Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2006 rok\Numer 27


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





NIEPOKONANY

    Zakończenie roku szkolnego wszystkim uczniom sprawia wielką radość. Wiąże się przecież z nadzieją na wspaniałe wakacje, wypoczynek, słońce. Radośnie, choć nieco inaczej niż inni uczniowie żegnał się ze szkołą Robert Biadalski z Komorowa. Przed czterema laty po jednym z badań okazało się, że ma guza mózgu. Diagnoza brzmiała jak wyrok, ale Robert oraz jego najbliżsi nie poddali się. Chłopak przeszedł operację i z każdym rokiem, miesiącem powraca do sił. Przed trzema laty odwiedziliśmy go po raz pierwszy. Był jeszcze dość słaby, ale z entuzjazmem mówił o swoich planach, marzeniach i szkole. Teraz w przeddzień zakończenia roku szkolnego jesteśmy tu ponownie. Przed domem państwa Biadalskich wita nas gromada młodzieży grającej w piłkę, wśród nich jest i Robert. Są także jego najbliżsi, mama, babcia Helena oraz wychowawczyni p. Łucja Staniszewska. Obecność młodzieży u Roberta to nic nadzwyczajnego. W ciągu trzech lat gimnazjalnej edukacji przychodzili tu często. Lubią swego kolegę, a i on cieszy się z odwiedzin koleżanek i kolegów. Stanowią klasę nadzwyczajną, jak mówi wychowawczyni, prawdziwie zintegrowaną, taką na poziomie. Właściwie "stanowili", bowiem to już ostatnie spotkanie w ramach gimnazjum, wszyscy kończą tę szkołę i drogi wielu z nich rozejdą się. Nikt jednak nie smuci się z tego powodu, wszyscy obiecują, że będą tu przychodzić. Zresztą Robert również będzie mógł ich odwiedzać, bo właściwie to już jest zdrowy. Sam nawet mówi z dumą: "Jedno marzenie zrealizowałem - wyzdrowiałem. Poprzednim razem marzyłem też o wyjeździe w góry, ale teraz zmieniłem to marzenie - chciałbym się spotkać z Grzegorzem Markowskim."


    Wokalista Perfectu, jak i muzyka śpiewana przez niego to obecnie największa fascynacja Roberta. W domu pobrzmiewają kolejne przeboje zespołu, a szczególnie ten najukochańszy - "Niepokonani". Robert wierzy, że marzenie o spotkaniu z idolem też uda mu się zrealizować. Skoro zdołał wyzdrowieć, to jakże by inaczej. Swej ulubionej muzyki słucha poprzez komputer, który całkiem niedawno mu sprezentowano. Duża w tym zasługa życzliwych osób, które pospieszyły z pomocą, jak mówi p. Maria Biadalska. W tym miejscu wspomina wychowawczynię Roberta, a także p. Bożenę Sitek - przewodniczącą Rady Powiatu i kierowniczkę PCPR - Bożenę Powązkę. Ale, jak przyznaje mama, mają szczęście do dobrych, życzliwych ludzi. Do takich zalicza wszystkich nauczycieli, którzy cierpliwie przychodzili do ich domu prowadzić indywidualne nauczanie Roberta i zawsze życzliwą p. dyrektor gimnazjum. Robert potwierdza tę opinię, mile wspominając zarówno kolegów, jak i nauczycieli. Pytany o ulubione przedmioty wymienia j. niemiecki i biologię, ale potem wydłuża listę o kolejne. Wśród nich nie mogło też zabraknąć muzyki, a Robert zdradza nam, że nawet napisał kilka piosenek, które być może nagra z pomocą swego nauczyciela p. Sztukowskiego. Uczestnicząca w spotkaniu wychowawczyni III a, p. Staniszewska, też jest pełna uznania dla postępów Roberta. "Chętnie się uczył, był zintegrowany z klasą i zawsze robił to, o co się go poprosiło" - mówi.


    Pogoda dopisuje, humory też, jak również apetyt na pączki, którymi częstuje p. Maria. Ale powoli czas się żegnać. Koniec gimnazjum, koledzy mają swoje plany, Robert zaś chce kontynuować edukację w doruchowskim WTZ. "Myślę, że będziemy się często odwiedzać - mówi do przyjaciół - bo wiem, że moi koledzy i koleżanki bardzo mnie lubią." Jeszcze są razem, siadają przed komputerem i słuchają ulubionej muzyki... niepokonani. Wśród nich Robert, uśmiechnięty, NIEPOKONANY przez chorobę, marzący o spotkaniu ze swoim idolem, które to marzenie zapewne też się spełni.

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow

owski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">