» Numer 23


  »   Archiwalne numery
  »   Ogłoszenia drobne
  »   Reklama
  »   Prenumerata elektroniczna





PYTANIE DO POSŁA

    Zbliża się czas referendum, które ma zadecydować o przystąpieniu (bądź nie) Polski do Unii Europejskiej. Dlatego też chcemy, by swoją opinię na ten ważny temat wyrazili na łamach "CzO" przedstawiciele narodu, czyli posłowie z naszego okręgu wyborczego, reprezentujący różne ugrupowania polityczne. Wszystkim zadaliśmy te same pytania:
    Czy opowiada się Pan za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej?
    Jak ocenia Pan wynegocjowane przez rząd warunki akcesji?
    Na czym Polacy mogą zyskać, a na czym stracić?
    Co sądzi Pan o rozłożeniu referendum na dwa dni i jak głosował Pan właśnie w tej sprawie?

MAREK WAGNER
(SLD)
    Bezwzględnie tak. Jest to dziejowa szansa dla naszego kraju, która może się bardzo długo nie powtórzyć. Przystąpienie Polski do UE to nie tylko obecność w zjednoczonej rodzinie narodów europejskich, ale także możliwość szybszego rozwoju gospodarczego kraju oraz - w rezultacie - poprawa życia wszystkich Polaków. To także lepsze przyszłość i nowe warunki rozwoju dla całego młodego pokolenia.

    Uważam, że nasi negocjatorzy, w szczególności polska delegacja na szczyt kopenhaski z premierem Millerem na czele, uzyskała maksimum tego, co można było osiągnąć. Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że to za mało, bo np. Unia poskąpiła nam pieniędzy na to czy na tamto. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że Unia Europejska to nie Święty Mikołaj rozdający na prawo i lewo pieniądze, ale wymagający partner, który daje, ale też żąda czegoś w zamian. Jestem więc przekonany, iż zarówno nasze oczekiwania, jak i wymagania UE zostały w toku negocjacji spełnione.

    Pytanie to jest postawione dość niefortunnie. Wejście Polski do UE to nie transakcja handlowa zawierana ponad głowami obywateli. Odpowiem tak: jeśli nasz kraj do Unii nie wejdzie, to stracimy na tym wszyscy. Jeśli zaś wejdzie, to wszyscy zyskamy; może nie od razu, ale na pewno.

    Przeprowadzenie referendum dwudniowego to dobry pomysł. Daje on możliwość udziału większej liczbie zainteresowanych, szczególnie tym, którzy nie mogliby wziąć udziału z powodu np. niedzielnego wyjazdu. Jest więc poważna szansa, że dwudniowe referendum wpłynie pozytywnie na frekwencję. Pragnę przypomnieć, iż referendum dwudniowe zostało przeprowadzone na Słowacji i na Litwie i wszystko przebiegało sprawnie, a frekwencja była wystarczająca. Mam nadzieję, że tak samo będzie również w Polsce.
    Oczywiście, w związku z tym głosowałem za referendum dwudniowym.

