Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2005 rok\Numer 01


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





POSTANOWIENIA NOWOROCZNE

    Początek roku to dobry moment do postanowień noworocznych i wyrażania życzeń, które mają się spełnić. "Od przyszłego roku przestaję się spóźniać do pracy". "W przyszłym roku moje dzieci będą miały same dobre oceny." "Koniec z lenistwem od pierwszego stycznia." "Od nowego roku zabieram się do nauki angielskiego." "W przyszłym roku muszę dostać awans" i tak dalej.
    W tych życzeniach jest coś magicznego. Wydaje się nam, że mają one większe szanse na spełnienie, bo wyrażamy je w naprawdę szczególnym dniu roku. I rzeczywiście niezwykłość tego dnia może wpłynąć na to, czy osiągniemy nasze cele. Magiczna wiara w sukces motywuje bowiem do wysiłku. A wysiłek rzeczywiście zwiększa nasze szanse.
    Niestety, w postanowieniach noworocznych kryje się niekiedy zalążek porażki. Jeśli ktoś mówi: "Po nowym roku zaczynam się uczyć!" lub "Od sylwestra naprawdę zaczynam szukać pracy", to psycholog wie, że postanowienie to z góry skazane jest na niepowodzenie. Skąd to wie? Otóż ludzie, którzy naprawdę pragną osiągnąć cel, nie odkładają tego do nowego roku: "Od dzisiaj, od teraz, od tej chwili się odchudzam (uczę, pracuję, szukam)." W tym odsuwaniu na "jutro" naszych wysiłków kryje się zwycięstwo lenistwa i niewiary. Takie odkładanie jest dobrym sposobem na pozbycie się poczucia winy, że tego nie robimy i dalsze nierobienie tego. Prócz zmniejszenia wyrzutów sumienia w ten sposób nie osiągniemy jednak żadnego innego celu. "Jutro", czy "w nowym roku" będzie nam samo trudno jak dzisiaj.
    Może być tak, że nasze postanowienia są szczere - naprawdę gotowi jesteśmy do wysiłku, a wypowiedzenie życzenia noworocznego nadaje naszemu działaniu szczególnej mocy. Mimo to pojawia się inny problem. W gruncie rzeczy banalny, aczkolwiek storpeduje nasze plany. Jaki?
    Otóż prócz postanowienia i motywacji równie ważna jest świadomość tego, jakie działania musimy podjąć, aby zbliżyć się do celu. A z tą świadomością u nas różnie bywa. Jeśli np. chcę dostać stypendium naukowe, ale jestem przekonany, że zależy to jedynie od życzliwości egzaminatorów (a nie od mojej pracy), to z góry skazuję się na niepowodzenie. Jeśli chcę osiągnąć cel, to muszę mieć też plan jego osiągnięcia. Muszę wiedzieć, jakie moje działania zbliżają mnie do niego, a jakie oddalają. Gdy jestem przekonany, że osiągnięcie celu nie zależy ode mnie, ale np. od losu lub życzliwości innych ludzi - czeka mnie porażka. Nie pozostaje mi bowiem nic innego, jak trzymać kciuki za los lub wierzyć w życzliwość ludzką. To jedyne, co mogę zrobić. W ten sposób jednak cel się nie zbliża.
    Ostatnia przeszkoda na horyzoncie! Bywa, że wiem, czego chcę, wiem, co muszę robić, aby to osiągnąć i mam motywację do wysiłku. Drobnymi krokami zbliżam się do celu. Jednak u celu może czyhać ukryta pułapka. Otóż, mogę stracić zdolność cieszenia się moim marzeniem (psychologowie nazywają to "depresją szczytu"). "Notoryczny spóźniacz", który przez cały styczeń przychodził do pracy punktualnie, pierwszego lutego spóźnia się i zaczyna myśleć: "No tak, wszystko stracone. Nigdy nie uda mi się nic osiągnąć. Znowu zaczynam się spóźniać". Wpada w rozpacz i poddaje się. Tymczasem było to tylko jedno spóźnienie. Namiętny palacz, który po miesiącu zapalił tylko jednego papierosa, przecież nadal jest abstynentem. Gdy osiągamy nasze cele, wyglądają one niekiedy inaczej niż sobie to wyobrażaliśmy. Trzeba się umieć z tego cieszyć. A nie każdy to potrafi.

M. Florkowski


1994 - 2007 © Borkow

zowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">