Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2006 rok\Numer 27


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Zdaniem Jangasa: ZAKOPANE - ile teorii, a ile praktyki

   Czytając artykuł K. Juszczaka "Wycieczka czy szkolenie" pogubiłem się, kto i po co, za ile, co za darmo, a co za pieniądze, i kto szkolił się teoretycznie, a kto praktycznie? Przeczytałem ponownie i z tekstu wynika, że szkolenie było teoretyczno-praktyczne, a wycieczka w nagrodę. Rozumiem, że po wykładach teoretycznych część kursantów upiła się, a potem zaczęła tłuc kursantki i kręcące się w pobliżu dzieci. Ta trzeźwa część uczestników szkolenia próbowała uspokoić płaczące dzieci i broniła pokrwawione i wyjące z bólu i strachu kobiety. Tak powinno wyglądać praktyczne szkolenie, bo tak bywa w rodzinach alkoholików. W swoim życiu widziałem już takie sceny i właśnie tak wyobrażam sobie praktyczne rozwiązywanie problemów alkoholowych, aby było bezpieczniej, to bez noży i siekier. W dalszej treści artykułu można wyczuć nutkę samokrytycyzmu. Przewodniczący nawet dochodzi do wniosku, że "może już najwyższy czas zmienić skład komisji", i słusznie, bo 10 lat to już prawie zasiedzenie, a radykalnej poprawy nie widać. Pijanych śpiących w centrum miasta można spotkać już od rana. Połamane ławki, drzewka, powywracane kosze, zniszczone znaki drogowe, przecież tego nie robią trzeźwi emeryci. W tym samym numerze "Czasu" widnieje informacja "sprzedał alkohol nieletniemu", a przecież na szkolenia jeździ osoba wydająca zezwolenia na sprzedaż alkoholu. Był też były komendant policji, który, jak sam mówił, zamierza wyjechać na Alaskę. Po co więc go szkolić? Właśnie za czasów pracy tego komendanta policjanci przyjeżdżając na interwencję nie zatrzymywali do wytrzeźwienia awanturującego się alkoholika, tłumacząc się tym, że trzeba go pilnować, a nie ma komu tego robić. Czasem zabierali, kilkaset metrów od domu wypuszczali, a taki wracał i ponownie "czynił swoje". Należy więc zapytać, po co i komu służą te szkolenia? Przed kim składa sprawozdania ze swej działalności i jakie to zauważalne w całym województwie osiągnięcia ma ta komisja, skoro alkoholowa patologia w gminie zauważalna jest gołym okiem. Kiedy alkoholik umierał na ulicy, to lekarze odmówili mu pomocy, próbował natomiast między innymi Pan Ł. Śmiatacz, który, jak podejrzewam, na żadnym z takich szkoleń nigdy nie był. Komisja przemilczała całe zdarzenie. Na szkoleniu był też szef wydziału prewencyjnego, a więc ktoś, kto raczej nie jeździ albo sporadycznie jeździ do pijackich burd. No, ale szkolenie zasadne, bo i w policji pracują tacy, co mają problem z alkoholem, a to zasadniczo wpływa na ich zachowanie i reakcję podczas interwencji u alkoholika.
   Troszkę się zapędziłem w tej krytyce, a może tym razem, po tym szkoleniu będzie już lepiej. Może teraz policjanci będą przeszkoleni, a sprawca przemocy będzie skutecznie izolowany od rodziny. Może pracownicy pomocy społecznej będą przeprowadzać wywiad, gdy osoba uzależniona zgłosi się po pomoc, oraz słuchać i reagować na informację o tym, że przyznane środki pieniężne przeznaczane są na alkohol. Pijakowi daje się darmowe obiady, a głodne jego dziecko mdleje w szkole. Bezdomny dostał na węgiel i zaraz to przepił. Może już teraz