Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2006 rok\Numer 19


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Były policjant przed sądem

    26 kwietnia w Sądzie Rejonowym w Ostrzeszowie ruszył proces emerytowanego policjanta Krzysztofa G. Akt oskarżenia zawiera kilka zarzutów, sprowadzających się do przerobienia, sfałszowania i zniszczenia notatnika służbowego. Dotychczas odbyły się dwie rozprawy, ostatnia 4 maja.
    Proces jest konsekwencją zdarzenia, do jakiego doszło 4 listopada 2001 roku. Wówczas to dwaj ostrzeszowscy policjanci: Maciej N. i właśnie Krzysztof G. udali się na jedną z posesji przy ul. Wrzosowej, gdzie w jednym domu mieszkają dwie, od lat z sobą skłócone, rodziny. Pełnili rolę eskorty pracownika zakładu energetycznego. Jedna ze wspomnianych rodzin oskarżała drugą o świadome i złośliwe przerywanie dopływu energii elektrycznej. Wezwany elektryk miał ten proceder ukrócić. W trakcie interwencji wywiązała się ostra wymiana zdań pomiędzy oskarżającymi i oskarżanymi. Ci pierwsi poczuli się znieważeni i oddali sprawę do sądu. Wygrali, ale nie oznaczało to bynajmniej końca sprawy. Przegrani, czyli rodzina Hamryszaków, postanowili bowiem z wielką determinacją walczyć o obronę swojego dobrego imienia. Przez dłuższy czas bezskutecznie, ponieważ ich kolejne apelacje były oddalane. W końcu we wrześniu 2004r. doszło do śledztwa mającego na celu wyjaśnienie, czy zeznania obciążające Hamryszaków były oparte na prawdzie. W tym celu m.in. sporządzono maszynowe odpisy notatników służbowych policjantów uczestniczących w interwencji. Przygotowując swój, Krzysztof G. dopisał fakty, które rzekomo właśnie wtedy mu się przypomniały.
    Jak napisał, Stanisław Hamryszak i jego syn Paweł używali wulgarnych słów zarówno wobec swoich sąsiadów, jak i i funkcjonariuszy. W ten sposób powstał jednak rozdźwięk pomiędzy treścią notatnika i jego maszynowym odpisem. Aby zlikwidować tę różnicę, G. wpadł na prosty pomysł, aby dopisek z odpisu nanieść również do notatnika. Tak też zrobił. Na tym jednak nie koniec. Chcąc zapewne jeszcze bardziej uwiarygodnić swoje fałszerstwo, przepisał cały notatnik, podrobił podpisy przełożonych, a oryginał spalił w piecu. Nie uszło mu to na sucho. Sprawa wyszła na jaw. KPP w Ostrzeszowie wszczęła wewnętrzne dochodzenie. G. wiedząc, że nie zakończy się dla niego pozytywnie, sam złożył wymówienie i przeszedł na emeryturę. Teraz za to, czego się dopuścił, odpowiada przed sądem. Do wszystkiego się przyznaje.
    -Najpierw zrobiłem, potem pomyślałem. A, że pomyślałem za późno, to teraz jestem tutaj - mówi. - Przypuszczam, że gdybym zostawił stary notatnik z tym dopisanym zdaniem, to by mnie teraz tu nie było. Bardzo tego żałuję.
    Oskarżony złożył wniosek o wymierzenie mu łącznej kary 1 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz 800 zł grzywny. Zdecydowanie sprzeciwiają się temu S. i P. Hamryszakowie występujący jako oskarżyciele posiłkowi.
    -To rażąco niska kara dla funkcjonariusza, który dopuścił się takich przestępstw - twierdzi pierwszy z nich. - Policjanci powinni odpowiadać za przestępstwa karami z górnej półki zagrożenia.
    Obaj panowie zażądali dla siebie odpowiednio: 15 i 35 tys. zł odszkodowania. Pytani o to, skąd właśnie takie kwoty, odpowiadają.
    -Przez 4 lata nie mogliśmy normalnie funkcjonować. Zostaliśmy pomówieni przez policjantów, którzy jeszcze do tego dopuścili się fałszerstwa. Nasze prywatne życie legło w gruzach. Nie możemy się skupić na niczym innym.
    Ta kilkuletnia batalia to według nich również przyczyna problemów zdrowotnych, z jakimi boryka się od jakiegoś czasu P. Hamryszak.
    -Domagam się takiej kwoty od pana G., ponieważ swoim postępowaniem próbował wrobić mnie w przestępstwa, których nie popełniłem.
    Oskarżyciele są ponadto przekonani, że Krzysztof G. nie działał sam, że jest on w pewnym sensie jedynie kozłem ofiarnym. Ich zdaniem zrobił to, aby potwierdzić wyjaśnienia złożone przez Macieja N. i uchronić kolegę przed oskarżeniem o fałszywe zeznania.
    -To nie miało nikomu w niczym pomóc -przekonuje oskarżony.
    Hamryszakowie wykazują się ogromną determinacją. Świadkowie są dosłownie zasypywani przez nich niezwykle szczegółowymi pytaniami. Z tego właśnie powodu przerwana została pierwsza z rozpraw. Przewodnicząca składu orzekającego Anna Sobolewska - Talaga uznała, że blisko 6 godzin to stanowczo zbyt długo. Jak dotąd wyjaśnienia składali przed sądem wszyscy uczestnicy zdarzenia z 4 listopada 2004, a także byli przełożeni Krzysztofa G., ci, których podpis fałszował. Przesłuchiwano również osoby odpowiedzialne w KPP Ostrzeszów za przechowywanie, wydawanie i udostępnienie dokumentów, w tym notatników służbowych, pod lupę brane są procedury obowiązujące w Komendzie pod kątem ich zgodności z odgórnymi przepisami. Odrzucony został, co prawda, wniosek o przesłuchanie wicekomandanta KPP Pawła Golickiego, ale za to wezwany będzie jego niedawny szef Władysław Miszkieło. Wydaje się, że ta z pozoru dość błaha sprawa może rzucić nowe światło na wiele istotnych kwestii. Następna rozprawa 19 maja.

Ł. Śmiatacz


1994 - 2007 © Borkow

ostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">