Czas Ostrzeszowski

  » Czas Ostrzeszowski\2004 rok\Numer 14


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Gruszki na wierzbie, czyli polska bieda

    I stało się... Obiecane gruszki na wierzbie nie wyrosły. Buńczuczne zapowiedzi polityków z czasów kampanii wyborczej do Sejmu nie ziściły się. Obiecywanych sukcesów gospodarczych, wymuszających wzrost standardów życiowych społeczeństwo nie może jakoś dostrzec - w przeciwieństwie do elit sprawujących władzę w kraju, w ustach których pełno chełpliwych frazesów. Postępujący wzrost liczby bezrobotnych sprawia, że sfera ubóstwa powiększa się i obejmuje coraz szersze warstwy lokalnych społeczności. Powiększeniu ulegają też dysproporcje między biednymi a bogatymi nie tylko w skali globalnej, ale przede wszystkim w środowiskach lokalnych i wiejskich. Dotyczy to również mieszkańców Ostrzeszowa i okolic, których ubóstwo jest przedmiotem zainteresowania niniejszego artykułu.
    Czasy, w których żyjemy, naznaczone są pragnieniem gromadzenia dóbr materialnych i pomnażaniem osobistych zysków za wszelką cenę. Wprawdzie jest rzeczą naturalną i słuszną, aby każdy człowiek wykorzystujący własne talenty i możliwości dążył do zapewnienia sobie i rodzinie satysfakcjonującego standardu życiowego, ale jest sprawą naganną, gdy dążność do posiadania przemienia się w żądzę osiągnięcia zysków z pogwałceniem norm moralnych, co dziś zdaje się być dość powszechną normą. Nieokiełznana chęć bogacenia się prowadzić może w prostej linii do ubóstwa dotykającego wiele ludzkich istnień, dlatego niezbędny jest wysiłek do promowania postaw zmierzających do wzięcia w obronę ludzi ubogich. Bogactwo i bieda parami chodzą; razem idą przez świat, nie żyją w symbiozie. Bogactwo jest wartością nabytą, ale ulotną, a pragnienie posiadania nadmiernych ilości dóbr materialnych może zaślepić człowieka i sprawić, że między bogatym a biednym zalegnie ciemność. Może on doprowadzić do zaniku wrażliwości na los i na potrzeby człowieka żyjącego w warunkach biedy materialnej, który chętnie by się posilił okruchami spadającymi ze stołu bogacza, ale najczęściej nikt mu ich nie poda.
    W świadomości ludzkiej - od niepamiętnych czasów - funkcjonuje slogan o treści: "Syty głodnego nie rozumie". Zasadności tego spostrzeżenia dzisiaj nikt rozsądny nie odważy się podważyć wobec faktu, że na gruncie przemian ustrojowych i trwającej wciąż restrukturyzacji gospodarki w krótkim czasie wyrosła nowa warstwa ludzi przedsiębiorczych, którym "powiodło" się, co w efekcie umożliwiło im osiągnięcie stosunkowo wysokiego poziomu życia. Ale obok nich swój nędzny żywot prowadzi inna, przeciwstawna warstwa ludzi tak zwanych "odrzuconych", czyli ofiar zachodzących przemian, którzy z racji swego niezawinionego ubóstwa stali się kłopotliwym obciążeniem, przed którymi opieka społeczna bezradnie rozkłada pomocne ręce. Niestety opieka też potrzebuje opieki - finansowej, wobec faktu, że gruszki na wierzbie jednak nie wyrosły.
    A lament tych ubogich, przez wszystkich opuszczonych ludzi - choć rozlega się zewsząd, jest zbyt słaby, by był słyszany przez kogokolwiek. Więc ledwie egzystując głodują, cierpią w milczeniu, popłakując z cicha. Jedynym ratunkiem dla tych ludzi są śmietniki miejskie i to, co w nich znajdują dla swych potrzeb.
    Obok wrodzonej skłonności do gromadzenia dóbr materialnych i ciągłego ich pomnażania winna nas cechować dobroć i życzliwość, wyrażające się zwiększoną wrażliwością na ludzką biedę i skłonność do pomocy, szczególnie dziś, gdy istnieje duże zapotrzebowanie na ludzkie odruchy dobroci.