rodzina alkoholika będzie tak ważna jak alkoholik. Już niedługo przekonamy się, czego szanowna komisja się nauczyła i co wprowadzi w życie. Co ludziom, którzy borykają się z problemem choroby alkoholowej w rodzinie, da to szkolenie, (w jednym z biur PCPR na dzień dobry można usłyszeć,"czego chcesz"?). Pewnie i terapia dla osób współuzależnionych będzie odbywała się w dogodniejszym dla tych osób czasie (teraz wyznaczona sztywna godzina, bo terapeucie nie pasuje autobus). Kto w tych wszystkich biurach od uzależnień i komisjach zasiada? Ludzie kompetentni i wykształceni w tym kierunku, czy raczej tacy, których cieszy wyjazd na "szkolenie"?
   Nie wiem jeszcze, ile w tym prawdy, ale dowiedziałem się, że około 160 dzieci również z rodzin uzależnionych będzie miało zorganizowane wakacje w Siedlikowie i Rojowie. Koszt tych wakacji to około 40 tysięcy. Komisja była w Zakopanem w 14 osób, koszt - 10 tys. złotych! Będzie też ponoć prowadzona terapia w świetlicach socjoterapeutycznych. Zastanawiam się tylko, czy zajęcia prowadzić będą osoby z kwalifikacjami, czy raczej po kumotersku czyjaś żona, siostra, szwagier, wujenka lub pociotek.
   Burmistrz Mariusz Witek mówi, że "zgodnie z przepisami ustawy komisja powinna być wynagradzana - otrzymywać diety". W dalszej części wypowiedzi, kiedy mówi o psychologach, lekarzach, prawnikach, którzy instytucjonalnie mieliby zajmować się tymi problemami, dodaje: "Tylko kto z nich chciałby bezpłatnie lub za dwudniową wycieczkę raz w roku zajmować się tymi, wcale niełatwymi sprawami alkoholizmu i narkomanii".
   Więc, zgodnie z przepisami trzeba wynagradzać czy nie? Co za rok zrobi Regionalna Izba Obrachunkowa? Może więc zmieniając komisje należałoby do niej powołać osoby krzywdzone przez alkoholików i narkomanów, dać im wynagrodzenie, które będzie pomocą dla ich dzieci. Taka komisja będzie najbardziej kompetentna, bo doświadczona życiem, a nie tylko na wycieczkach. Z zapowiedzi burmistrza wynika, że w następnym roku dzieci pojadą do Zakopanego, i słusznie, bo należy się tym dzieciom coś więcej niż Siedlików. Komisja może szkolić się i ćwiczyć w naszych gminnych barach. Na wyjazdach już pewnie nauczyli się, jak robić "herbatkę z prądem".
   Na koniec jeszcze jedno pytanko. Czy w dobie przekazów satelitarnych i tak szeroko rozwiniętej informacji konieczne są wyjazdy na takie szkolenia? Nie potrzeba jechać do Zakopanego, ażeby "przypadkiem" dowiedzieć się, że jest szpital koło Krakowa. Wystarczy kilka kliknięć w Internecie i można zajrzeć wszędzie, nawet do wnętrza człowieka i zdalnie przeprowadzić operacje. Czy trzeba więc jechać do Zakopanego, aby zapoznać się z dokumentacją tamtejszej komisji? Wydaje mi się, że Rada Gminy popełniła błąd, fundując taki wyjazd komisji. Lepiej było wyremontować mieszkanie dla jakiejś rodziny, która musi opuścić dom alkoholika. Rzeczą ludzką jest błądzić, a najlepszych ludzi uformowało naprawianie własnych błędów. Mam nadzieję, że więcej błędów nie będzie, a w komisji, jeśli w ogóle jest takowa potrzebna, zasiądą ludzie kompetentni, a nie z układu i po koleżeńsku, tylko po to, aby razem wyjechać na darmową wycieczkę opłaconą przez podatników.

JAN JANGAS


1994 - 2007 © Borkow

zowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">