» Numer 30


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





Nowe twarze w AKS Victoria

Trener

   Marek Chatlinski ma 47 lat i mieszka w Ostrowie. Żonaty, dwie córki- Magdalena i Agnieszka. Urodził się w Pleszewie i tam też rozpoczął karierę zawodniczą. Kolejnym Klubem była Ostrovia Ostrów Wlkp., z którą wywalczył awans do II ligi. W latach 1991-93 występował w Lignomacie Jankowy. W 1993 roku powrócił do Pleszewa, gdzie w tamtejszej stali objął funkcję trenera i równocześnie jeszcze przez rok był czynnym zawodnikiem.
   W 1998 roku został trenerem Ostrovii, którą utrzymał w IV lidze. KolejnymKlubem był Biały Orzeł Koźmin, z którym wywalczył awans do Iv ligi. Następnie prowadził LKS Gołuchów.


   Obserwowałem pracę nowego trenera podczas treningu i przy okazji przeprowadziłem z nim krótką rozmowę.
Czy zdaje Pan sobie sprawę, że będzie pan pracował pod presją, ponieważ Ostrzeszów chce wreszcie zrealizować swój cel - wejść do IV ligi?
   Nie odczuwam tego, ale uważam, że każda drużyna, obojętnie jakiego szczebla, przystępując do gry, zawsze chce osiągnąć dla siebie ten wyższy stopień, chce awansować, czyli każdy trener pracuje pod jakąś presją. Jestem do tego przyzwyczajony. A z faktu, że ambicje zarządu, samych zawodników, miasta są duże, należy się tylko cieszyć i w związku z tym każdy musi robić to, co do niego należy.
Jak ocenia Pan piłkarzy, jak odbiera Pan atmosferę?
   Pracuję dopiero od kilku dni. Praktycznie nie widziałem jeszcze wszystkich zawodników z podstawowego składu, mimo że treningi odbywają się 5 razy w tygodniu. Lepszy obraz drużyny będę miał po kilku sparingów, jakie są zaplanowane.
   Atmosfera jest dobra, warunki do treningów bardzo dobre.
Czego oczekuje Pan od zawodników, czego od działaczy?
   Uważam, że powinniśmy wszystko robić z uśmiechem, ale jednak nie bez profesjonalizmu. Prawdziwymi aktorami są sami zawodnicy i od nich zależy najwięcej, ale muszą tego chcieć. Jeśli podejmuje się wyzwania, czy te małe, czy te większe, to trzeba dać z siebie trochę serca, inaczej nic się nie zrobi. My - działacze, trenerzy, jesteśmy tylko do pomocy w osiągnięciu jakiegoś celu. Jeśli środowisko domaga się gry na wyższym poziomie, to my wszyscy musimy poczuć tę atmosferę i się do niej dostroić.
   Ważne jest też, aby zarząd wypełniał swoje zobowiązania na czas. Wtedy powinno być dobrze. Będzie trzeba dokupić trochę sprzętu, ale są to problemy każdego klubu.


Jest Pan odbierany jako wymagający trener. Jak Pan godzi to z uśmiechem, o którym Pan mówił?
   Każdy trener i zawodnik musi dbać o swój autorytet. Zadaniem trenera jest stwarzanie dobrej atmosfery na treningach - można pożartować i pośmiać się, ale wszystko w określonych ramach bez uszczerbku dla tego, co ma być zrobione. Tu nie ma żadnej "taryfy ulgowej". Zawodnik natomiast musi solidnie i rzetelnie trenować, żeby móc się pokazać przed swoimi kibicami; tylko dobrą grą buduje swój autorytet.
Czego nie lubi Pan na boisku?
   Może powiem, co lubię. Jako trener i dawny zawodnik lubię ostrą i zdecydowaną walkę, ale w ramach przepisów. Nie lubię chamstwa i wszystkiego tego, co nie nic wspólnego ze sportem.
Co może Pan powiedzieć o sędziach?
   To jest odrębny temat. Ale krótko można powiedzieć, że sędziowie, tak jak i zawodnicy, czasem mają lepszy dzień, czasem gorszy - jeśli się pomylą, to jest to widoczne. Niektórzy mylą się, bo coś przeoczyli, czegoś nie umieją, inni mylą się, bo chcą i oni właśnie swymi niesprawiedliwymi decyzjami psują widowisko sportowe, ale to są tylko ludzie.
   Będę wymagał od zawodników, by nie prowokowali sędziów. Jest taka zasada - jeśli drużyna gra dobrze, to i sędziowie lepiej gwiżdżą.
   Który z zawodników światowej czołówki jest Pan wzorcem i która drużynę Pan lubi?
   Gdy sam grałem w piłkę. To zawsze stać mnie było na to, aby umieć dostrzec swoje braki i sam, we własnym zakresie starałem się je wyeliminować, trenując dodatkowo indywidualnie. Takich zawodników w ekipie K. Górskiego w latach 70. było wielu. Ze współczesnych wymienię drużynę Francji, a indywidualnie - Zidane.
Czy żona i córki interesują się Pana trenerską pracą?
   Obserwują moje wyniki i cieszą się z sukcesów. Wspierają mnie. Bardzo często przychodzą na mecze, zwłaszcza młodsza córka i żona.

Nowemu trenerowi życzymy dobrej pracy w Ostrzeszowie, ale także i przede wszystkim osiągnięcia z drużyna awansu do IV ligi.

Napastnik

   Piotr Konstanciak ma 23 lata, jest kawalerem. Studiuje na AWF w Opolu. W przyszłości chciałby być trenerem. Pochodzi z Ostrowa Wlkp. Tam się wychował i grał w piłkę. Chce grać w Ostrzeszowie. "Jestem już po wstępnych rozmowach i myślę, że wszystko ułoży się pozytywnie. Choć jestem tutaj pierwszy raz i oprócz Tomka Adamiaka i trenera nie znam nikogo, to koledzy przyjęli mnie bardzo serdecznie. Wyczuwam dobrą atmosferę".


   Kiedy mówiliśmy o tym, że Ostrzeszów w tym sezonie piłkarskim chce kategorycznie wejść do IV ligi, Piotr z humorem to skomentował: "Z takimi obiektami sportowymi, jakie ma Ostrzeszów, wręcz nie wypada grać w okręgówce"

S. Szmatuła


1994 - 2007 © Borkow