Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2005 rok\Numer 17


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Bezpodstawne oskarżenie czy jednak prawda?

    Kilka dni temu do redakcji "CzO" przyszedł list, adresowany do Komendanta Straży Pożarnej w Poznaniu, w którym znajdują się poważne zarzuty pod adresem naszej straży pożarnej (PSP). List, niestety, nie jest podpisany, co rzuca cień na jego autora, jednakże problem w nim poruszony wydał się nam na tyle ważny, że postanowiliśmy zainteresować się tą sprawą.
    W piśmie czytamy m. in.: "Dowiedziałem się, że część osób pracujących w jednostce jest skazana czy to za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, czy za spowodowanie wypadku także pod wpływem alkoholu (dodam, że był to wypadek śmiertelny). Irytuje mnie sytuacja, w której strażak, który powinien stać na straży praworządności i świecić przykładem tak jak policjant (ale nie część policjantów z Ostrzeszowa), zamieszany jest w sprawy pogwałcające prawo. Być może, i wcale bym się nie zdziwił, sprawę celowo zatajono, aby ci (na górze) się o tym nie dowiedzieli".
    O skomentowanie tego anonimu poprosiliśmy komendanta PSP w Ostrzeszowie Janusza Bebłota.


    Jak wynika z jego wypowiedzi, procedurę wyjaśniającą rozpoczęto niezwłocznie po zapoznaniu się z zarzutami zawartymi w liście. Na razie jednak nie przyniosła one rezultatów.
    - Jesteśmy w trakcie wyjaśniania, o jaką osobę chodzi. Sprawdzamy akta osobowe. Dziś trudno mi cokolwiek powiedzieć.
    Z oficjalnym zapytaniem zwrócono się m. in. do Krajowego Rejestru Kar przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Tam bowiem znaleźć można dane dotyczące wszystkich osób skazanych w Polsce wyrokiem sądowym. Oprócz tego komendant Bebłot zapowiadał zasięgnięcie informacji na miejscu w Ostrzeszowie, np. w Komendzie Powiatowej Policji. A to na wypadek, gdyby "bohaterem" listu był ktoś, kogo jeszcze nie skazano, ale wytoczono mu proces. Jeżeli w wyniku wymienionych działań ustalona zostanie tożsamość konkretnej osoby lub osób (w końcu autor listu wspomina o części pracowników Komendy), J. Bebłot nie ma wątpliwości, co do dalszego kroku.
    - Nie ma innego wyjścia, tylko zwolnienie ze służby ze skutkiem natychmiastowym.
    Chyba że okaże się, iż sprawa sądowa trwa. Wtedy do czasu jej zakończenia strażak zostałby zawieszony w czynnościach.
    Zapytany o to, czy w ostrzeszowskiej Komendzie PSP już kiedyś zwolniono strażaka w związku z jego skazaniem, J. Bebłot stwierdził, że przypomina sobie jeden taki przypadek. Miał on miejsce 8-10 lat temu i dotyczył osoby, która dopuściła się wyłudzenia odszkodowania. Strażak ten znajdował się jeszcze w tzw. okresie kandydackim, trwającym 3 lata od momentu rozpoczęcia służby. Oznacza to, że nie uczestniczył w wyjazdach interwencyjnych, pełniąc jedynie obowiązki pracownika gospodarczego. W okresie tym wystarczy jakiś zarzut, oblanie egzaminu czy też zła opinia przełożonych, aby w trybie natychmiastowym pożegnać się ze służbą. Jest to też czas, kiedy powinny "wypłynąć na powierzchnię" wszelkie ewentualne przewinienia z przeszłości. Według zapewnień J. Bebłota, decyzja o zatrudnieniu w Komendzie uzależniona jest nie tylko od kwalifikacji i stanu zdrowia kandydata. Przed podpisaniem umowy dokonywany jest bowiem swego rodzaju wywiad w środowisku, z którego się on wywodzi, np. w macierzystej jednostce Ochotniczej Straży Pożarnej. Już na starcie odrzucane są podania osób, o których wiadomo, że mają na swym koncie konflikt z prawem.
    - W naszej służbie nie chcemy mieć przestępców ani osób zamieszanych w jakieś nieczyste sprawy - wyjaśnia motywy takiego postępowania komendant.
    Mniej więcej co dwa lata przypada okres oceny strażaka. Może to mieć związek z planami awansu lub odznaczenia. Swoje opinie na jego temat prezentują wówczas przełożeni, od najniższego po najwyższego stopniem.
    J. Bebłot żałuje, że autor listu nie wymienia żadnego nazwiska, rzucając tym samym cień na całą Komendę. Komu i dlaczego mogło zależeć na oczernieniu ostrzeszowskiej PSP?
    - Autor listu mógł kierować się różnymi pobudkami, np. takimi, że kiedyś starał się o służbę u nas i jest zawiedziony, iż jego podanie nie jest jeszcze rozpatrzone lub rozpatrzone, ale negatywnie - domniemywa nasz rozmówca - Ale zasada jest taka, że jeśli nie ma miejsca, to nie robimy naboru.
    Gdyby krąg "podejrzanych" o autorstwo listu ograniczyć do rozczarowanych odmową zatrudnienia, to i tak nie byłaby to liczba mała, ponieważ o 1-2 miejsca pracy oferowane w ciągu roku ubiega się przynajmniej 10 chętnych. Preferowani są absolwenci wyższych uczelni pożarniczych, a dopiero później bierze się pod uwagę strażaków ochotników i osoby spoza "branży".
    Nie jest to pierwsza sytuacja, kiedy pojawiają się anonimowe zarzuty pod adresem strażaków z powiatu ostrzeszowskiego. Komendant J. Bebłot przypomina, jak 3-4 lata temu podobną burzę wywołało spóźnienie na miejsce akcji, znajdującej się w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym, jednostki z Kraszewic. Teraz sprawa wydaje się jeszcze poważniejsza, w związku z czym z pewnością będziemy do niej w najbliższym czasie wracać. W końcu wszystkim nam zależy, aby naszego bezpieczeństwa strzegli ludzie, do których możemy mieć pełne zaufanie.

Ł. Śmiatacz


1994 - 2007 © Borkow

zasostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">