Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 38


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





UŻYCZENIE DLA POSŁA

    Sprawa wybuchła na ostatniej sesji powiatu, kiedy to radny Kazimierz Obsadny oznajmił, że poseł PSL Józef Gruszka otrzymał z Agencji Rolnej Skarbu Państwa znaczący kawałek gruntu w nieodpłatne użytkowanie. Prawdopodobnie prawo nie zostało tu złamane, co nie znaczy, że choćby pod względem moralnym wszystko jest w porządku. A to istotne tym bardziej, iż całe "zamieszanie" dotyczy osoby z pierwszych stron gazet, posła kierującego obecnie pracami komisji do spraw Orlenu, czyli - jak zostało zauważone - "pierwszego sprawiedliwego", a w każdym razie człowieka, który powinien stać poza wszelkimi pomówieniami. Czy rzeczywiście?


Jesienią W. Motyl przygotował pole pod uprawy, wiosną siał już kto inny...

    Sporny kawałek ziemi to ponad 40 ha leżące na pograniczu Olszyny i Rojowa. Stanowi własność Gospodarstwa Rolnego Skarbu Państwa w Sycowie z siedzibą w Przygodzicach. Administrator tegoż gospodarstwa - p. Leszek Iliński, udzielił dość wyczerpujących wyjaśnień dotyczących zasad przyznawania przez Agencję ziemi, nakreślając przy tym historię gruntów będących w zainteresowaniu posła.
    "Jest to tzw. folwark Olszyna, byłego PGR Mianowice. Decyzją byłego woj. kaliskiego został przekazany do zasobów Agencji. Bodaj w 1998 r. w drodze przetargu wydzierżawiła to firma Trasko. Później z tej firmy wyłoniła się spółka "Budhal", która kontynuowała dzierżawę. Jednakże w ostatnich latach słabło zainteresowanie dzierżawcy nabytymi gruntami, przez co znajdujące się tam dwa budynki popadły w ruinę. Ponieważ z naszej strony prowadzono nadzór właścicielski, wystosowaliśmy zalecenia pokontrolne, wzywające do usunięcia zaniedbań. Tego nie zrobiono, wobec czego 27 stycznia br. umowa została rozwiązana, a 10 lutego protokołem zdawczo-zbiorczym, ziemia ta została przejęta z powrotem do zasobów Agencji."
    Z wypowiedzi p. Ilińskiego wynikało też, że Agencja ponadto wkroczyła na drogę sądową, dochodząc odszkodowania od byłego dzierżawcy, jednakże w tej sprawie są też inne pozwy, między innymi z żądaniami zwrotu nieruchomości. Mówiąc krótko - przyszłość spornego gruntu znalazła się w zawieszeniu. W takich sytuacjach, aby ziemia nie leżała odłogiem, istnieje możliwość użyczenia jej w nieodpłatne użytkowanie. Użyczenie jest - jak zapewniał administrator - jedynie na okres wegetacyjny, czyli od siewu do zbioru (ok. 4-5 miesięcy). Właśnie tutaj takie użyczenie nastąpiło, a osobą (jedyną), która o przejęcie tego gruntu wystąpiła, był Józef Gruszka.
    Jednakże nie wszystko wygląda tak prosto, wiadomo bowiem było, również ludziom z Agencji, że dotychczas podolszyńskie grunty uprawiał Wiesław Motyl. Robił to od czterech lat, obsiewając pole mieszanką i kukurydzą. "To prawda - przyznaje p. Motyl - moja umowa z firmą dzierżawiącą ten grunt była nieformalna, ale Agencja wiedziała o tym. Spodziewałem się, że zostanie ogłoszony przetarg na tę ziemię. Co wtorek szukałem ogłoszenia w "Gazecie Poznańskiej". Przed zimą pole zostało zaorane, przygotowane do wiosennego siewu. W końcu dzwonię do Agencji, a tu okazuje się, że tę ziemię przekazano w trybie bezprzetargowym. Nie mówiono mi, komu te grunty oddano, choć "pocztą pantoflową" dowiedziałem się, że jest to poseł Gruszka. Wiem, że nie mam szans, bo nie dysponuję żadną spisaną umową, a to, że poniosłem nakłady niewiele znaczy." Wiesław Motyl ma prawo być nieco rozżalony, o powierzone mu grunta dbał rzetelnie - orał, obsiewał, przeprowadzał kultywację... Tymczasem w podzięce nikt nawet nie bąknął, że mógłby dalej uprawiać tę ziemię, tylko na innych zasadach. Poseł za to był świetnie zorientowany (poinformowany) i bezbłędnie się domyślał, że właśnie ten piękny kawałek olszyńskich gruntów jest do przejęcia. Na dodatek szczęśliwym trafem był jedynym beneficjentem w tej sprawie.
    Z informacji przedstawiciela Agencji wynikało, że pierwsza umowa przekazująca J. Gruszce bezpłatne użytkowanie gruntu upłynęła 31 sierpnia. Ale nieoficjalnie wiadomo, że już wpłynął wniosek o przedłużenie umowy, pewnie także bezkonkurencyjny.
    Uprawianie ziemi to chwalebna rzecz, ma do tego święte prawo również każdy polityk. Szkoda tylko, że w tej sprawie mnożą się wątpliwości. Cały ten pęd do posiadania ziemi przez wielu jest kojarzony z tzw. dopłatami bezpośrednimi, które rolnicy w zależności od posiadanych (albo tylko uprawianych) hektarów mają otrzymać z UE. Za wspomniane tu 40 ha można by dostać ponad 20 tys. zł. To prawda, że dopłaty obliczane są na rok, tu zaś użyczenie trwało ok. 5 miesięcy, ale nie wiadomo, jak zbilansuje się po ewentualnych kolejnych przedłużeniach umowy.
    Przytoczone tu wątpliwości mógł rozwiać jedynie sam zainteresowany. Niestety, poseł zajęty pracami w Sejmie i we wspomnianej na wstępie komisji, okazał się nieuchwytny, zaś pracownicy jego biura nie czuli się na siłach, aby ingerować w - ich zdaniem - prywatne sprawy parlamentarzysty.
    40 ha obszar ziemi leżącej na rojowsko-olszyńskiej granicy wabi swym urokliwym położeniem. Dopłaty unijne kuszą zaś wizją łatwego zysku. Uleganie tym pokusom nie stanowi jeszcze bezprawia. Jednak dla higieny życia politycznego, dla wiarygodności toczących się w Sejmie spraw, dla czytelnego oddzielenia prywaty od sprawowanego mandatu, można by oczekiwać, aby każdy mieniący się politykiem nie dawał wodzić się na pokuszenie.
    Ale może od tzw. klasy politycznej za wiele wymagam?

K. Juszczak


1994 - 2007 © Borkow

rzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">