Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2006 rok\Numer 12


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Pierwszy dzień wiosny

ŁUKASZ MIKOŁAJCZYK
malarz


   W czasach, gdy chodziłem do szkoły, wagarów jako takich nie było. Chodziłem do SP nr 2, mogę wspomnieć nazwiska p. Michalskiej, p. Kluziak, p. Kokota i dyr. Kaczmarka, którzy wówczas uczyli. Chodziliśmy topić marzannę. Najpierw robiliśmy ją w szkole na pracach plastycznych. Udawaliśmy się w stronę klasztorku i tam w Strzegowie topiliśmy marzannę. Teraz jest tam wszystko zarośnięte, bardziej zaniedbane i woda nie płynie tak jak kiedyś. Dzień ten był bardziej piknikowo potraktowany przez szkołę. Lekcje, owszem, odbywały się, ale bardziej "na luzie". Aura też była ładniejsza niż teraz, nie padał śnieg. W tym roku wyjątkowo ta zima trzyma. Z tego, co widzę, to obecnie świętuje się ten dzień bardziej wagarowo. Młodzież przebiera się też w różne stroje, czego wtedy nie robiliśmy. Jedni robią to kulturalnie, a inni zachowują się wulgarnie, będąc często pod wpływem piwka. Różna młodzież różnie wita wiosnę. W tym dniu można wagary zaakceptować, niech mają dodatkowy dzień wolny od nauki. Jakaś rozrywka należy się młodzieży, bo tu w Ostrzeszowie jest za spokojnie, miasto zrobiło się takie opustoszałe. Zatem niech będzie trochę wesoło..

MARIA FRANC
emerytowany nauczyciel


   Do szkoły chodziłam tak dawno, że nawet nie pamiętam, czy w ogóle ten dzień obchodziliśmy. Natomiast w szkole średniej dzień wiosny był dniem wagarowicza i dużo osób szło na wagary. Nie było to takie proste, bo w miejsca, gdzie spodziewano się wagarowiczów, przychodziła policja i ścigała ich. Dopiero potem w szkołach zrobiono dzień wiosny, co łączyło się z topieniem marzanny, zabawami. Ponieważ pracowałam w szkole, wiem, że co roku obchodzono ten dzień. Myślę, że to jest bardzo dobrze, że te wagary są tak zorganizowane, przez co młodzież ma zabawę w szkole. Lekcji w zasadzie nie ma i w szkole wszyscy się bawią, organizują konkursy. Jest to dzień samorządności, młodzież przejmuje klucze szkoły, urzęduje w gabinecie dyrektora - nigdzie nie musi wychodzić i pałętać się po mieście, bo w szkole jest fajnie. Nie ma potrzeby uciekania ze szkoły, wychodzą jedynie ci, którzy idą topić marzannę.

MARZENA BŁASZCZYK
uczennica ZS nr 1


   Chodzę do szkoły średniej. U nas organizuje się w pierwszy dzień wiosny zabawy, śmieszne konkursy, np. farbowanie włosów. Wspólnie organizują to nauczyciele i uczniowie. Część uczniów jest w szkole i się bawi, choć niektórzy wagarują. W ubiegłym roku robiliśmy sobie z dziewczynami śmieszne fryzury, postawione na żel i pofarbowane bibułą. Wielu się w ten sposób bawiło, było fajnie i wesoło. Jest to takie wiosenne, kolorowe - jak przywitanie wiosny. Wydaje mi się, że bez tego wiosna byłaby marniejsza. Oby tegoroczna wiosna jak najszybciej chciała przyjść, bo zima już nam dała w kość. W tym roku na pewno wymyślimy z koleżankami jakieś nowe fryzury i nowe przebrania. Stroje też muszą być wiosenne, takie podobne do wiosny.

DARIUSZ PEKIŃSKI
uczeń ZS nr 2


   Jak byłem w młodszych klasach, to zwykle chodziliśmy topić marzannę. Było to w Mikstacie, zbieraliśmy się całą grupą, szliśmy do pobliskiego stawu i tam rzucaliśmy marzannę, a przedtem na ogół ją paliliśmy. Później, już w gimnazjum, zdarzało się, że uciekaliśmy na wagary. Te wagary to była okazja do spacerów, pójście właśnie nad staw. Ani policja, ani nauczyciele nas nie ścigali, bo też grupa była zgrana i na ogół wszyscy szliśmy. Były to miło spędzone chwile, budziły jednak sprzeciw rodziców, którzy zawsze są przeciw wagarowaniu. Teraz zacząłem naukę w szkole średniej i przyznam, że nie wiem, co się szykuje, ale zapewne wagary też będą. Co będę robił? - jeszcze nie wiem. Może dłużej pośpię i w ogóle nie pójdę tego dnia do szkoły.

JAN MAREK CIEPLIK
emeryt


   Kiedyś zima nie przeciągała się tak długo, o tej porze było już ciepło. Zdejmowało się zimowe ciuchy i mogliśmy sobie wreszcie troszeczkę polatać po klasztornej górce i po lesie, pójść na boisko przy gazowni, bo tam skupiała się młodzież. W szkole chodziliśmy topić marzannę do Lipienia - do stawu na "kąpielkę". Młodzież sama się do tego organizowała. Starsi chodzili z młodszymi - nauczyciele nie mieli czasu. Na wagary to chodziła już bardziej wysublimowana młodzież. Chodzili na nie jedynie uczniowie starszych klas, a chodzić było gdzie. W lesie można było spokojnie ukryć się przed nauczycielami, ale tak nagminnego jak dzisiaj chodzenia na wagary wtedy nie było. Młodzież była bardziej zdyscyplinowana, bardziej szanowała nauczycieli, miała przed nimi respekt. Nie mam nic przeciw temu, by młodzież bawiła się witając wiosnę, byle nie popadało to w jakieś skrajności. Przede wszystkim za dużo jest browarów, papierosów, a kto wie czy też nie narkotyków. Poza tym dawniej młodzież nie miała wstępu do jakiejkolwiek knajpy. Z przykrością stwierdzam, że teraz przyjeżdżająca młodzież zaraz po wyjściu z autobusu idzie wypić piwo, zaś dziewczyny psują sobie cerę paleniem papierosów. Można świętować nadejście wiosny, ale w kulturalny sposób i ja to popieram.

Rozmawiał: K. Juszczak
Fot. Ł. Śmiatacz


1994 - 2007 © Borkow

i=czasostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">