta dodatkowa, kosztowna rozrywka ma służyć?
    Na koniec coś optymistycznego. Okazuje się, że radni, jak również przewodniczący rad, a także starosta oraz wszyscy burmistrzowie i wójtowie z powiatu ostrzeszowskiego nie mieli żadnych problemów z terminowym przekazaniem oświadczeń majątkowych swoich i małżonków. Pozostał nierozstrzygnięty do końca przypadek przewodniczącego z Kobylej Góry i jego "trzódki" zagubionej i bezradnej wobec przepisów prawnych.

K. Juszczak



© 2003 - 2017 Czas Ostrzeszowski ®