Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 46


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





PIŁKA MIĘDZY BLOKAMI

    Jesień w pełni, a niebawem pewnie przyjdą mrozy i problem, o którym chcę wspomnieć, na kilka miesięcy uśnie snem zimowym, ale może tym bardziej warto tak na spokojnie o nim podyskutować (do czego też czytelników zapraszam).


Młodzi piłkarze z ul. Kwiatowej

    Chodzi o malców grających w piłkę nożną wśród osiedlowych bloków. Być może dziś futbol w Polsce nie jest tak popularny jak w czasach mojej młodości, ale na szczęście nie brak umorusanych chłopców, uganiających się za piłką na zielonych skwerkach między drzewami, pod trzepakiem czy - co gorsze - tuż pod oknami. Pół biedy, kiedy piłkę kopią maluchy, którzy trawnikom i szybom krzywdy wielkiej nie zrobią. Gorzej, gdy już lekko przerośnięta młodzież ugania się za futbolówką pod naszymi oknami, wystawiając na próbę nie tylko nasze nerwy drżące z obawy przed wybiciem szyby, lecz również narażając uszy na niezłą wiązkę hałasu, tudzież niezbyt cenzuralnych okrzyków. I tu rodzi się konflikt, gdzie po jednej stronie mamy pełnych wigoru, nie zawsze grzecznych chłopaków, wspieranych niekiedy przez ich rodziców, zaś po przeciwnej stronie "osiedlowej barykady" są na ogół starsi, często schorowani ludzie, których każdy głośniejszy krzyk lub muzyka przyprawia o dreszcze, a uganiające się pod oknem dzieciaki wywołują niemal furię.


Pod sznurami do prania też można grać w piłkę.

    Co robić, by jeszcze bardziej nie zaognić tego konfliktu? Ideałem byłoby urządzenie małych boisk międzyblokowych, w bezpiecznej odległości od szyb. Ale obecnie trochę późno o tym myśleć, zresztą każdy wolny placyk jest wykorzystywany na parking. Cóż, samochodów mamy więcej niż piłkarzy. Owszem był jeden placyk na os. Zamkowym między blokiem 23 i 25, wybetonowany, powstały z myślą o grach sportowych. W latach 80-tych tętnił sportowym życiem. - To prawda, nie zawsze grali tam najmłodsi piłkarze. Kilka wybitych szyb i chęć "świętego spokoju" części lokatorów oraz kierownictwa Spółdzielni Mieszkaniowej przegnały stamtąd sportowego ducha. Dziś w spokoju "kwitną" na placyku betonowe gazony, a malce grają opodal - pod sznurkiem do prania.


    Jak przyznaje prezes Spółdzielni - Z. Kidziak, problem był i pozostanie, gdyż różni pod względem wieku ludzie w blokach mieszkają, a poza tym nikt tu - na os. Zamkowym nie wykombinuje boiska, bo lokatorzy żadnego bloku nie zgodzą się na to. W lepszej sytuacji jest os. Piastów, gdzie w pobliżu bloków mamy spory kawałek niezabudowanego terenu, na którym postawiono bramki, a między nimi młodzież gania za piłką, nie wadząc nikomu. Osiedle przy ul. Kwiatowej też ma trochę zielonej przestrzeni i przede wszystkim prawdziwe boisko piłkarskie tuż za miedzą (przy ul. Sportowej). Najbardziej pokrzywdzone w tym względzie jest więc os. Zamkowe. Nic dziwnego, że tu też najostrzej te futbolowe utarczki występują. Niekiedy przybierają trochę karykaturalne formy - zabierania piłek, kłótni rodziców małych graczy z pragnącymi spokoju lokatorami, skarg zanoszonych do Spółdzielni. Nie wiem, czy kiedykolwiek wzywano policję, za to - jak twierdzi jedna z zainteresowanych osób - na kilka godzin "zaaresztowano" niesfornego futbolistę, czyli po prostu zamknięto w prywatnym mieszkaniu. Mogłaby z tego być niezła afera, na szczęście strona poszkodowana podeszła do sprawy bardziej "na luzie". I słusznie, bo przecież problem piłki osiedlowej nie jest wart sąsiedzkiego konfliktu. Odrobina tolerancji i życzliwości wzajemnej powinny wznieść się ponad utarczki. Mali futboliście winni częściej być pouczeni przez swych rodziców, aby o pół tonu ciszej i pół metra dalej od okien toczyli swe piłkarskie boje. Zaś starsi lokatorzy, choćby przez wzgląd na wspomnienie swej piłkarskiej młodości, niech z odrobiną pobłażania spojrzą na chłopców uwijających się za piłką. Kto wie, może z tych małych Zidanów i Ronaldów wyrosną gwiazdy polskiego futbolu. I patrząc na ich strzały w samo okienko bramki, bez urazy wspomnimy trafienia piłką w nasze okno. A nawet, abstrahując od tego - wszystkich nas powinno cieszyć, że w dobie przykuwających młodzież programów telewizyjnych i internetowych pogaduszek jest jeszcze grono zapaleńców, którym zdrowe bieganie za piłką sprawia więcej radości.

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow

szowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">