» Numer 44


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Ocknął się, gdy waliły się ściany



Opiekowałem się tym domem - mówi p. H. Guzenda

    25 października. Sytuacja jak w filmie. Mroźna, zbyt mroźna jak na koniec października noc - ok. pierwszej. Ruchliwa trasa nr 11 wyjątkowo pusta. Wieje lekki wiatr, liście spadają z drzew. Chce się spać... Młody kierowca wiezie samochodem ciężarowym z naczepą 24-tonowy ładunek. Jedzie z Sosnowca. Mija światła na skrzyżowaniu w Ostrzeszowie. Cicho gra radio, w szoferce jest spokojnie, ciepło, zbyt spokojnie, zbyt ciepło. Już Niedźwiedź, jest coraz bliżej celu. Po lewej stronie stacja benzynowa, nie musi tankować, ma zapas paliwa, starczy mu spokojnie. Myśli o swoim 3- letnim synku, żonie. Pewnie już śpią. Jeszcze godzina i on też będzie w domu. Silnik pracuje równo, miarowo....
    Nagle słyszy trzask, niesamowity zgrzyt i opór. Natychmiast dociera do jego świadomości, że zasnął za kierownicą, a teraz pruje potężnym ciężarem ścianę przydrożnego domu. Wyskakuje z auta. Jest też inny kierowca, który przybiegł na pomoc. Widzą powaloną ścianę domu, osunięty dach, rumowisko. Biegną do środka - co z mieszkańcami, czy są ranni? Nikogo nie widać, cisza. Nagle, jak wybawienie słyszą głos pana Henryka Guzendy - nadzorcy domu, sąsiada, który zbudzony hałasem, przyszedł sprawdzić, co się stało: "tu nikt nie mieszka". Oddychają z ulgą. Nie ma ofiar!
    Nadjeżdża policja. Kierowca chce, by sprawdzono go na alkoteście, wie, że jest trzeźwy, że nie naruszył żadnych przepisów, czas pracy też jest prawidłowy. Zawiódł jego organizm. Coś ukołysało go do snu, wystarczył moment, ten nieuchwytny moment, kiedy człowiek traci świadomość, kiedy po prostu zasypia. Nie obudził się nawet, gdy przez rów wjechał w pole, ocknął się dopiero, gdy taranował jak buldożerem frontową ścianę budynku.


    Po załatwieniu formalności w KPP, gdzie ukarano go mandatem, wraca do swego auta, by do rana czekać, aż odholują je na parking.
    Dzwoni do żony, ta płacze, jest zdenerwowana, ale przecież w tej sytuacji można mówić tylko o szczęściu. Straty materialne są duże, ale nie ma ofiar. Ten bilans jest korzystny dla obu stron - również dla właścicieli domu - rodziny L. z Ostrowa. Gdyby tej nocy spali w pokoju od frontu...


    Pani Maria L. jest przygnębiona. Z domem tym łączy się tyle wspomnień. Teraz widok zwalonych murów, zniszczonego wnętrza wywołuje tylko ogromny smutek, żal. "Trzeba będzie go rozebrać, chyba nic innego nie pozostaje. Moja babcia mieszkała tu 30 lat i nigdy nie zdarzył się żaden podobny wypadek. A w ostatnim czasie ciągle coś się tu dzieje, dopiero co naprawiliśmy płot, bo kilkanaście dni temu samochód zatrzymał się tuż przy murach, niszcząc tylko opłotowanie. Żal mi tego domu, lubiłam tu przyjeżdżać, odpoczywać, również mój syn Arkadiusz, który jest właścicielem, przyjeżdżał tu czasami. Trudno, musimy się pogodzić, że domu już nie ma. Byliśmy ubezpieczeni, ale odszkodowanie nie zastąpi nam domu, z którymi wiąże się tyle wspomnień".


    Odchodzę z miejsca wypadku, patrzę na ruiny budynku, który jeszcze kilka godzin temu stał sobie spokojnie wśród pól. Teraz ruszony z posad, przesunięty, powalony, jakby z wielką otwartą raną, przez którą wyziera jego wnętrze. Nad drzwiami nienaruszony krzyż; oparty na podłodze, przekrzywiony obraz Matki Boskiej... Tym razem Opatrzność czuwała nad ludźmi, tylko nad ludźmi.

S. Szmatuła


1994 - 2007 © Borkow