WITOLD TOMCZAK
(Liga Polskich Rodzin)
    Nie, zdecydowanie jestem przeciw przystąpieniu do UE.
    Warunki akcesji uzyskane przez rząd oceniam jako haniebne, wysoce niekorzystne dla Polski i Polaków. Są one nierównoprawne, dyskryminują nasz przemysł, a przede wszystkim rolnictwo, które jest głównym celem ataku tzw. dostosowań unijnych. Warunki te będą skutkować jednoznaczną utratą suwerenności, będą zagrażały bezpieczeństwu żywnościowemu naszej Ojczyzny. Bez ograniczeń uruchomiony jest import obcych produktów.
    Przystąpienie do Unii nie przyniesie żadnych zysków, tylko same straty. Utracimy suwerenność, wpływ na cokolwiek, co będzie się działo w naszym państwie. Polska stanie się elementem supermocarstwa. Według tworzonej Konstytucji UE - 93% decyzji w Unii będzie zawieranych w zaciszu gabinetów przez urzędników Komisji Europejskiej. UE ma być superpaństwem z jednym prezydentem. Jedyną demokratyczną instytucją będzie Parlament Europejski, gdzie będziemy wybierali 54 posłów. Ma on jednak ograniczone znaczenie. Władza w UE należy do komisji wytypowanych przez rządzące partie. Będziemy płacili co roku żywą gotówkę do kasy brukselskiej, na co Unia z niecierpliwością czeka. Odczujemy wzrost bezrobocia. Wzrasta ono lawinowo w państwach UE. Stąd UE będąca w agonii potrzebuje nas jak świeżej krwi. Konkretnym argumentem jest i to, że będziemy płatnikami netto, czyli będziemy dopłacać żywą gotówkę. Tymczasem tzw. pomoc unijna ma charakter wirtualny, jest złudzeniem, jest tylko na papierze, obwarowana kosztownymi procedurami, skomplikowanymi, nieosiągalnymi dla polskiego przedsiębiorcy i rolnika. Stwierdzają to nawet deklaratywni unio-zwolennicy. Ministerstwo Gospodarki, NIK stwierdza, że będziemy płatnikiem netto i opisuje, jak przebiega tzw. absorbcja środków unijnych (np. Fundusz ISPA czy SAPARD).
    Głosowałem przeciwko dwudniowemu referendum. Są to rozpaczliwe kroki zwolenników Unii, spod znaku SLD, PiS, PO, żeby doprowadzić do wymaganej frekwencji, jak również stworzyć alibi do ewentualnych nadużyć w liczeniu głosów. Zwracam uwagę na bardzo ważną sprawę, jaką jest ucieczka od odpowiedzialności tych, którzy nas chcą wepchnąć do UE. Gdyby bowiem referendum nie uzyskało frekwencji - sprawa wróci do Sejmu, a tam ci panowie będą musieli się określić i wziąć odpowiedzialność za wepchnięcie nas w tryby Unii i zająć czekające na nich dwa tysiące stołków. Często stawiane jest pytanie: Co, jeśli nie Unia. Ten, kto stawia to pytanie, ujawnia mentalność niewolnika. Wyzwoliliśmy się spod pręgierza moskiewskiego. A robili to ci sami ludzie. Przedtem wołali - nie ma wyjścia, nie ma alternatywy - jeszcze te slogany brzmią w naszych uszach. Teraz obracają się ku Brukseli i mówią ponownie - nie ma alternatywy. Tymczasem alternatywą dla niewoli jest wolność, suwerenność państwa, czyli zdolność samostanowienia o swoich losach, przy współpracy ze wszystkimi państwami dookoła. Również z Unią Europejską, a przede wszystkim z rynkiem wschodnim, który Unia nam skutecznie uszczelnia, już od lipca br. wprowadzając wizy. Konsekwencją jest upadek handlu przygranicznego na szkodę naszych sąsiadów i tamtejszych mieszkańców.
    Jedyne wyjście to powiedzieć NIE i rozpocząć polską, też niełatwą drogę, wybierając nowych, uczciwych, niesprzedajnych ludzi.

