» Numer 36


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Niczego sobie nie odmawiałem!

    Pan Ludwik Zaremba urodził się 17.08.1903 r. Mieszkał w Strzyżewie (gm. Sieroszewice). W 1927 r. wraz z rodziną przeprowadził się do Mikstatu. Z zawodu jest fotografem.
    W wieku 13 lat został posłany na służbę do pana, aby paść krowy. Pod swoją opieką miał 11 krów i byczka. Co jest zadziwiające, stulatek pamięta do tej pory wszystkie imiona krów. Sama chciałabym mieć taką pamięć.


    Przeżył Pan aż 2 wojny światowe. Jak wspomina Pan te czasy?
    Lata wojenne wspominam bardzo dobrze. Podczas wojny w Niemczech był porządek. Bez problemu mogłem kupić denaturat i naftę do mojego aparatu fotograficznego.
    Kiedy kupił Pan swój pierwszy aparat?
    Miałem wtedy ok. 20 lat. Pracowałem przy wycince drzew w lesie i za zarobione pieniądze kupiłem sobie aparat. A obsługi nauczyłem się sam przy pomocy broszurek. W tamtych czasach nie było książek. No może i były, ale nie były dostępne dla biednego, raczkującego fotografa.
    Na jakich uroczystościach robił Pan zdjęcia?
    Robiłem zdjęcia w różnych sytuacjach, nawet dziejowych, np. gdy wojska niemieckie i rosyjskie wchodziły do kraju. Brałem również udział w różnych imprezach okolicznościowych, tj. weselach, pogrzebach, komuniach, chrzcinach. Robiłem fotografie małym dzieciom, starszym i tym, którzy chcieli, bym ich sfotografował.
    A kiedy rozstał się Pan ze swoim zawodem i aparatem?
    Na początku lat 50-tych sprzedałem swój aparat p. Rabiedze z Ostrzeszowa, ponieważ potrzebowałem pieniędzy na budowę swojego domu. W 1957 r. przeprowadziłem się do własnego domu po 30 latach mieszkania na dzierżawie.
    A co Pan może opowiedzieć o swojej rodzinie?
    Moja żona zmarła kilka lat temu. Razem wychowaliśmy 2 dzieci, doczekaliśmy się paru wnucząt, a od paru miesięcy jestem także szczęśliwym pradziadkiem.
    Jak czuje się człowiek, który przeżył 100 lat?
    Gdybym miał lepszy wzrok i słuch, mógłbym żyć jeszcze 100 lat (śmiech). Nie żałuję swojego życia. Niczego bym nie zmieniał. Przez całe życie niczego sobie nie odmawiałem.
    Czy to jest sposób na długowieczność?
    Wydaje mi się, że tak - po prostu żyć, brać życie takie, jakie jest i niczego sobie nie odmawiać, bo życie jest tylko jedno.

    Pan Ludwik nie zajmuje się już fotografowaniem, ponieważ ma problemy ze wzrokiem. Nie potrafi jednak siedzieć bezczynnie, bo, jak uważa, jest to strata czasu. Zajmuje się więc jeszcze pracami ślusarskimi. Córka pana Ludwika powiedziała: "Choć tata ma 100 lat, to jeszcze zdarzy mu się chodzić po dachu domu". Ma krzepę ten stulatek!
    Jako ciekawostkę podam, że p. Ludwik miał założoną kartę zdrowia w latach 80-tych, ale do tej pory nie korzysta z porad lekarzy. Jeśli coś go boli, to zażywa swoje tabletki od bólu głowy, które go nie zawodzą. Nie odmawia sobie też papierosów.
    Myślę, że odwiedzimy pana Ludwika z okazji kolejnych okrągłych jubileuszy.
    Życzymy Panu werwy, animuszu i humoru, który, jak się przekonałam, nie opuszcza Pana ani na chwilę.
    Dziękuję p. Ludwikowi i jego rodzinie za umożliwienie mi przeprowadzenia wywiadu.

D. Lesiewicz


1994 - 2007 © Borkow