» Numer 29


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





SZWALNIA CZY DOM KULTURY?

    Siedem lat temu w Kuźnicy Grabowskiej, w budynku należącym do ZSR zaprzestano nauki. Przez ten czas tylko przy okazji pobytu wycieczek, harcerzy czy nielicznych spotkań tętniło tam życie. Owszem planowano zorganizowanie w zabytkowym dworku Państwowego Ośrodka Metodyczno-Szkoleniowego, ale z braku funduszy na planach się skończyło. Szkoła - dworek, w którym przed laty urodził się twórca elementarza - Falski, powoli zamierała. Ożywienie nastąpiło wiosną tego roku, kiedy mieszkanka Kuźnicy Grabowskiej Elżbieta Pierucka postanowiła urządzić w opuszczonym obiekcie pracownię krawiecką. Uzyskała nawet wstępną akceptację pomysłu przez zarząd powiatu. Wtedy jednak zaistniał spór.
    "Zebrało się pięciu wspaniałych i postanowili być przeciwko - mówi Andrzej Pierucki, mąż wnioskodawczyni. Chcą zrobić tu dom kultury, choć dotąd to nikogo nie interesowało. Przecież lepiej zatrudnić ludzi. Bez sensu robić coś takiego w czasach, gdy większe gminy domy kultury likwidują."
    "Z zawodu jestem krawcową i chciałam otworzyć tu zakład - mówi Elżbieta Pierucka. Widzę, jakie duże jest u nas bezrobocie. Chcieliśmy pomóc sobie i zatrudnić parę osób z tego terenu, szczególnie kobiety. Zwróciłam się do starostwa i 4 czerwca otrzymałam pismo: Zarząd powiatu rozpatrzył wniosek dotyczący wynajmu budynku (…) Zarząd jednogłośnie wyraża wolę wydzierżawienia Pani budynku po szkole rolniczej na zagospodarowanie w nim zakładu krawieckiego na okres trzech lat.
    W imieniu zarządu podpisała pismo wicestarosta Zofia Witkowska. Zaraz potem, jak zaczęłam starać się o ten budynek, zawiązał się tzw. komitet, w skład którego weszli: były dyrektor tej szkoły, sołtys Kuźnicy Grabowskiej, kierownik WTZ, były prezes GS-u i jeszcze jeden człowiek ze wsi Bigosy. Komitet spotkał się z zarządem powiatu i wójtem Kraszewic, by przedstawić im swoje propozycje dotyczące tego budynku. Nie byłam tam mile widziana, ale przyszłam na to spotkanie. Pan Dudka, opiekujący się budynkiem, wystąpił do starosty z prośbą o przekazanie go gminie. Zaproponowali, by wójt Kraszewic przejął go na działalność domu kultury. Kiedy składałam podanie o dzierżawę, rozmawiałam z wójtem. Mówiłam mu, że jeśli będzie potrzebna izba pamięci czy siedziba dla zespołu "Zaprośnianki", to na pewno się dogadamy. Pomieszczeń w budynku jest dużo: trzy klasy, zaplecze, pomieszczenia gospodarskie, zaś na górze są mieszkania. Wójt nie sprzeciwił się komitetowi, ale nie jest pewny, czy miałby pieniądze na Gminny Dom Kultury. W gminach nie brakuje budynków powiatowych. Wątpię, by starostwo chętnie je przekazywało, bo przecież każdy grosz się liczy. Z rozmowy z mieszkańcami raczej wynika, że chcą, by powstał tu zakład krawiecki. Ludzie dojeżdżają do pracy w Kraszewicach, a przecież u nas też jest wielu bezrobotnych. Mężczyznom może łatwiej, ale kobiety naprawdę nie mają tu pracy. Zatrudniłabym 15 osób. Ludzie w Kuźnicy, a przede wszystkim kobiety, które chcą pracować, popierają mnie. Często przychodzą do sklepu i pytają, kiedy otworzę szwalnię. Wiem, że nie będzie to proste, ale jestem człowiekiem zawziętym i jeśli się za coś biorę, to muszę dobrnąć do końca."