ANRZEJ GRZYB
(PSL)
    Ad.1. Jestem za obecnością Polski w Unii Europejskiej, uznając, że jest to dziejowe zadośćuczynienie za oddzielenie Polski i innych krajów Europy Środkowej w ramach pojałtańskiego porządku Europy. Polska zawsze przynależała do Europy i nie musi do niej wracać, ale nasza obecność w strukturach bezpieczeństwa i współpracy gospodarczej Europy jest naszym prawem moralnym i historycznym. Faktem jest, że piąte rozszerzenie Wspólnot Europejskich, a obecnie Unii, jest największym, a zarazem najtańszym rozszerzeniem. Unia w tym względzie nie jest dla państw kandydujących ani hojna, ani tym bardziej szczodra. Gdybyśmy oceniali polską obecność w Unii tylko pod względem finansowym, to potencjalne korzyści są możliwe do osiągnięcia, ale tylko przy dużym wysiłku ze strony Polski i Polaków. Jednak ten polityczny projekt nie ma tylko wymiaru księgowego, lecz także wielką wagę ze względu na włączeniu Polski w strefę stabilizacji gospodarczej i politycznej.
    Można postawić pytanie, co Polska zyskała ekonomicznie na opowiedzeniu się po stronie Stanów Zjednoczonych w konflikcie irackim? Polska nie zyskała w wymiarze finansowym, ale stała się jako państwo ważnym podmiotem polityki międzynarodowej, samodzielnie, bez adwokatów decydując, jakie są nasze ważne polityczne interesy.
    Polska nie powinna pozostać na peryferiach Europy, która łączy swoje wysiłki, aby sprostać konkurencji gospodarczej ze światem. Świat obejmuje wielkie obszary integracji gospodarczej, jak NAFTA w Ameryce Północnej, Mercosur w Ameryce Południowej czy obszar współpracy gospodarczej Azji i Pacyfiku. Integracja to trudne i wielkie wyzwanie, ale miejmy odwagę i nie traćmy ducha, bo przecież trudne chwile zawsze przemijają.
    Wspomnę słowa Ojca Św. Jana Pawła II, który wskazał, że Unia jest zobowiązana przyjąć Polskę, a my mamy moralne prawo, aby się tam znaleźć, ponieważ Polska jest potrzebna Europie ze swoją kultura, dziedzictwem i siłą moralną. Obyśmy uwierzyli, że my Polacy jesteśmy wielkim Narodem, który może wiele zmienić w Europie.

    Ad. 2 Warunki polskiego członkostwa są miarą tego, co Polska uzyskała w czasie trudnych rozmów. Jak powiedziałem wcześniej, Unia nie jest hojna ani szczodra dla nowych członków. Wiele racji mają m.in. rolnicy, którzy uznają, że jest to członkostwo na 55%, bo taki jest finansowy wymiar dopłat bezpośrednich w pierwszym roku członkostwa. W wielu dziedzinach mamy lepsze warunki członkostwa niż pozostałe kraje kandydujące, ale przecież Polska stanowi połowę ludności krajów kandydujących do UE. Przy większej determinacji można było oczekiwać lepszych wyników negocjacji np. niższych stawek podatków pośrednich na niektóre towary np. na materiały budowlane. Szkoda, że w pewnym okresie niewątpliwie trudnych negocjacji ilość zamkniętych rozdziałów była dla części negocjatorów ważniejsza niż warunki, które można było uzyskać. Trzeba jednak przyznać, że Polska prowadziła najważniejszą cześć negocjacji w okresie kryzysu gospodarczego w Europie, który ma ogromny wpływ na warunki członkostwa.

    Ad.3. Włączenie Polski w strefę stabilnej gospodarki jest najważniejszym efektem, w wyniku którego poszerzy się rynek, na którym znajdą miejsce polskie towary, usługi oraz umiejętności Polaków i polskich firm. Może to pomóc w przełamaniu recesji w Polsce oraz zwiększeniu ilości miejsc pracy. Najbardziej interesują Polaków ich osobiste dochody, ale niestety płace, renty, emerytury pozostaną na polskich warunkach. Wzrośnie część cen towarów ze względu na wzrost stawki podatku VAT czy akcyzy. Przewiduje się, że obniżą się ceny usług telekomunikacyjnych, Internetu, samochodów, niektórych usług serwisowych, cen gazu dla odbiorców hurtowych, sprzętu hi-fi, choć będzie to proces rozłożony w czasie. Na pewno nie stracimy polskości, wiary, suwerenności, a siła naszego państwa zależy od nas Polaków oraz jakości rządzenia Polską.

    Ad.4. Głosowałem za dwudniowym referendum, choć jestem zwolennikiem tradycyjnych zasad prawa wyborczego. Nie mam nic przeciw referendum odbywającemu się w ciągu dwóch dni, skoro ma to pomóc całemu narodowi w decyzji w tak ważnej sprawie, jak członkostwo Polski w UE. Natomiast nie byłem zwolennikiem zmiany ustawy o referendum, której Sejm dokonał w czasie trwającej kampanii referendalnej. Nie powinno się zmieniać prawa wyborczego w czasie już trwającej kampanii. Nie jest niczym złym, że zostanie podana frekwencja po pierwszym dniu referendum, ale takich zmian nie powinno się dokonywać, gdy trwa już kampania referendalna.

1994 - 2007 © Borkow