    Towarzyszyć temu winna niezbędna, skuteczna i coraz powszechniejsza pomoc materialna ludziom skrzywdzonym przez los i pozostawionym "samym sobie" na łasce losu, bez środków do życia, do których - zdarza się - tylko sporadycznie ktoś dotrze i coś niecoś "podrzuci" z tego, co mu zbywa, a nie zaspokoi potrzeb obdarowanego i nie uspokoi sumienia darczyńcy.
    Cóż więc należy czynić?
    - Głodnych nakarmić
    - Nagich przyodziać
    - Strapionych pocieszać
    - Chorych odwiedzać.
    Takie są wskazania dane ludzkości 2000 lat temu, które wciąż mają moc obowiązującą i winny być składnikiem naszego chrześcijańskiego życia. "Bo nikt nie powinien czuć się zwolniony od obowiązku wspierania materialnego ludzi ubogich" (J.P.II)
    Ale... aby skutecznie wyprowadzić ludzi z biedy materialnej w naszym środowisku, potrzebny jest powszechny zryw ludzi dobrej woli, także społeczników o wrażliwym sercu, gotowych dobro systematycznie świadczyć na ich rzecz. Bo sporadyczne datki sytuacji nie uzdrowią i biedzie nie zaradzą.
    Wobec ogólnej inercji i bezradności terenowych agend rządowych może warto by "skrzyknąć" się i w oparciu o wspólnie wypracowany sensowny program naprawczy przedsięwziąć jakieś działania zmierzające do poprawy bytu materialnego ludzi ubogich. Nie tylko nam bliskich, ale często obcych zupełnie nieznanych, którzy na głos dzwonu, reagują spontanicznie, wysupłując ze swych chudych sakiewek, co im dyktuje serce. Cieszy ta zauważalna i coraz powszechniejsza troska o ludzi ubogich, - smuci, że ta samarytańska postawa nie obejmuje większej grupy ludzi, którzy nie bardzo mogą się pochwalić swą hojnością z powodu, no właśnie - z powodu jej braku.
    Mieszkańcy Ostrzeszowa i okolic są zróżnicowani pod względem statusu materialnego, co jest oczywiste i zrozumiałe, ale nie dla wszystkich. Dla wielu głów opinia ta nie dociera. Bieda nie jest krzykliwa, nie afiszuje się, a powinna być upubliczniona.
    Czas, w którym żyjemy, nie należy do radosnych. Radość przeplata się ze smutkiem, a bogactwo egzystuje obok biedy. Ludzie zamożni jedzą i piją, żyją w błogim stanie samozadowolenia, cieszą się radością pozorną... Biedni natomiast są niedożywieni, zestresowani - nawet ich łzy smutku są gorzkie. Kto zabrał im radość życia? Kto nie czyni nic, aby im tę radość przywrócić?
    A więc kto może, niech woła... - choćby na pustymi. Może choć echo tego wołania dotrze do wielu głów i stanie się głosem upomnienia się ludzi cierpiących niedostatek, których niemal codziennie życie stawia wobec wyboru: chleb, lekarstwo czy droga książka do wymagającej szkoły?
    Więc kto ma być głosem wołającym? Wszyscy, którym sumienie lub powinność zawodowa nakazuje. Opieka Społeczna, PCPR, Kościół... Tak, Kościół to wspólnota ludzi wierzących i praktykujących. To my - ludzie dobrzy i źli, bogaci i biedni, syci i głodni, szczodrzy i wielcy skąpcy... Prawdziwa mozaika negatywnych ludzkich postaw moralnych, które kształtują wizerunek Kościoła w oczach ludzi jemu niechętnych. Ale powinno się też otwarcie mówić o przejawach wszelkiego zła, które dostrzegamy w nas i o znieczulicy, bo na tym polega misja nauczycielska Kościoła, który tworzymy aby ubogich wziąć w obronę, a zamożnych zachęcić do pełnienia dobrych uczynków. Bowiem jest wielu pośród nas, którzy niezwłocznie powinni przystąpić do rachunku sumienia - zwłaszcza z przykazania miłości bliźniego, aby uznawszy swoje zaniedbanie, w poczuciu winy czynić zadośćuczynienie.

AS


1994 - 2007 © Borkow

=czasostrzeszowski&r=ns.gif" tppabs="http://stat.4u.pl/cgi-bin/s.cgi?i=czasostrzeszowski&r=ns" width="1" height="1">