    Inne spojrzenie na zaistniały spór przedstawia Waldemar Dudka - były dyrektor ZSR, od kilku lat opiekujący się opuszczonym budynkiem. Z jego opowieści dowiedziałem się, że dworek, w którym się znajdowała szkoła, ma około 150 lat i dość bogatą historię. Obiekt przechodził różne koleje, często niszczejąc, jednakże dzięki władzom Grabowa i społeczeństwu wsi Kuźnica Grabowska został uratowany. W latach 70-tych budynek przekazano pod opiekę ZSR w Ostrzeszowie.
    "Chcemy, żeby ten budynek starostwo przekazało do Urzędu Gminy w Kraszewicach i proponujemy, by przeznaczyć go na działalność kulturalną. Swoje lokum powinien tam mieć zespół "Zaprośnianki". Tu odbywałyby się spotkania rolników - przecież wchodzimy do Unii i one będą konieczne. Chcielibyśmy, żeby mieściło się tu także muzeum regionalne, swoje pomieszczenie mogłoby mieć koło gospodyń wiejskich, a także świetlica terapeutyczna, które nie mają swego lokum. Nie chcemy, żeby p. Pierucka nie miała się gdzie podziać. Jest obiekt na tej samej ulicy, są trzy miejsca, które już dzisiaj może wynajmować: biurowiec po SKR, pół piętra w ośrodku zdrowia, są dwa pomieszczenia po GS. W nich p. Pierucka będzie mogła zatrudnić 40 osób, a nie 10. Nikt tu nie jest opozycjonistą. Od roku mówiono po cichu, że budynek trzeba sprzedać. Pani Pierucka starała się, rozmawiała ze starostą, ale przecież nie ma umowy".
    Dlaczego właśnie teraz komitet wykazuje taką aktywność w zabieganiu o niszczejący dworek?
    "Budynek stał tylko dlatego, że plany były inne - odpowiada p. Dudka. Ówczesny starosta, dzisiaj poseł A. Grzyb planował, że będzie tu Państwowy Ośrodek Metodyczno-Szkoleniowy. W związku z tym myśmy cierpliwie czekali. Sytuacja się zmieniła, zatem wystąpiliśmy z wnioskiem o przekazanie budynku gminie na cele kulturalne. Nie rozumiem tej pani, czy to jest aż tak konieczne, żeby szwalnia była właśnie w tym budynku? Jeśli starosta tak zadecyduje, to tak będzie, ale wiem, że władze nie zgodzą się na to, bo oni teraz będą mieli do czynienia z nami. Jako mieszkańcy mamy prawo współdecydować. Gdybyśmy tego nie zablokowali, to budynek sprzedano by po cichu, poszedłby na jakiś przetarg. Pani Pierucka chciałaby wydzierżawić. Czy zdaje sobie sprawę, ile pieniędzy trzeba włożyć, ile stracić, żeby utrzymać ten obiekt? Ale nie jestem przeciwny otwarciu pracowni krawieckiej. W promieniu 200 m pokazujemy trzy inne gotowe obiekty. Nie rozmawialiśmy z p. Pierucką, w ogóle się nie orientowała, jaka jest sytuacja, a przecież najbliżej miałaby do mnie, przez płot. Teraz wszystko zależy od "góry", wszystko w rękach starosty."
    Najbardziej kompetentną w całej tej sprawie osobą jest starosta Lech Janicki. Choćby dlatego, że to właśnie powiat jest właścicielem tego obiektu. Oto, co powiedział na temat zaistniałej sytuacji.
    "Od siedmiu lat budynek jest nieużytkowany przez szkołę rolniczą. Ponosimy koszty jego utrzymania, konserwacji i ogrzewania w czasie zimy. Zależy nam, żeby ten obiekt nie niszczał. Rozpatrujemy różne propozycje. Jest wśród nich propozycja wydzierżawienia na potrzeby gospodarcze, o co wnioskowała p. Pierucka. Wstępnie wyraziliśmy przychylną opinię na ten temat. Później jednak przyszła refleksja, że każda dzierżawa nie wzbogaca tego majątku. Zaczęliśmy myśleć o jego sprzedaży. Wówczas mieszkańcy Kuźnicy wystosowali pismo z propozycją wykorzystania obiektu na cele kultury. Kuźnica obfituje w powierzchnie do zagospodarowania, bo obok szkoły stoi obiekt starego dworku. Przychodnia też jest nie do końca wykorzystana. W tym momencie nie podjęliśmy żadnej decyzji. Obecnie dokonujemy rozeznania, nie wykluczając sprzedaży obiektu. Zależy nam na znalezieniu właściciela i opiekuna - są tam piękne stare dęby, jest 1,5 ha dużego ogrodu. Sprawy nie zamykamy. Trzeba zrobić tak, aby nie było to z kosztem dla powiatu i żeby budynek się nie degradował. Zdania są podzielone. Nie chcielibyśmy wkładać kija w mrowisko."
    Pytany o ofertę nowych miejsc pracy, przedstawianą przez panią Pierucką, starosta mówi: "Miejsc, w których można otworzyć zakład, jest tutaj więcej. Nieopodal w Czajkowie znajduje się obiekt, który może być szwalnią od zaraz. Jest sporo obiektów w Kraszewicach. W tym budynku mogłyby zaistnieć problemy związane z adaptacją. ZS nr 3 ma ten obiekt w swoim zasobie. Trudno powiedzieć, czy samorząd gminy Kraszewice chciałby zrobić tu dom kultury. Przekazanie takiego budynku to kwestia decyzji Rady. W sumie jako powiat jesteśmy ubodzy, jeśli chodzi o majątek. Można by tam zrobić dom kultury, podobnie jak w innych, znajdujących się w pobliżu budynkach. Gdyby gmina wyraziła chęć przejęcia obiektu, wtedy zajmie się tym komisja Rady i zdecydujemy, czy przekazać czy nie. Na razie ze strony gminy nie było wniosku o przekazanie obiektu."
    O to, czy taki wniosek w ogóle gmina zamierza przekazać, zapytałem gospodarza gminy Kraszewice - wójta Józefa Olszewskiego.
    "Dostałem upoważnienie, taką promesę od naszej Rady Gminy, by pilotować tę sprawę. Chcemy trzymać "rękę na pulsie" i brać udział we wszystkich spotkaniach na ten temat. Nie mogę niczego przyjmować, póki nie będzie uchwał obu rad. Jeśli powiat przekaże nam ten budynek, to myślę, że go weźmiemy. Wprawdzie z tym wiążą się pewne koszty, ale skoro dostaje się majątek, to trudno z niego rezygnować. Gdyby powiat chciał jedynie sprzedać ten budynek, to gmina na pewno go nie kupi, bo nie ma pieniędzy. W razie otrzymania obiektu będą pomysły na jego użytkowanie, bo przejąć i nic nie robić to byłoby bez sensu. Co się tyczy utworzenia szwalni, to rozwiązanie powinno się znaleźć - są inne budynki, gdzie mogłaby spokojnie działać. Jeśli zaistnieje możliwość, to przypuszczam, że Rada Gminy podejmie uchwałę o przejęciu obiektu."

