» Numer 39


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Moje spotkanie z Syberią
Część VII w Sljudance, Śnieżnoku i Bajkalsku

    Po sympatycznej wizycie w Wierszynie nadszedł czas, aby opuścić Irkuck. Następnych kilka dni spędzimy w Sljudance. Podróż do tej miejscowości pociągiem podmiejskim zajmuje nam 3 godziny. Na miejscu witają nas leśnicy, którzy będą naszymi przewodnikami po okolicy
    Sama Sljudanka to dość urokliwa miejscowość, w której podziwiać można wspaniałe krajobrazy. Pełno tu wzniesień porośniętych lasami. Niekiedy góry schodzą wprost do Bajkału. Nad jeziorem znajdują się zakątki z kamienistą plażą, półwyspami, mieliznami, które wieczorem, przy zachodzie słońca stwarzają bardzo romantyczną atmosferę. Pierwszy wieczór w Sljudance spędzamy właśnie w tych urokliwych zakątkach.
    Sljudanka to jednak nie tylko wspaniałe krajobrazy. Miejscowość ta słynie bowiem z wielkich podziemnych kopalni. Wydobywano w nich przede wszystkim mikę w postaci apatytu i flogopitu. Prócz tego okolica obfituje w szereg innych minerałów, których liczba szacowana jest na ok. 250 rodzajów. Niestety obecnie wszystkie kopalnie są już nieczynne (ostatnią zamknięto w latach 60. XX w.). Podobno można znaleźć miejscowych przewodników, którzy oprowadzają po kopalniach. Można w ich wnętrzu podziwiać ciekawe formy naciekowe. Zwiedzanie takie jest jednak nielegalne oraz niebezpieczne ze względu na możliwość zawalenia się stropu lub pobłądzenia w gmatwaninie korytarzy.


    Niemożność zwiedzania kopalni rekompensuje miejscowe muzeum mineralogiczne Żigałowa. Obiekt ten jest własnością prywatną. Za drobną opłatą podziwiać tu można nie tylko okazy miejscowych minerałów, ale także pochodzących z różnych zakątków świata. Wśród eksponatów znaleźć można bursztyn. Jak twierdzi właściciel, okazy pochodzą z Polski.
    Po zwiedzeniu muzeum dokonujemy zakupu niektórych minerałów w przylegającym sklepiku. Ceny wprawdzie nie są najniższe, ale warto kupić na pamiątkę niektóre okazy, zwłaszcza te, które występują tylko na Syberii (np. czaroit - kamień o fioletowej barwie). Właściciel muzeum posiada również do dyspozycji tani i skromny, ale za to wygodny hotelik. To właśnie w nim będziemy mieszkać przez kilka następnych dni.
    Kolejny dzień to kontakty z miejscowymi leśnikami oraz wyjazd do miejscowości Śnieżnok.


    Podczas zwiedzania pobliskiej szkółki leśnej z sosną limbą doznajemy małego szoku. Zaprowadzono nas bowiem na powierzchnię, która wyglądała jak łąka porośnięta rumiankiem. Po chwili uświadomiono nas, że to właśnie jest szkółka leśna. Po rozchyleniu trawy i bacznemu przyjrzeniu się, można było dojrzeć 3-letnie sadzonki sosny limby. Wyjaśniono nam, że szkółka musi być prowadzona w taki sposób, gdyż podczas lata ziemia szybko ulega wyschnięciu i sadzonki narażone byłyby na zagładę ze względu na brak wody oraz z powodu silnej operacji słonecznej. Trawy natomiast pozwalają zachować odpowiedni mikroklimat sprzyjający rozwojowi młodych sosen. Dla nas, leśników, mających zupełnie inne wyobrażenie o gospodarce szkółkarskiej, jest to całkiem nowe doświadczenie.
    Od południa jesteśmy już w miejscowości Śnieżnok. Podobno w zimie pokrywa śnieżna wysokości 2m jest tu rzeczą normalną. Resztę dnia spędzamy nad, jak twierdzą miejscowi, ciepłymi jeziorami. Przy pierwszym kontakcie z wodą wydaje mi się, że woda jest tu chłodna, jednak podczas kąpieli można było wyczuć cieplejsze prądy. W gruncie rzeczy porównując temperaturę wody tutaj z temperaturą wody w Bajkale, śmiało można nazwać te jeziora ciepłymi.
    Roztaczają się tutaj tez wspaniałe widoki na wznoszące się szczyty porośnięte lasem iglastym. Bardzo malowniczo prezentuje się także znajdująca się w pobliżu rzeka Śnieżnok. Jest to typowo górska rzeka z krystalicznie czystą wodą. Szerokość jej w miejscu, w którym byliśmy, mogła dochodzić do 500m. Strumień wody podzielony jest rozlicznymi kamienistymi wysepkami.


