» Numer 32


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Ostatnia podróż Sebastiana

    To była jego ostatnia podróż - podróż z ukochanego domu w Bierzowie do jednostki wojskowej w Stargardzie Szczecińskim. Życie napisało najokrutniejszy z możliwych scenariuszy.
    Kiedy w poprzednim numerze "Czasu" pisaliśmy o zaginięciu Sebastiana Daszczyka, nikt z nas ani przez moment nie przypuszczał, że chłopak nie żyje. Ta tragiczna wiadomość dotarła do nas w czwartek 31 lipca. Kiedy rodzice Sebastiana w środę byli w jednostce w Stargardzie, by szukać jakichś śladów, nikt wtedy jeszcze nie wiedział, że rzeczywistość okaże się tak brutalna.


    Zwłoki Sebastiana znalazł, niedaleko za stacją Stargard Szczeciński, przypadkowy przechodzień po dwóch tygodniach od zaginięcia. W tej chwili trwa postępowanie wyjaśniające przyczyny i okoliczności śmierci. Przybyli na miejsce lekarz medycyny sądowej oraz prokurator nie stwierdzili działania osób trzecich.
    Przyczyną śmierci był więc prawdopodobnie nieszczęśliwy wypadek.
    Tyle informacji udzielił nam podinspektor Jan Olkiewicz z KPP w Ostrzeszowie.
    Spróbowaliśmy skontaktować się z prokuraturą w Stargardzie Szczecińskim, by tam uzyskać bardziej szczegółowe informacje. Okazało się jednak, że informacji może udzielić jedynie Prokuratura Wojskowa w Szczecinie. Pułkownik Kołodziejski powiedział: "W sprawie śmierci Sebastiana Daszczyka jest wszczęte śledztwo. Na chwilę obecną nie ma jeszcze wyników sekcji zwłok, są natomiast przesłuchiwani świadkowie i badane są okoliczności śmierci".
    Rodzinie zmarłego - a przede wszystkim rodzicom, siostrom i dziad-kom składamy najserdeczniejsze wyrazy współczucia.
    Ta sprawa poruszyła nas do głębi.

redakcja


1994 - 2007 © Borkow