    O wyrażenie opinii poprosiliśmy też mieszkańców Kuźnicy Grabowskiej. Niektórzy nie chcieli się wypowiadać, inni pragnęli zachować anonimowość. Jednak z tego, co nam przekazano, wynika dość klarowny obraz oczekiwań mieszkających tam ludzi. Czy właśnie oni będą mieć decydujące zdanie w rozwiązaniu tego sporu - zobaczymy.


    Dwa zasadnicze pytania, które postanowiliśmy zadać w naszej minisondzie, brzmiały:
    - Co Pan\ Pani sądzi o pomyśle powstania zakładu szwalniczego w byłej szkole rolniczej?
    - Czy zamiast tego przedsięwzięcia powinien znajdować się w tym miejscu dom kultury?
    Oto kilka głosów w tej sprawie (niektórzy chcieli zachować anonimowość):

***

    Jestem za. Jestem za Elą Pierucką.
    (kobieta)

***

    Jestem za tym, aby ten zakład powstał, dlatego że kilka osób miałoby zatrudnienie. To będzie bardzo dużo przy dzisiejszym bezrobociu.
    (Leon Płóciennik)

***

    Jak najbardziej, bo ta kobieta chce paru ludziom dać pracę. Chciałbym, żeby był ten zakład, bo przecież bezrobocie jest duże. Uważam, że powinna otrzymać na jakiś czas pozwolenie.
    (mężczyzna)

***

    Jestem na pewno za, bo tutaj jest wysokie bezrobocie i najlepiej by było, gdyby taki zakład powstał. Tutaj zatrudnienie ma więcej mężczyzn niż kobiet.
    (kobieta)

***

    Jestem bardzo za tym.
    (kobieta)

***

    Jeżeli powstaje jak najwięcej zakładów i jest praca to jestem za tym.
    (mężczyzna)

***

    Jestem za tym, bo ludzie chcą pracować, a teraz z pracą jest ciężko. Bardziej opłaca się zakład niż dom kultury, który, jak słyszałem, miał już powstać 10 lat temu i jeszcze nie powstał. Jestem za, bo będzie więcej pracy dla kobiet.
    (Leszek Kowalczyk)

***

    Ta szkoła to jest za duży budynek i szkoda go oddać na takie coś. Jestem za tym, żeby powstał tam dom kultury. To jest duży obiekt: ogród, drzewa, a jak pójdzie na zakład, to będzie wszystko zniszczone. Taki zakład nie ma racji bytu, raz jest, raz nie jest. A skąd pieniądze na taką inwestycję, przecież tam trzeba remontować, a to jest duży nakład finansowy.
    (mężczyzna)

***

    Jak przy każdej konfliktowej sprawie, tak i tutaj nie ma prostych rozwiązań. Pani Pierucka chciałaby w dawnej szkole otworzyć szwalnię i dać pracę mieszkankom Kuźnicy. Osoby tworzące tzw. komitet wolałyby zaś, aby w zabytkowym dworku powstał dom kultury dla całej gminy. Z kolei starostwo, popierając obie inicjatywy, tak naprawdę najchętniej sprzedałoby obiekt, wzbogacając w ten sposób zasoby budżetowe. Władze powiatu jako właściciel obiektu mają w tej sprawie głos decydujący. Szkoda tylko, że zbyt pochopnie działając rozbudzili nadzieje, z których teraz chcą się wycofać. Byłoby dobrze, aby podejmowane obecnie decyzje uwzględniały potrzeby wszystkich mieszkańców Kuźnicy Grabowskiej. Co mimo zarysowanych trudności nie jest niemożliwe.

K. Juszczak
J. Krzyżanek


1994 - 2007 © Borkow