    Po kolejnej nocy w przytulnym hoteliku w Sljudance wyruszamy do Bajkalska. Dziś mamy zaplanowany rejs statkiem po jeziorze. Jadąc do portu, z którego mamy wypłynąć, mijamy ogromny zakład celulozowy. Podobno jest to jedyne znaczące źródło zanieczyszczenia Bajkału.
    Nasz statek już czeka. Ładujemy drobne zapasy na pokład i wyruszamy. Załogę okrętu stanowią dwaj marynarze, z którymi podczas rejsu nawiązujemy bliższą znajomość. Czasem pozwalają nam nawet stanąć za sterem. To ciekawe uczucie móc prowadzić taką łódź. Celem naszej wyprawy jest drugi brzeg jeziora. Płyniemy oczywiście w poprzek Bajkału, gdyż wyprawa wzdłuż zajęłaby nam zapewne kilka dni. Kierunek wyznaczają nam tylko przyrządy nawigacyjne, m. in. GPS.
    Podczas rejsu dużo dyskutujemy o dotychczasowych wrażeniach. Wszyscy jesteśmy zadowoleni i nikt nie żałuje nawet przez chwilę, że zdecydował się na wyjazd na Syberię. Ponadto delektujemy się wędzoną rybą - oczywiście omulem. Po ok. 2 godz. docieramy do drugiego brzegu, który wita nas niecodziennym widokiem. Skalne pionowe ściany bezpośrednio zanurzają się w tafli jeziora. Cumujemy na kamienistej plaży. Jest słonecznie i bardzo ciepło. Teraz już nikt nie jest w stanie oprzeć się kąpieli w tym jeziorze. Nawet najbardziej oporni, przy naszej niewielkiej pomocy, zanurzają się w wodzie Bajkału.
    Marynarze przygotowują dla nas pyszną potrawę z surowego omula. W okamgnieniu zjadamy spory garnek tej strawy. Ryba tak nam smakuje, że prosimy o przepis, którym chciałbym się podzielić z czytelnikami "Czasu".



Czocha - omul w occie
    Świeżą surową rybę (w naszych warunkach najlepiej śledź) filetować i pokroić na kawałki z cebulą. Posolić. Zalać zalewą octową na 5 minut (pełne zanurzenie ryby), odlać zalewę i potrawa gotowa do spożycia.
    Zalewa octowa: 1 szklanka wody +1 łyżka octu.

    Jakieś 200m od miejsc, gdzie zacumowany jest nasz statek, przebiega linia kolei transsyberyjskiej. Z pierwotnej trasy wiodącej z Irkucka wzdłuż Angary do Bajkału, a następnie wzdłuż jeziora do Sljudanki, zachował się do czasów obecnych jedynie 80-km odcinek (z Irkucka do Sljudanki). Reszta trasy została zatopiona po zbudowaniu na Angarze w Irkucku zapory wodnej. Obecnie trasa ma charakter raczej turystyczny. 2-3 razy dziennie kursuje na niej pociąg, pokonując 80km w 5 godzin. Pociąg jedzie wzdłuż Bajkału 50m nad powierzchnią wody, poprzez rozliczne mosty, tunele wąwozy. Ciekawostką jest fakt, że w trakcie budowy tej trasy w latach 1902-1904, aby przedostać się przez rozliczne zbocza górskie opadające wprost do jeziora, zużywano ogromne ilości materiałów wybuchowych (średnio na 1km 1 wagon środków wybuchowych).
    Będąc tak blisko słynnej trasy, musieliśmy przyjrzeć się jej z bliska. W miejscu, w którym się znajdowaliśmy, z prawej strony zbocze górskie schodziło prawie do samych torów, 50 m dalej, po lewej stronie, rozpoczynało się następne wzniesienie i w końcu tory zniknęły w 200-metrowym tunelu. Z tunelem tym związana jest pewna historia. Inżynier, który go budował, rozpoczął pracę z dwóch przeciwległych kierunków. Na pewnym etapie stwierdził, że popełnił błąd w obliczeniach i w związku z tym dwa zespoły pracujące przy budowie tunelu rozminą się. Przekonany o swej racji, wiedząc, że błąd odczytany będzie zapewne za wrogie nastawienie do ówczesnej władzy i chcąc uniknąć konsekwencji, popełnił samobójstwo. Jak się jednak później okazało, obliczenia były prawidłowe i zespoły robocze zeszły się w określonym punkcie, a tunel do dnia dzisiejszego stoi i jest prosty jak strzała.
    Po powrocie na statek odbijamy od naszej zatoczki i wracamy do Bajkalska, a następnie do Sljudanki.

Marcin Frąckowiak


1994 - 2007 © Borkow