Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2005 rok\Numer 03


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Dwa oblicza wyzwolicieli ( w 60. rocznicę)

    Podobnie jak większość Polaków z okupowanego kraju, także mieszkańcy Morawina i okolic zapamiętali lata 1939-45 jako czasy ciągłego strachu i gehenny.
    Z tutejszego terenu zginęli w obozach koncentracyjnych: Józef Świtoń, Piotr Fras, Stanisław Małolepszy, Franciszek Fiołka, Piotr Gryczman, Ignacy Owczarek, Ignacy Kurek ze Starego Pana, Leokadia Małolepsza z Torzeńca.
    Wysiedleni ze swoich gospodarstw zostali: Stanisław Rybczak, Stanisław Niedźwiedź, Stanisław Kosmala, Jan Balcerzak i inni mieszkańcy okolicznych wsi.


    Podczas okupacji utworzono w Morawinie posterunek żandarmerii, po uprzednim wysiedleniu rodziny Jana Pakuły. Postrachem tutejszej ludności był żandarm Preis. Miejscowi przedwojenni nauczyciele oraz proboszcz parafii morawińskiej ks. Stanisław Remelski musieli ukrywać się w obawie przed aresztowaniem. W budynku plebanii utworzono ośrodek szkolenia młodzieży Hitlerjugend. Niemcy zamierzali rozebrać mury kościoła znajdującego się w stanie surowym, zbudowanego tuż przed wojną, zagrabili materiały budowlane zgromadzone do jego dokończenia.
    Gnębiona przez okupantów ludność tutejszych miejscowości z wielką uwagą śledziła wieści dochodzące z dalekich frontów wojennych. Z niepokojem przez długie lata przyjmowała wiadomości o niepowodzeniach aliantów na zachodzie i wschodzie.
    Natomiast z radością przyjmowano pomyślne wieści o klęskach Niemców na wszystkich frontach. Gdy zachodni alianci w czerwcu 1944r. utworzyli drugi front, a w lipcu Armia Czerwona stanęła nad Wisłą, stało się jasne, że sprawa wyzwolenia jest tylko kwestią niedługiego czasu. Spodziewano się również, że wyzwolicielem będzie Armia Czerwona. Niestety, we wrześniu 1944r. armia ta zatrzymała się na przedpolach Warszawy, nie udzielając pomocy walczącym powstańcom.
    Tymczasem władze hitlerowskie Kraju Warty na czele z gauleiterem Arturem Greiserem rozpoczęły przygotowania do obrony przed spodziewaną ofensywą wojsk radzieckich. Do prac fortyfikujących zapędzono ludność polską, która budowała umocnienia w okolicach Osjakowa, Burzenina, Siemkolnicy, Łaska i Radomska. Ofensywa Armii Czerwonej ruszyła dopiero 12 stycznia 1945r. Do Morawina przyjechał w dniu 19 stycznia autem pancernym pierwszy patrol żołnierzy radzieckich. Dokonał on, w sile zaledwie czterech żołnierzy, brawurowego ataku na posterunek żandarmerii. Tych czterech Rosjan, po krótkiej strzelaninie położyło trupem miejscowych żandarmów niemieckich. Zgromadzeni w pobliskim budynku członkowie niemieckiej samoobrony "Volkssturmu", nie znając faktycznej liczby atakujących Rosjan, zbiegli przez pola w kierunku Wygody Plugawskiej. Rosjanie ruszyli za nimi w pościg drogą prowadzącą w kierunku Starego Pana, lecz ostrzeliwanie uciekających było niecelne.
    To wczesne przybycie patrolu radzieckiego uchroniło ludność polską od tragedii. Niemcy bowiem, przed opuszczeniem tutejszych stron, zamierzali zgromadzić wszystkich mężczyzn pod pretekstem budowy prowizorycznego lądowiska dla samolotów w Doruchowie i następnie dokonać ich egzekucji. Brawurowy wyczyn wyzwolicieli zapobiegł więc masakrze tutejszych mężczyzn. Zasługuje on ze wszech miar na uznanie.
    Były jednak dwa oblicza wyzwolicieli. Oto bowiem w kilka dni po opisanych wydarzeniach przez tutejsze miejscowości przechodziły większe oddziały piechoty radzieckiej. Za nimi wędrowali często tzw. maruderzy i tropiący ich funkcjonariusze NKWD. W Bobrownikach doszło do tragedii, która rzuca ponury cień na opinię o wyzwolicielach. Jeden z żołnierzy rosyjskich podczas próby dokonania gwałtu na 15-letniej dziewczynce zastrzelił swoją ofiarę. Grób ofiary tego ponurego mordu - Marii Drzazgi - znajduje się na cmentarzu parafialnym w Morawinie.
    Szczęśliwsze zakończenie próby dokonania gwałtu przez żołnierza radzieckiego miało miejsce we wsi Wygoda Plugawska - Skarydzew. Niedoszła ofiara gwałtu zdążyła jednak zbiec na strych, wciągając za sobą drabinę. W tym czasie zapłakana matka dziewczyny pobiegła do sąsiada, gdzie gościło dowództwo tego oddziału rosyjskiego.
    Złożyła skargę na to, co wyprawia ich żołnierz w jej domu. Jeden ze starszych stopniem udał się tam i aresztował niedoszłego gwałciciela, zabierając mu pas i zrywając dystynkcje. Nie wiadomo jaką dalszą karę poniósł ów żołnierz.
    Faktem jest, że podobnych przykładów skandalicznego, wręcz zbrodniczego zachowania żołnierzy Armii Czerwonej można by mnożyć bez liku w skali całej Polski. Czytałem bowiem relację zastępcy Josipa Broz Tito - Milana Dżilasa z rozmów prowadzonych pod koniec wojny ze Stalinem. Dżilas w rozmowach tych poruszył między innymi sprawę skandalicznego zachowania się żołnierzy Armii Czerwonej podczas przemarszu przez Jugosławię.
    Na te skargi Stalin odpowiedział : "A cóż takiego się stanie, gdy żołnierz, stale narażający się na śmierć, trochę sobie poromansuje". Dla takiego potwora, jakim był Stalin, gwałt był tylko zwykłym "romansem".

Bogdan Szymański


1994 - 2007 © Borkow

sostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">